wtorek, 24 września 2013

Psychoza.

Chcę płakać, ale jakoś nie mogę. Wiesz dlaczego tak się dzieje? Ja też nie, bo przecież łzy gdzieś tam są. Są tam, prawda? Do tej pory zawsze były. Zawsze kiedy ich potrzebowałem. A teraz... zabrałeś wszystko ze sobą. Nie mam już nawet łez. Czuję się pusty w środku. Kompletnie pusty. I nie ma we mnie już nic z czego mógłbym się cieszyć. Randomowe leki, tak bardzo kolorowe. O! Co to? Jedna, skromna, samotna łza. Samotna jak moje serce. Tak dużo osób wokół mnie. Ale mi brakuje jednej. Tylko jednej potrzebuję. Czy to ty? Nie wiem. Gdzie jesteś?! Gdzie jesteś?! Gdzie jesteś?! Czy jest tam ktoś dla mnie? Pogrążyć się w rozpaczy... tak. Marzę o tym stanie. Marzę, by nie móc wstać z łóżka, płakać, krzyczeć, patrzeć się w przestrzeń, bić bogu ducha winne ściany. Wijmy się w łóżku, wijmy się jak ostatnio. Nie... przecież... byłem wtedy sam, kompletnie sam. Wokół cisza zmącona moimi szlochami. I było mi tak źle, choć tak cudownie. Bolało. Bolało bardzo. Nie wyobrażasz sobie jak ja to kocham. Jak ja to uwielbiam. Do kogo to piszę? Zapewne do ciebie, mój drogi przyjacielu. Jesteś mi tak bliski, tak bardzo bliski. Ale są rzeczy, o których nawet tobie nie powiem. Nie mogę, naprawdę nie mogę. Nie zniósłbym tej twojej miny. Bólu, który sprawiłyby ci moje słowa. Po raz kolejny. Nie wiem czy milczeć. Boję się, że się zabiję, ale z drugiej strony jest mi tak wszystko jedno. Pijmy, uprawiajmy seks, palmy papierosy, ćpajmy! Wszystko jest dla ludzi prawda? Przedawkowałem. Przedawkowałem smutek. I nie mogę się od niego uwolnić. Nie potrafię. A może nie chcę i właśnie dlatego to jest takie trudne..? Tak... Kocham cię z całego serca. I obiecuję ci, że będę gnił na tym świecie, choćby w moim ciele nie było już nikogo. Żebyś tylko był szczęśliwy. 


Ciach, ciach, ciach. Blizna za blizną. Takie piękne. "Nie chcę na to patrzeć". "Czy ty jesteś głupi?!"

Tak. 
Jestem.
Jestem wszystkim, czym mnie nazywacie.
Żegnaj świecie.
Szkoda, że tak naprawdę nigdzie nie idę...




niedziela, 1 września 2013

Rewizja.

Po dłuuuuuuuuuugiej dwumiesięcznej przerwie
w końcu zebrałam się w sobie,
znalazłam trochę czasu
i
postanowiłam dodać napisane jeszcze w roku szkolnym opowiadanie.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Enjoy.
~San




Był piękny, słoneczny dzień. Taemin z zadowoleniem na twarzy pospiesznie maszerował korytarzami lotniska. "Tak! Nareszcie się stąd wyrwę!" myślał z podekscytowaniem. Jakieś dwa tygodnie temu rozpoczęły się wakacje, a wszyscy jego znajomi już zdążyli powyjeżdżać i zostawili go biednego samiutkiego jak palec. Kiedy już całkowicie stracił nadzieję i skazał tegoroczne dwa miesiące wolności na straty, jego najlepszy przyjaciel Kibum zaprosił go do swojego domku na obrzeżach Londynu. Nadarzyła się wprost idealna okazja do wyrwania się z okowów samotności i spędzenia czasu z tym kolorowym wariatem, z którym nie ma szans na nudę. Nawet fakt, że samolot ma dwu i pół godzinne opóźnienie nie zepsuł mu humoru. Maknae nareszcie dotarł do bramek. Oddał swój bagaż, przeszedł, a urządzenie zaczęło świecić i piszczeć jak szalone. Cofnął się, zdjął biżuterię, pasek, buty i przeszedł jeszcze raz. Sytuacja powtórzyła się już kilkakrotnie, a jej główny bohater zaczynał tracić cierpliwość. 
- Zróbcie coś z tą kupą złomu do cholery! - krzyknął kiedy jego położenie całkowicie wytrąciło go z równowagi. 
- Zawołajcie szefa zanim ten nadgorliwiec nam się tu rozpłacze. - zadrwił jeden z ochroniarzy mierząc rozzłoszczonego Lee od stóp do głów. A w nim wręcz się gotowało. Zacisnął pięści tak mocno, że kostki całkowicie zbielały. Jego nastawienie diametralnie się zmieniło kiedy GO zobaczył. W ich kierunku zmierzał korytarzem średniego wzrostu, przystojny, umięśniony mężczyzna o ciemnych włosach i zniewalającym uśmiechu. Taemin poczuł jak miękną mu kolana. 
- Co jest chłopcy? - zapytał wesoło, jak wywnioskował maknae z plakietki, Kim Jonghyun. "Chłopcy" przybliżyli mu sytuację. Kim spojrzał na Taemina, który stał jak zaczarowany i wpatrywał się w niego. W oczach dinozaura pojawił się niebezpieczny błysk. 
- Chodź ze mną słodziutki - rzucił i ruszył przed siebie. Zaczekał aż Tae nadgoni i wskazał mu ręką drzwi z napisem "szef ochrony". Młodszy posłusznie wszedł do pomieszczenia. Oparł się o biurko i z niecierpliwością czekał na rozwój wydarzeń. Jonghyun mierzył go pożądliwym wzrokiem. Przejrzał jego dokumenty udając, że myśli choć trochę o swojej pracy. 
- No... słyszałem, że sprawiasz problemy. - rzucił robiąc krok w stronę biurka. Lee spojrzał na niego prowokująco. 
- Nawet gdyby... - zawiesił na moment głos. Kim cały czas się do niego zbliżał - ...to co?
Jong oparł dłonie o biurko tak, że maknae znalazł się w potrzasku. Ich twarze niemal się stykały. 
- Za bycie niegrzecznym należy się kara - wyszeptał starszy prosto do jego ucha. 
- Jestem gotów ponieść konsekwencje. - wymruczał Taemin ponętnym głosem wsuwając kolano między nogi Jonghyuna. Ten uśmiechnął się drapieżnie. Nachylił się do niego. Wsunął dłoń w jego długie, lśniące włosy. Drażnił skórę na jego szyi wydmuchiwanym z ust powietrzem, aż w końcu zaczął ją całować. Przysunął się bliżej. Tae masował kolanem jego krocze. Powoli osunął się w tył kładąc się na biurku. Starszy zdjął z niego koszulkę i językiem zaczął pieścić sutki. Wsunął dłoń pod bieliznę młodszego. Masował jego krocze. Z ust Lee co chwilę wyrywał się cichy jęk. Nagle wstał, odepchnął partnera od siebie i klęknął przed nim. Pospiesznie rozpiął i zsunął mu z bioder spodnie. Nie tracąc ani chwili wziął jego penisa do ust i zaczął go ssać. Kim chwycił go za głowę i kierował jej ruchami. Oboje jęczeli i pomrukiwali. 
- Twoje jęki są takie podniecające chłopczyku. - wysapał Jonghyun po czym chwycił go za ramiona i postawił go na nogach. - Chcę ich usłyszeć więcej Taemin.
Słysząc to Lee rozebrał się od pasa w dół i oparł łokcie o biurko wypinając się zachęcająco tyłek do porządnie już napalonego Blinga. Ten chwycił go za biodra i bez tracenia czasu na jakiekolwiek przygotowania wszedł w Tae do samego końca. Od razu trafił we właściwy punkt. Ciało jego partnera wygięło się w łuk. Maknae kryknął i zacisnął palce na brzegu biurka. Chyba jeszcze nigdy nie było mu tak dobrze, choć przyjemność mieszała się z bólem. Na przemian krzyczał i jęczał ile sił w płucach. Paznokciami zrobił na blacie 10 podłużnych śladów. Kim jeździł mu dłonią po plecach przyprawiając go o dreszcze. Przewrócił go na plecy.
- Chcę patrzeć na twoją twarz, jest taka piękna. - wyznał gładząc go po brzuchu. 
- Ja... och! Już za chwilę... - nie dokończył Taemin. Doszedł z imieniem Jonghyuna na ustach. Ten spełnił się zaraz po nim. Oboje trwali chwilę w bezruchu próbując uspokoić oddechy. Ubrali się, posprzątali demolkę, którą zrobili w biurze Blinga, stanęli na przeciw siebie i spojrzeli sobie w oczy. 
- Więc... czy przeszedłem odprawę? - zapytał makae trzymając usta tuż przy uchu swojego rozmówcy.
- Zdecydowanie tak. - odparł Jjong i zrobił coś niespodziewanego. Przyciągnął młodszego do siebie i pocałował go czule. Na policzkach Tae pojawił się rumieniec. Starszy wsunął mu w dłoń karteczkę.
- Zadzwoń do mnie jak już wrócisz z tego Londynu. - powiedział Bling, po czym pocałował go w czoło. 
- Nie mogę się już doczekać tego powrotu hyung - wymruczał Taemin i przejechał nosem po szyi Kima. Już chciał ponownie zatracić się w smaku jego ust kiedy...
- Hej marzycielu! - z transu wyrwał go stanowczy głos Joghyuna - Rusz się, samolot nie będzie na ciebie czekał.
Maknae zarumieniony spuścił wzrok starając się ukryć swoją erekcję. Zabrał bagaż i swoje drobiazgi i ruszył w stronę odpowiedniego wyjścia. Przy starcie oplatał tęsknym wzrokiem budynek lotniska. Westchnął z zawodem.
- A mogło być tak pięknie...