Powiedz mi proszę, co zrobiłem źle? Czyżbym nie traktował Cię dobrze? Czyżby to, że ignorowałem wszystkie te "drobne rzeczy", żeby się z Tobą nie kłócić się nie liczyło? Tak, to ja chciałem odejść. Na początku. Ale Ty nawet nie zawalczyłeś. Nawet przez chwilę. Czy naprawdę byłem dla Ciebie aż tak mało ważny? Czy naprawdę już Ci na mnie nie zależy? Nawet trochę? Na to wygląda, bo gdzie teraz jesteś? W j e g o ramionach. W ramionach swojego "kotałka". Zabawnie jest widzieć jak piszesz tak o n i m, bo dawniej mówiłeś i pisałeś tak o mnie. Nie ma chyba dnia, żebym o Tobie nie pomyślał. Nie ma dnia, żebym nie wspominał tych wszystkich pięknych chwil, które mi podarowałeś i jestem Ci za nie wdzięczny. I prawie za każdym razem w oczach stają mi łzy. I mam ochotę po prostu pozwolić im popłynąć, ale nie mogę, bo przecież nie płaczę przy ludziach. Nawet przy Tobie nigdy nie płakałem, z wyjątkiem tego jednego razu kiedy... nie ważne. Myślę, że dobrze pamiętasz. A może nie? I za każdym razem zastanawiam się czy i Ty o mnie myślisz. Chociaż czasami. Chociaż przez chwilę. Sekundę. Jedną, niezwykle ulotną myśl. Jestem pewny, że nie. Szkoda. Naprawdę wielka szkoda. Nie wiem już co byłoby bardziej bolesne: utrzymywanie z Tobą przyjacielskich kontaktów, czy to, co jest teraz, czyli ich brak. Zostawiłeś po sobie pustkę, która powiększa się z każdym dniem. Potrzebuję kogoś, kto ją zapełni, ale nikt się nie zjawia. Nie jestem tym wielce zdziwiony. Sam już nie wiem czego mi brak. Ciebie czy tej całej reszty związanej z Tobą. Sposobu w jaki na mnie patrzyłeś. Sposobu w jaki mnie obejmowałeś, całowałeś. Tego jak mówiłeś, że obejmujesz mnie w taki, a nie inny sposób, bo wtedy masz wrażenie, że mnie chronisz. To wszystko wydawało się być tak prawdziwe i szczere. Czy tylko mamiłeś mi oczy? Kłamałeś? Jeśli tak, to jestem pod wrażeniem. Chciałbym do Ciebie napisać, żeby, nawet jeśli nie odpiszesz, mieć poczucie, że zrobiłem cokolwiek. Dostać wyraźny znak pod tytułem "jesteś przeszłością i nie chcę cię w mojej teraźniejszości". Ale brak mi odwagi. Boję się zmierzyć z uderzeniem, które za pewne byś mi zadał. Boję się, że Twoja odpowiedź byłaby nawet gorsza, niż jej brak. Boję się jak wyglądałaby nasza rozmowa, że byłaby sztuczna i na siłę, oczywiście przeze mnie, podtrzymywana. Boję się zmierzyć z tymi wszystkimi emocjami, które ze sobą dla mnie niesiesz, choć wiem, że powinienem. Nie wiem co mam robić. Żadne rozwiązanie nie wydaje się być dobre. Chciałbym, żeby ktoś mnie uratował. Żebyś ty mnie uratował. Żeby... żeby to wszystko już po prostu minęło. Ale wiem, że minie jeszcze dużo czasu zanim to Ty dla mnie staniesz się przeszłością. Miłość jest jak błędne koło. Wiem, że muszę przeżyć to wszystko. Muszę to przeżyć. Muszę. Ale wolę być tchórzem. To jest łatwiejsze. Dlaczego wybrałeś akurat j e g o, co? Jakbyś zrobił to celowo. Sytuacja jest tym trudniejsza, że związałeś się właśnie z n i m. Z jednym z moich ulubionych kolegów. Z jednym z tych kolegów, którym na przywitanie rzucam się na szyję. Czy wiesz jak trudno jest mi patrzeć na Wasze szczęście? Nie chcę źle dla żadnego z Was. Chcę, żebyś był szczęśliwy, ale ze mną. A może i nie? Może po prostu boli mnie fakt, że za mną nie płaczesz? Że ruszyłeś na przód. Może wcale bym nie chciał z Tobą być, gdybyś mnie teraz o to poprosił? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Wiem jedynie, że nie jest w porządku i nie chcę czuć tych wszystkich rzeczy. Skoro nie możesz być mój, to po prostu przepadnij. Przepadnij Minho. Przepadnij proszę.
Już nie Twój, ale wciąż tęskniący
Lee Taemin.
P.S. I teraz po raz ostatni powiem, że kocham.
Brawo kochana, zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Award :) Szczegóły tutaj - http://shineeloveforever.blogspot.com/2015/03/liebster-award.html .
OdpowiedzUsuń