Już dawno czaiłam się, żeby napisać OnTaeMin, ale jakoś tak nie było jak.
Wczoraj zaczęłam pisać.
I tak jakoś powstało takie coś.
No i jeszcze tak na koniec powiem, że zawieszam "Kumpli".
Postaram się niedługo napisać jakąś część kończącą, żeby tego nie ciągnąć.
Bo mi się nie chce.
Przyznaję się.
Wymyślę coś lepszego c:
Oby wam się podobało to, co teraz naskrobałam.
Amen.
~San.
Taemin siedział na leżaku obok Onew i ze znudzeniem lustrował go wzrokiem. Ile już byli ze sobą? Sześć miesięcy? Chyba nawet dłużej. Początki były naprawdę piękne: romantyzm, seks, romantyzm i jeszcze więcej seksu. Ale teraz to wszystko gdzieś umknęło. Pozostała jedynie monotonia wraz z dobijającą codziennością. "Trzeba coś zrobić. Muszę przejąć inicjatywę." pomyślał maknae. Położył się na leżaku przybierając jak najbardziej seksowną, kuszącą pozę. Opuszkami palców lewej dłoni przejechał po ramieniu Onew.
- Dubuuuuuu... zróbmy coooooś... - wyjęczał zmysłowo przygryzając wargę. Jego skóra była nagrzana od słońca i pięknie zbrązowiała. Delikatny wiatr co jakiś czas rozwiewał wspaniałą woń zadbanych róż. Sceneria wręcz ociekała romantyzmem.
- Daj spokój Taemin. Nie wymyślaj, tylko ciesz się słońcem. - odparł poirytowanym głosem Jinki. Młody usiadł na moment. W oczach stanęły mu łzy. Stanął przed swoim chłopakiem skutecznie osłaniając go od słońca.
- Odejdź, robisz cień. - usłyszał. Tego już było za wiele.
- Nie! Spójrz na mnie! Patrz! Czy naprawdę już cię nie pociągam?! W ogóle nie masz na mnie ochoty?! Powiedz mi co się z nami stało?! Gdzie podział się cały romantyzm, gorące uczucie, namiętność?! No gdzie?! Czy ty mnie jeszcze w ogóle kochasz?! - wykrzyczał Tae rozpłakując się już na dobre. Stał z zaciśniętymi w pięści dłońmi i czekał aż starszy coś powie. Cokolwiek.
- Przestań lepiej odstawiać sceny i siadaj, bo zachowujesz się śmiesznie - usłyszał. W jego oczach widział kompletną pustkę, zero jakiegokolwiek uczucia. Za to Taemin czuł bardzo wyraźnie jak jego serce rozpada się na tysiące kawałków.Podszedł bliżej. Nachylił się do Onew.
- Nienawidzę cię bezduszna bestio! - krzyknął mu prosto w twarz i rzucił się biegiem w głąb różanego labiryntu. Pędził przed siebie ile sił w nogach jakby bał się, że ktoś go goni. Poprawka: że ON go goni. "Daj sobie spokój, przecież ten samolub nawet nie pomyśli o tym, żeby ruszyć się z miejsca" pomyślał, zatrzymał się i wzdychając opuścił ramiona pozwalając, aby dotychczasowe napięcie z niego zeszło. Niestety dalej płakał, dalej bolało, dalej mu zależało i nic na to nie mógł poradzić. Usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach. Bardzo chciał się uspokoić, ale jego ciałem co chwilę wstrząsał rozpaczliwy szloch. Przez dobre 15 minut walczył ze sobą, aż nagle usłyszał szelest. Napiął się cały i nasłuchiwał niczym sarna, która usłyszała hałas gdzieś wśród drzew. Serce kuło go na myśl, że może się pomylił i to Onew przybiegł tu za nim. Nie chciał go teraz widzieć czy słuchać, ale z drugiej strony najbardziej w tym momencie pragnął, żeby jego Dubu objął go jak dawniej i pogłaskał po głowie. Jednak zza rogu wyłonił się ktoś inny. Chłopak o opalonej, niemal czekoladowej skórze za jedyne okrycie mając nie założone na ramiona ogrodniczki stanął przed nim z grabkami w dłoni. Jego spocone ciało błyszczało w słońcu jakby ktoś pomalował je olejkiem, a włosy były zmierzwione. Taemin widywał go wcześniej nie raz, to ogrodnik. Już wtedy robiło mu się gorąco na jego widok, a teraz kiedy był tak blisko niego w Tae aż wrzało.
- Czy... ekhem... czy wszystko w porządku? Właśnie pracowałem kiedy usłyszałem płacz i pomyślałem, że poszukam jego źródła. Jest pan nim? - odezwał się przystojniak po dłuższej chwili wpatrywania się w maknae.
- Tak, to nic takiego ja... Darujmy sobie tego "pana", dobrze? Jestem Taemin. - wstał i wyciągnął rękę w stronę swojego rozmówcy.
- Minho. - usłyszał odpowiedź. Chłopak obdarował go najpiękniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widział. Młodszy przełknął nerwowo ślinę. Ich dłonie wciąż tkwiły w uścisku, a spojrzenia krzyżowały się. Zapadła niezręczna cisza. Oboje w jednym momencie zdecydowali się usiąść.
- No więc...- zaczął Minho.
- Tak?
- Co takiego się stało, że tak śliczne oczy jak twoje zalały się łzami? - Taemin spuścił wzrok, na jego policzkach pojawił się delikatny, różowy rumieniec.
- Po prostu... pewna osoba od jakiegoś czasu wbija mi w serce sztylet za sztyletem i... dzisiaj wbiła o jeden za dużo... - wymamrotał ze smutkiem Tae. Do oczu ponownie napłynęły mu łzy.
- Chodzi o Onew, prawda? - spytał Minho przysuwając się bliżej swojego rozmówcy. Odpowiedziało mu smutne kiwnięcie głową. Otarł policzek młodszego zacierając ślady po na nowo spływających słonych kroplach. Zmusił go, żeby na niego spojrzał.
- Nie rozumiem jak można krzywdzić tak delikatne, niewinne stworzenie.. - powiedział. Taemin patrzył na niego z ogromnym bólem w oczach. Cienie żywopłotów stawały się coraz dłuższe, a powietrze nieco się ochłodziło, choć wciąż panował niesamowity upał. Woń róż oplatała ich ze wszystkich stron. Wokół panował półmrok. Promienie słoneczne padały jedynie na ławkę, na której siedzieli. Minho przysunął się jeszcze bliżej i objął młodszego ramieniem. Drugą rękę położył mu na dłoniach, aby w końcu spleść swoje palce z jego. Tae nie stawiał oporu. Było mu tak przyjemnie. Właśnie tego od tak dawna mu brakowało, tego właśnie potrzebował - czułości. Oparł głowę na umięśnionych od ciężkiej pracy ramionach Minho. Poczuł jak chłopak bawi się jego włosami. Po plecach przebiegł mu dreszcz. Podniósł głowę i spojrzał prosto w oczy swojego pocieszyciela. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę.
- Dziękuję ci Min. - rozbrzmiał niespodziewanie melodyjny głos Taemina. Chłopak w jakimś dziwnym przypływie odwagi wstał i usiadł na kolanach Żabola. Na ustach Choia pojawił się delikatny uśmiech.
- Ostatni raz pozwoliłem tak do siebie powiedzieć osobie, którą bardzo kochałem. - powiedział z ledwo wyczuwalną nutką rozbawienia w głosie.
- Och, przepraszam. Ja naprawdę... - zaczął Lee, ale wargi Minho skutecznie przeszkodziły mu w dokończeniu zdania. Pocałunek z początku niewinny szybko zamienił się w namiętny taniec języków. W starszym aż wrzało od uczucia do chłopaka, którego widywał na tarasie podczas pracy w ogrodzie. Zakochał się w Taeminie od pierwszego wejrzenia. W jego długich, pięknych włosach uwiązanych w uroczą kitkę. W jego pełnych życia, roześmianych oczach. W jego finezyjnych, pełnych gracji ruchach. Po prostu w nim całym. Nie posiadał się z radości mogąc najzwyczajniej w świecie na niego patrzeć. Teraz, kiedy czuł przy sobie jego drobne, rozgrzane ciało i jego miękkie, pełne wargi na swoich był jak pod wpływem silnego ekstazy. Tym trudniej było mu się od niego oderwać. Trwali w bezruchu przez około trzydzieści sekund zanim młodszy poderwał się z miejsca.
- Przepraszam Minho, ja muszę... muszę już iść. Zrobiło się naprawdę późno i... - zamilkł kiedy Choi uwięził go w swoich objęciach. Taemin wtulił się w niego z całych sił próbując powstrzymać się od płaczu. Nie dał rady. Stało się dla niego jasne, że w ciągu kilku ostatnich miesięcy przepełnionych oziębłością Onew Lee poczuł coś do przystojnego ogrodnika. Ale co teraz? Wszystko mogłoby się wydawać proste i jasne, lecz takie nie jest. Młodszy poczuł, że chce uciec. Uciec od wszystkiego. Wyswobodził się z kojącego uścisku, który dawał mu przyjemne poczucie bezpieczeństwa. Nie pamiętał już jakie to uczucie jest wspaniałe.
- Naprawdę powinienem iść. Idę. Naprawdę Min... wybacz mi. - wypłakał i rzucił się biegiem w stronę dróżki, którą wcześniej tu przybył.
- Czekaj! Teamin ja... kocham cię! - krzyknął zrozpaczonym głosem starszy, ale adresat jego wyznań zdążył już zniknąć mu z oczu. Maknae biegł ile sił w nogach. Łzy przesłaniały mu oczy. Co chwilę się o coś potykał. Kiedy, chyba po raz setny, zahaczył nogą o jedną z gałęzi na niej leżących, stracił równowagę i z impetem uderzył w podłoże. Sięgnął dłonią do czoła czując w jego okolicy rwący ból. Na widok krwi zemdlał.
*Następnego dnia rano*
Taemin powoli otworzył zaspane oczy i rozejrzał się próbując ustalić miejsce swojego pobytu. Leżał w pokoju w swoim własnym łóżku. "Jak?" pomyślał.
- W końcu się obudziłeś. Kiedy ogrodnik cię do mnie przyniósł wystraszyłem się, że coś ci się stało i cię straciłem. - usłyszał głos Onew. Dopiero teraz zauważył jego obecność. Chłopak podszedł do niego powolnym krokiem i kiedy młodszy zdążył pomyśleć, że powrócił jego dawny, kochany Dubuś Jinki zamachnął się i z całej siły uderzył go z otwartej dłoni w twarz. Makane złapał się za czerwony, piękący ślad na policzku. W jego oczach malowało się przerażenie zmieszane z totalnym szokiem.
- Nigdy więcej mi tak nie uciekaj. Zrozumiałeś? - odezwał się Onew dobitnie cedząc słowa. Tae był w stanie jedynie kiwnąć głową. Na jego nieszczęście to nie wystarczyło.
- Pytałem czy zrozumiałeś! - otrzymał drugi cios.
- T-tak. Wybacz mi błagam, to się już nigdy, przenigdy nie powtórzy. Przysięgam. - wyjąkał przestraszonym głosem. Dubu pocałował go brutalnie ściskając jego krocze po czym wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Maknae zaczekał aż kroki oprawcy ucichną i wyskoczył z łóżka. Chwycił pierwszą lepszą torbę. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Wyrzucił bagaż przez okno.
- Ała! - usłyszał z dołu. To Minho przyjął na twarz jego rzeczy. - Co ty wyprawiasz Minnie? - podniósł wzrok z rozbawieniem masując głowę. Mina mu zrzedła kiedy zobaczył opuchniętą twarz Lee. Ten nie czekając na nic wyskoczył z okna bezpiecznie lądując na jakimś krzewie. Płatki kwiatów, których nazwy nie znał, posypały się dookoła.
- Boże... co ci się stało maleńki? Kiedy znalazłem cię w labiryncie nie byłeś taki pokiereszowany. - powiedział ze zmartwieniem delikatnie ujmując twarz młodszego w dłonie - On ci to zrobił prawda? Niech ja go tylko...
- Nie! Proszę cię zostaw. - Taemin chwycił go drącymi rękami i przycisnął do siebie z całych sił nie pozwalając mu odejść z obawy, że narobi głupot i wpakuje się w kłopoty. Choi oswobodził się z uścisku, żeby po chwili objąć go mocno.
- Zabiorę cię stąd, a potem wrócę po resztę twoich rzeczy. - powiedział i pociągnął Tae za sobą. Posadził go na miejscu pasażera w swoim samochodzie, a sam zasiadł za kierownicą. Jechali w milczeniu. Komunikowali się jedynie przelotnymi spojrzeniami. Po jakichś 10 minutach dotarli na miejsce. Zatrzymali się przed jednopiętrowym, uroczym domkiem, który swoim wyglądem zdawał się zapraszać gości do środka. Minho wziął Tae na ręce i zaniósł go do swojej sypialni. Chłopak ułożył się wygodnie. Choi dał mu torbę z lodem. Pogłaskał go po głowie, złożył pocałunek na jego czole, założył mu niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Czuj się jak u siebie w domu. Ja zaraz wracam. - rzucił na odchodne pewnym siebie głosem. Ani się obejrzał był powrotem na miejscu, z którego jeszcze przed chwilą tak pospiesznie się wynosił. "Już ja pokażę temu rozpieszczonemu bokserowi od siedmiu boleści gdzie jego miejsce." myślał ze złością po drodze do drzwi frontowych luksusowej, trzypiętrowej willi z basenem. Nie obchodziło go czy straci pracę. Liczył się tylko jego ukochany. Zapukał grzecznie. Otworzył mu nie kto inny tylko Onew. Minho przywitał go prawym sierpowym, który powalił chłopaka na ziemię.
- Ja tylko po rzeczy Taemina. - rzucił do porzygu słodziutkim głosem. Kiedy wrócił na korytarz z tym, po co tu przyjechał Jinki dalej leżał na podłodze w kałuży swojej własnej krwi spływającej mu z nosa tyle tylko, że teraz klęczała przy nim pokojówka wykrzykująca: wezwijcie pogotowie, wezwijcie pogotowie! Choi uśmiechnął się triumfalnie rozbawiony całą sceną.
- Miłego dnia. - krzyknął wsiadając do samochodu. Rzucił torby na tylne siedzenie samochodu, zapiął pasy i ruszył.