piątek, 15 listopada 2013

Tęsknota.


 Powiedz mi proszę, co zrobiłem źle? Czyżbym nie traktował Cię dobrze? Czyżby to, że ignorowałem wszystkie te "drobne rzeczy", żeby się z Tobą nie kłócić się nie liczyło? Tak, to ja chciałem odejść. Na początku. Ale Ty nawet nie zawalczyłeś. Nawet przez chwilę. Czy  naprawdę byłem dla Ciebie aż tak mało ważny? Czy naprawdę już Ci na mnie nie zależy? Nawet trochę? Na to wygląda, bo gdzie teraz jesteś? W j e g o ramionach. W ramionach swojego "kotałka". Zabawnie jest widzieć jak piszesz tak o n i m, bo dawniej mówiłeś i pisałeś tak o mnie. Nie ma chyba dnia, żebym o Tobie nie pomyślał. Nie ma dnia, żebym nie wspominał tych wszystkich pięknych chwil, które mi podarowałeś i jestem Ci za nie wdzięczny. I prawie za każdym razem w oczach stają mi łzy. I mam ochotę po prostu pozwolić im popłynąć, ale nie mogę, bo przecież nie płaczę przy ludziach. Nawet przy Tobie nigdy nie płakałem, z wyjątkiem tego jednego razu kiedy... nie ważne. Myślę, że dobrze pamiętasz. A może nie? I za każdym razem zastanawiam się czy i Ty o mnie myślisz. Chociaż czasami. Chociaż przez chwilę. Sekundę. Jedną, niezwykle ulotną myśl. Jestem pewny, że nie. Szkoda. Naprawdę wielka szkoda. Nie wiem już co byłoby bardziej bolesne: utrzymywanie z Tobą przyjacielskich kontaktów, czy to, co jest teraz, czyli ich brak. Zostawiłeś po sobie pustkę, która powiększa się z każdym dniem. Potrzebuję kogoś, kto ją zapełni, ale nikt się nie zjawia. Nie jestem tym wielce zdziwiony. Sam już nie wiem czego mi brak. Ciebie czy tej całej reszty związanej z Tobą. Sposobu w jaki na mnie patrzyłeś. Sposobu w jaki mnie obejmowałeś, całowałeś. Tego jak mówiłeś, że obejmujesz mnie w taki, a nie inny sposób, bo wtedy masz wrażenie, że mnie chronisz. To wszystko wydawało się być tak prawdziwe i szczere. Czy tylko mamiłeś mi oczy? Kłamałeś? Jeśli tak, to jestem pod wrażeniem. Chciałbym do Ciebie napisać, żeby, nawet jeśli nie odpiszesz, mieć poczucie, że zrobiłem cokolwiek. Dostać wyraźny znak pod tytułem "jesteś przeszłością i nie chcę cię w mojej teraźniejszości". Ale brak mi odwagi. Boję się zmierzyć z uderzeniem, które za pewne byś mi zadał. Boję się, że Twoja odpowiedź byłaby nawet gorsza, niż jej brak. Boję się jak wyglądałaby nasza rozmowa, że byłaby sztuczna i na siłę, oczywiście przeze mnie, podtrzymywana. Boję się zmierzyć z tymi wszystkimi emocjami, które ze sobą dla mnie niesiesz, choć wiem, że powinienem. Nie wiem co mam robić. Żadne rozwiązanie nie wydaje się być dobre. Chciałbym, żeby ktoś mnie uratował. Żebyś ty mnie uratował. Żeby... żeby to wszystko już po prostu minęło. Ale wiem, że minie jeszcze dużo czasu zanim to Ty dla mnie staniesz się przeszłością. Miłość jest jak błędne koło. Wiem, że muszę przeżyć to wszystko. Muszę to przeżyć. Muszę. Ale wolę być tchórzem. To jest łatwiejsze. Dlaczego wybrałeś akurat j e g o, co? Jakbyś zrobił to celowo. Sytuacja jest tym trudniejsza, że związałeś się właśnie z n i m. Z jednym z moich ulubionych kolegów. Z jednym z tych kolegów, którym na przywitanie rzucam się na szyję. Czy wiesz jak trudno jest mi patrzeć na Wasze szczęście? Nie chcę źle dla żadnego z Was. Chcę, żebyś był szczęśliwy, ale ze mną. A może i nie? Może po prostu boli mnie fakt, że za mną nie płaczesz? Że ruszyłeś na przód. Może wcale bym nie chciał z Tobą być, gdybyś mnie teraz o to poprosił? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Wiem jedynie, że nie jest w porządku i nie chcę czuć tych wszystkich rzeczy. Skoro nie możesz być mój, to po prostu przepadnij. Przepadnij Minho. Przepadnij proszę. 

Już nie Twój, ale wciąż tęskniący
Lee Taemin.

P.S. I teraz po raz ostatni powiem, że kocham. 

wtorek, 24 września 2013

Psychoza.

Chcę płakać, ale jakoś nie mogę. Wiesz dlaczego tak się dzieje? Ja też nie, bo przecież łzy gdzieś tam są. Są tam, prawda? Do tej pory zawsze były. Zawsze kiedy ich potrzebowałem. A teraz... zabrałeś wszystko ze sobą. Nie mam już nawet łez. Czuję się pusty w środku. Kompletnie pusty. I nie ma we mnie już nic z czego mógłbym się cieszyć. Randomowe leki, tak bardzo kolorowe. O! Co to? Jedna, skromna, samotna łza. Samotna jak moje serce. Tak dużo osób wokół mnie. Ale mi brakuje jednej. Tylko jednej potrzebuję. Czy to ty? Nie wiem. Gdzie jesteś?! Gdzie jesteś?! Gdzie jesteś?! Czy jest tam ktoś dla mnie? Pogrążyć się w rozpaczy... tak. Marzę o tym stanie. Marzę, by nie móc wstać z łóżka, płakać, krzyczeć, patrzeć się w przestrzeń, bić bogu ducha winne ściany. Wijmy się w łóżku, wijmy się jak ostatnio. Nie... przecież... byłem wtedy sam, kompletnie sam. Wokół cisza zmącona moimi szlochami. I było mi tak źle, choć tak cudownie. Bolało. Bolało bardzo. Nie wyobrażasz sobie jak ja to kocham. Jak ja to uwielbiam. Do kogo to piszę? Zapewne do ciebie, mój drogi przyjacielu. Jesteś mi tak bliski, tak bardzo bliski. Ale są rzeczy, o których nawet tobie nie powiem. Nie mogę, naprawdę nie mogę. Nie zniósłbym tej twojej miny. Bólu, który sprawiłyby ci moje słowa. Po raz kolejny. Nie wiem czy milczeć. Boję się, że się zabiję, ale z drugiej strony jest mi tak wszystko jedno. Pijmy, uprawiajmy seks, palmy papierosy, ćpajmy! Wszystko jest dla ludzi prawda? Przedawkowałem. Przedawkowałem smutek. I nie mogę się od niego uwolnić. Nie potrafię. A może nie chcę i właśnie dlatego to jest takie trudne..? Tak... Kocham cię z całego serca. I obiecuję ci, że będę gnił na tym świecie, choćby w moim ciele nie było już nikogo. Żebyś tylko był szczęśliwy. 


Ciach, ciach, ciach. Blizna za blizną. Takie piękne. "Nie chcę na to patrzeć". "Czy ty jesteś głupi?!"

Tak. 
Jestem.
Jestem wszystkim, czym mnie nazywacie.
Żegnaj świecie.
Szkoda, że tak naprawdę nigdzie nie idę...




niedziela, 1 września 2013

Rewizja.

Po dłuuuuuuuuuugiej dwumiesięcznej przerwie
w końcu zebrałam się w sobie,
znalazłam trochę czasu
i
postanowiłam dodać napisane jeszcze w roku szkolnym opowiadanie.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Enjoy.
~San




Był piękny, słoneczny dzień. Taemin z zadowoleniem na twarzy pospiesznie maszerował korytarzami lotniska. "Tak! Nareszcie się stąd wyrwę!" myślał z podekscytowaniem. Jakieś dwa tygodnie temu rozpoczęły się wakacje, a wszyscy jego znajomi już zdążyli powyjeżdżać i zostawili go biednego samiutkiego jak palec. Kiedy już całkowicie stracił nadzieję i skazał tegoroczne dwa miesiące wolności na straty, jego najlepszy przyjaciel Kibum zaprosił go do swojego domku na obrzeżach Londynu. Nadarzyła się wprost idealna okazja do wyrwania się z okowów samotności i spędzenia czasu z tym kolorowym wariatem, z którym nie ma szans na nudę. Nawet fakt, że samolot ma dwu i pół godzinne opóźnienie nie zepsuł mu humoru. Maknae nareszcie dotarł do bramek. Oddał swój bagaż, przeszedł, a urządzenie zaczęło świecić i piszczeć jak szalone. Cofnął się, zdjął biżuterię, pasek, buty i przeszedł jeszcze raz. Sytuacja powtórzyła się już kilkakrotnie, a jej główny bohater zaczynał tracić cierpliwość. 
- Zróbcie coś z tą kupą złomu do cholery! - krzyknął kiedy jego położenie całkowicie wytrąciło go z równowagi. 
- Zawołajcie szefa zanim ten nadgorliwiec nam się tu rozpłacze. - zadrwił jeden z ochroniarzy mierząc rozzłoszczonego Lee od stóp do głów. A w nim wręcz się gotowało. Zacisnął pięści tak mocno, że kostki całkowicie zbielały. Jego nastawienie diametralnie się zmieniło kiedy GO zobaczył. W ich kierunku zmierzał korytarzem średniego wzrostu, przystojny, umięśniony mężczyzna o ciemnych włosach i zniewalającym uśmiechu. Taemin poczuł jak miękną mu kolana. 
- Co jest chłopcy? - zapytał wesoło, jak wywnioskował maknae z plakietki, Kim Jonghyun. "Chłopcy" przybliżyli mu sytuację. Kim spojrzał na Taemina, który stał jak zaczarowany i wpatrywał się w niego. W oczach dinozaura pojawił się niebezpieczny błysk. 
- Chodź ze mną słodziutki - rzucił i ruszył przed siebie. Zaczekał aż Tae nadgoni i wskazał mu ręką drzwi z napisem "szef ochrony". Młodszy posłusznie wszedł do pomieszczenia. Oparł się o biurko i z niecierpliwością czekał na rozwój wydarzeń. Jonghyun mierzył go pożądliwym wzrokiem. Przejrzał jego dokumenty udając, że myśli choć trochę o swojej pracy. 
- No... słyszałem, że sprawiasz problemy. - rzucił robiąc krok w stronę biurka. Lee spojrzał na niego prowokująco. 
- Nawet gdyby... - zawiesił na moment głos. Kim cały czas się do niego zbliżał - ...to co?
Jong oparł dłonie o biurko tak, że maknae znalazł się w potrzasku. Ich twarze niemal się stykały. 
- Za bycie niegrzecznym należy się kara - wyszeptał starszy prosto do jego ucha. 
- Jestem gotów ponieść konsekwencje. - wymruczał Taemin ponętnym głosem wsuwając kolano między nogi Jonghyuna. Ten uśmiechnął się drapieżnie. Nachylił się do niego. Wsunął dłoń w jego długie, lśniące włosy. Drażnił skórę na jego szyi wydmuchiwanym z ust powietrzem, aż w końcu zaczął ją całować. Przysunął się bliżej. Tae masował kolanem jego krocze. Powoli osunął się w tył kładąc się na biurku. Starszy zdjął z niego koszulkę i językiem zaczął pieścić sutki. Wsunął dłoń pod bieliznę młodszego. Masował jego krocze. Z ust Lee co chwilę wyrywał się cichy jęk. Nagle wstał, odepchnął partnera od siebie i klęknął przed nim. Pospiesznie rozpiął i zsunął mu z bioder spodnie. Nie tracąc ani chwili wziął jego penisa do ust i zaczął go ssać. Kim chwycił go za głowę i kierował jej ruchami. Oboje jęczeli i pomrukiwali. 
- Twoje jęki są takie podniecające chłopczyku. - wysapał Jonghyun po czym chwycił go za ramiona i postawił go na nogach. - Chcę ich usłyszeć więcej Taemin.
Słysząc to Lee rozebrał się od pasa w dół i oparł łokcie o biurko wypinając się zachęcająco tyłek do porządnie już napalonego Blinga. Ten chwycił go za biodra i bez tracenia czasu na jakiekolwiek przygotowania wszedł w Tae do samego końca. Od razu trafił we właściwy punkt. Ciało jego partnera wygięło się w łuk. Maknae kryknął i zacisnął palce na brzegu biurka. Chyba jeszcze nigdy nie było mu tak dobrze, choć przyjemność mieszała się z bólem. Na przemian krzyczał i jęczał ile sił w płucach. Paznokciami zrobił na blacie 10 podłużnych śladów. Kim jeździł mu dłonią po plecach przyprawiając go o dreszcze. Przewrócił go na plecy.
- Chcę patrzeć na twoją twarz, jest taka piękna. - wyznał gładząc go po brzuchu. 
- Ja... och! Już za chwilę... - nie dokończył Taemin. Doszedł z imieniem Jonghyuna na ustach. Ten spełnił się zaraz po nim. Oboje trwali chwilę w bezruchu próbując uspokoić oddechy. Ubrali się, posprzątali demolkę, którą zrobili w biurze Blinga, stanęli na przeciw siebie i spojrzeli sobie w oczy. 
- Więc... czy przeszedłem odprawę? - zapytał makae trzymając usta tuż przy uchu swojego rozmówcy.
- Zdecydowanie tak. - odparł Jjong i zrobił coś niespodziewanego. Przyciągnął młodszego do siebie i pocałował go czule. Na policzkach Tae pojawił się rumieniec. Starszy wsunął mu w dłoń karteczkę.
- Zadzwoń do mnie jak już wrócisz z tego Londynu. - powiedział Bling, po czym pocałował go w czoło. 
- Nie mogę się już doczekać tego powrotu hyung - wymruczał Taemin i przejechał nosem po szyi Kima. Już chciał ponownie zatracić się w smaku jego ust kiedy...
- Hej marzycielu! - z transu wyrwał go stanowczy głos Joghyuna - Rusz się, samolot nie będzie na ciebie czekał.
Maknae zarumieniony spuścił wzrok starając się ukryć swoją erekcję. Zabrał bagaż i swoje drobiazgi i ruszył w stronę odpowiedniego wyjścia. Przy starcie oplatał tęsknym wzrokiem budynek lotniska. Westchnął z zawodem.
- A mogło być tak pięknie...

niedziela, 30 czerwca 2013

Spętany.

Słowem wstępu powiem, 
że to dziwne, krótkie opowiadanie
jest o mnie.
Ale wybrałam sobie paring JongKey.
Co by utrzymać pozory c:
Dziękuję.
~San



Twoja bliskość.
Dotyk.
Niezliczone pocałunki.
Przyspieszone bicie serc.
Błądzące po ciele dłonie.
Dreszcze.
Mam atak.
Jestem opętany. 
Namiętność i miłość spowijają mój umysł nie dając mi w tym momencie logicznie myśleć.
Standardowy scenariusz.
Przesączony zapachem alkoholu, skóry i wiszącego w powietrzu toksycznego uczucia, którym się duszę.
Omotałeś mnie.
Dobrowolnie wchodzę w Twoje sidła.
Ale nie przestanę.
W końcu to jest takie przyjemne.
I'll watch you choke on the hearts you break.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Ogrodnik.

Już dawno czaiłam się, żeby napisać OnTaeMin, ale jakoś tak nie było jak.
Wczoraj zaczęłam pisać.
I tak jakoś powstało takie coś.
No i jeszcze tak na koniec powiem, że zawieszam "Kumpli".
Postaram się niedługo napisać jakąś część kończącą, żeby tego nie ciągnąć.
Bo mi się nie chce. 
Przyznaję się.
Wymyślę coś lepszego c:
Oby wam się podobało to, co teraz naskrobałam.
Amen.
~San.





Taemin siedział na leżaku obok Onew i ze znudzeniem lustrował go wzrokiem. Ile już byli ze sobą? Sześć miesięcy? Chyba nawet dłużej. Początki były naprawdę piękne: romantyzm, seks, romantyzm i jeszcze więcej seksu. Ale teraz to wszystko gdzieś umknęło. Pozostała jedynie monotonia wraz z dobijającą codziennością. "Trzeba coś zrobić. Muszę przejąć inicjatywę." pomyślał maknae. Położył się na leżaku przybierając jak najbardziej seksowną, kuszącą pozę. Opuszkami palców lewej dłoni przejechał po ramieniu Onew. 
- Dubuuuuuu... zróbmy coooooś... - wyjęczał zmysłowo przygryzając wargę. Jego skóra była nagrzana od słońca i pięknie zbrązowiała. Delikatny wiatr co jakiś czas rozwiewał wspaniałą woń zadbanych róż. Sceneria wręcz ociekała romantyzmem. 
- Daj spokój Taemin. Nie wymyślaj, tylko ciesz się słońcem. - odparł poirytowanym głosem Jinki. Młody usiadł na moment. W oczach stanęły mu łzy. Stanął przed swoim chłopakiem skutecznie osłaniając go od słońca.
- Odejdź, robisz cień. - usłyszał. Tego już było za wiele. 
- Nie! Spójrz na mnie! Patrz! Czy naprawdę już cię nie pociągam?! W ogóle nie masz na mnie ochoty?! Powiedz mi co się z nami stało?! Gdzie podział się cały romantyzm, gorące uczucie, namiętność?! No gdzie?! Czy ty mnie jeszcze w ogóle kochasz?! - wykrzyczał Tae rozpłakując się już na dobre. Stał z zaciśniętymi w pięści dłońmi i czekał aż starszy coś powie. Cokolwiek.
- Przestań lepiej odstawiać sceny i siadaj, bo zachowujesz się śmiesznie - usłyszał. W jego oczach widział kompletną pustkę, zero jakiegokolwiek uczucia. Za to Taemin czuł bardzo wyraźnie jak jego serce rozpada się na tysiące kawałków.Podszedł bliżej. Nachylił się do Onew.
- Nienawidzę cię bezduszna bestio! - krzyknął mu prosto w twarz i rzucił się biegiem w głąb różanego labiryntu. Pędził przed siebie ile sił w nogach jakby bał się, że ktoś go goni. Poprawka: że ON go goni. "Daj sobie spokój, przecież ten samolub nawet nie pomyśli o tym, żeby ruszyć się z miejsca" pomyślał, zatrzymał się i wzdychając opuścił ramiona pozwalając, aby dotychczasowe napięcie z niego zeszło. Niestety dalej płakał, dalej bolało, dalej mu zależało i nic na to nie mógł poradzić. Usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach. Bardzo chciał się uspokoić, ale jego ciałem co chwilę wstrząsał rozpaczliwy szloch. Przez dobre 15 minut walczył ze sobą, aż nagle usłyszał szelest. Napiął się cały i nasłuchiwał niczym sarna, która usłyszała hałas gdzieś wśród drzew. Serce kuło go na myśl, że może się pomylił i to Onew przybiegł tu za nim. Nie chciał go teraz widzieć czy słuchać, ale z drugiej strony najbardziej w tym momencie pragnął, żeby jego Dubu objął go jak dawniej i pogłaskał po głowie. Jednak zza rogu wyłonił się ktoś inny. Chłopak o opalonej, niemal czekoladowej skórze za jedyne okrycie mając nie założone na ramiona ogrodniczki stanął przed nim z grabkami w dłoni. Jego spocone ciało błyszczało w słońcu jakby ktoś pomalował je olejkiem, a włosy były zmierzwione. Taemin widywał go wcześniej nie raz, to ogrodnik. Już wtedy robiło mu się gorąco na jego widok, a teraz kiedy był tak blisko niego w Tae aż wrzało.
- Czy... ekhem... czy wszystko w porządku? Właśnie pracowałem kiedy usłyszałem płacz i pomyślałem, że poszukam jego źródła. Jest pan nim? - odezwał się przystojniak po dłuższej chwili wpatrywania się w maknae.
- Tak, to nic takiego ja... Darujmy sobie tego "pana", dobrze? Jestem Taemin. - wstał i wyciągnął rękę w stronę swojego rozmówcy.
- Minho. - usłyszał odpowiedź. Chłopak obdarował go najpiękniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widział. Młodszy przełknął nerwowo ślinę. Ich dłonie wciąż tkwiły w uścisku, a spojrzenia krzyżowały się. Zapadła niezręczna cisza. Oboje w jednym momencie zdecydowali się usiąść.
- No więc...- zaczął Minho.
- Tak?
- Co takiego się stało, że tak śliczne oczy jak twoje zalały się łzami? - Taemin spuścił wzrok, na jego policzkach pojawił się delikatny, różowy rumieniec.
- Po prostu... pewna osoba od jakiegoś czasu wbija mi w serce sztylet za sztyletem i... dzisiaj wbiła o jeden za dużo... - wymamrotał ze smutkiem Tae. Do oczu ponownie napłynęły mu łzy.
- Chodzi o Onew, prawda? - spytał Minho przysuwając się bliżej swojego rozmówcy. Odpowiedziało mu smutne kiwnięcie głową. Otarł policzek młodszego zacierając ślady po na nowo spływających słonych kroplach. Zmusił go, żeby na niego spojrzał.
- Nie rozumiem jak można krzywdzić tak delikatne, niewinne stworzenie.. - powiedział. Taemin patrzył na niego z ogromnym bólem w oczach. Cienie żywopłotów stawały się coraz dłuższe, a powietrze nieco się ochłodziło, choć wciąż panował niesamowity upał. Woń róż oplatała ich ze wszystkich stron. Wokół panował półmrok. Promienie słoneczne padały jedynie na ławkę, na której siedzieli. Minho przysunął się jeszcze bliżej i objął młodszego ramieniem. Drugą rękę położył mu na dłoniach, aby w końcu spleść swoje palce z jego. Tae nie stawiał oporu. Było mu tak przyjemnie. Właśnie tego od tak dawna mu brakowało, tego właśnie potrzebował - czułości. Oparł głowę na umięśnionych od ciężkiej pracy ramionach Minho. Poczuł jak chłopak bawi się jego włosami. Po plecach przebiegł mu dreszcz. Podniósł głowę i spojrzał prosto w oczy swojego pocieszyciela. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę.
- Dziękuję ci Min. - rozbrzmiał niespodziewanie melodyjny głos Taemina. Chłopak w jakimś dziwnym przypływie odwagi wstał i usiadł na kolanach Żabola. Na ustach Choia pojawił się delikatny uśmiech.
- Ostatni raz pozwoliłem tak do siebie powiedzieć osobie, którą bardzo kochałem. - powiedział z ledwo wyczuwalną nutką rozbawienia w głosie.
- Och, przepraszam. Ja naprawdę... - zaczął Lee, ale wargi Minho skutecznie przeszkodziły mu w dokończeniu zdania. Pocałunek z początku niewinny szybko zamienił się w namiętny taniec języków. W starszym aż wrzało od uczucia do chłopaka, którego widywał na tarasie podczas pracy w ogrodzie. Zakochał się w Taeminie od pierwszego wejrzenia. W jego długich, pięknych włosach uwiązanych w uroczą kitkę. W jego pełnych życia, roześmianych oczach. W jego finezyjnych, pełnych gracji ruchach. Po prostu w nim całym. Nie posiadał się z radości mogąc najzwyczajniej w świecie na niego patrzeć. Teraz, kiedy czuł przy sobie jego drobne, rozgrzane ciało i jego miękkie, pełne wargi na swoich był jak pod wpływem silnego ekstazy. Tym trudniej było mu się od niego oderwać. Trwali w bezruchu przez około trzydzieści sekund zanim młodszy poderwał się z miejsca.
- Przepraszam Minho, ja muszę... muszę już iść. Zrobiło się naprawdę późno i... - zamilkł kiedy Choi uwięził go w swoich objęciach. Taemin wtulił się w niego z całych sił próbując powstrzymać się od płaczu. Nie dał rady. Stało się dla niego jasne, że w ciągu kilku ostatnich miesięcy przepełnionych oziębłością Onew Lee poczuł coś do przystojnego ogrodnika. Ale co teraz? Wszystko mogłoby się wydawać proste i jasne, lecz takie nie jest. Młodszy poczuł, że chce uciec. Uciec od wszystkiego. Wyswobodził się z kojącego uścisku, który dawał mu przyjemne poczucie bezpieczeństwa. Nie pamiętał już jakie to uczucie jest wspaniałe.
- Naprawdę powinienem iść. Idę. Naprawdę Min... wybacz mi. - wypłakał i rzucił się biegiem w stronę dróżki, którą wcześniej tu przybył.
- Czekaj! Teamin ja... kocham cię! - krzyknął zrozpaczonym głosem starszy, ale adresat jego wyznań zdążył  już zniknąć mu z oczu. Maknae biegł ile sił w nogach. Łzy przesłaniały mu oczy. Co chwilę się o coś potykał. Kiedy, chyba po raz setny, zahaczył nogą o jedną z gałęzi na niej leżących, stracił równowagę i z impetem uderzył w podłoże. Sięgnął dłonią do czoła czując w jego okolicy rwący ból. Na widok krwi zemdlał.

*Następnego dnia rano*

Taemin powoli otworzył zaspane oczy i rozejrzał się próbując ustalić miejsce swojego pobytu. Leżał w pokoju w swoim własnym łóżku. "Jak?" pomyślał.
- W końcu się obudziłeś. Kiedy ogrodnik cię do mnie przyniósł wystraszyłem się, że coś ci się stało i cię straciłem. - usłyszał głos Onew. Dopiero teraz zauważył jego obecność. Chłopak podszedł do niego powolnym krokiem i kiedy młodszy zdążył pomyśleć, że powrócił jego dawny, kochany Dubuś Jinki zamachnął się i z całej siły uderzył go z otwartej dłoni w twarz. Makane złapał się za czerwony, piękący ślad na policzku. W jego oczach malowało się przerażenie zmieszane z totalnym szokiem.
- Nigdy więcej mi tak nie uciekaj. Zrozumiałeś? - odezwał się Onew dobitnie cedząc słowa. Tae był w stanie jedynie kiwnąć głową. Na jego nieszczęście to nie wystarczyło.
- Pytałem czy zrozumiałeś! - otrzymał drugi cios.
- T-tak. Wybacz mi błagam, to się już nigdy, przenigdy nie powtórzy. Przysięgam. - wyjąkał przestraszonym głosem. Dubu pocałował go brutalnie ściskając jego krocze po czym wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Maknae zaczekał aż kroki oprawcy ucichną i wyskoczył z łóżka. Chwycił pierwszą lepszą torbę. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Wyrzucił bagaż przez okno.
- Ała! - usłyszał z dołu. To Minho przyjął na twarz jego rzeczy. - Co ty wyprawiasz Minnie? - podniósł wzrok z rozbawieniem masując głowę. Mina mu zrzedła kiedy zobaczył opuchniętą twarz Lee. Ten nie czekając na nic wyskoczył z okna bezpiecznie lądując na jakimś krzewie. Płatki kwiatów, których nazwy nie znał, posypały się dookoła.
- Boże... co ci się stało maleńki? Kiedy znalazłem cię w labiryncie nie byłeś taki pokiereszowany. - powiedział ze zmartwieniem delikatnie ujmując twarz młodszego w dłonie - On ci to zrobił prawda? Niech ja go tylko...
- Nie! Proszę cię zostaw. - Taemin chwycił go drącymi rękami i przycisnął do siebie z całych sił  nie pozwalając mu odejść z obawy, że narobi głupot i wpakuje się w kłopoty. Choi oswobodził się z uścisku, żeby po chwili objąć go mocno.
- Zabiorę cię stąd, a potem wrócę po resztę twoich rzeczy. - powiedział i pociągnął Tae za sobą. Posadził go na miejscu pasażera w swoim samochodzie, a sam zasiadł za kierownicą. Jechali w milczeniu. Komunikowali się jedynie przelotnymi spojrzeniami. Po jakichś 10 minutach dotarli na miejsce. Zatrzymali się przed jednopiętrowym, uroczym domkiem, który swoim wyglądem zdawał się zapraszać gości do środka. Minho wziął Tae na ręce i zaniósł go do swojej sypialni. Chłopak ułożył się wygodnie. Choi dał mu torbę z lodem. Pogłaskał go po głowie, złożył pocałunek na jego czole, założył mu niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Czuj się jak u siebie w domu. Ja zaraz wracam. - rzucił na odchodne pewnym siebie głosem. Ani się obejrzał był  powrotem na miejscu, z którego jeszcze przed chwilą tak pospiesznie się wynosił. "Już ja pokażę temu rozpieszczonemu bokserowi od siedmiu boleści gdzie jego miejsce." myślał ze złością po drodze do drzwi frontowych luksusowej, trzypiętrowej willi z basenem. Nie obchodziło go czy straci pracę. Liczył się tylko jego ukochany. Zapukał grzecznie. Otworzył mu nie kto inny tylko Onew. Minho przywitał go prawym sierpowym, który powalił chłopaka na ziemię.
- Ja tylko po rzeczy Taemina. - rzucił do porzygu słodziutkim głosem. Kiedy wrócił na korytarz z tym, po co tu przyjechał Jinki dalej leżał na podłodze w kałuży swojej własnej krwi spływającej mu z nosa tyle tylko, że teraz klęczała przy nim pokojówka wykrzykująca: wezwijcie pogotowie, wezwijcie pogotowie! Choi uśmiechnął się triumfalnie rozbawiony całą sceną.
- Miłego dnia. - krzyknął wsiadając do samochodu. Rzucił torby na tylne siedzenie samochodu, zapiął pasy i ruszył.


wtorek, 28 maja 2013

Minho bohater :3

Mmmm... no .
Koleje dzieło stworzone w szkole.
Czymś się trzeba zająć co by się przypadkiem czegoś nowego nie nauczyć xD
Nie będę pisała długich, wyczerpujących wstępów.
Bo po co?
Powiem jeszcze tylko, że mam już plan na życie jeżeli chodzi o następne 'dzieło'.
Wena mnie nie opuszcza :3
Także no.
Miłej lektury <3
~ San


5 LAT Z SHINEE OBY WIĘCEJ TAKICH ROCZNIC PRZED WAMI CHŁOPCY! <3 ~


Od: Taemin
Do: Żabcia <3
Godz. 24:02

Hyung..? Co robiiiisz..?


Od: Minho
Do: Taeś :3
Godz. 24:04

Leżę i potwornie się nudzę. Chyba przywołałem cię myślami... :) Co jest?


Od: Taemin
Do: Żabcia <3
Godz. 24:05

Nie, nic takiego... ^-^


Od: Minho
Do: Taeś :3
Godz. 24:06

Minnie..?


Od: Taemin
Do: Żabcia <3
Godz. 24:09

Oj no dobrze... Oglądałem taki jeden film i... siedzę sam w tym pustym, ciemnym domu i... no... boję się ;___;


Od: Minho
Do: Taeś <3
Godz. 24:32

Puk, puk.


Od: Taemin
Do: Żabcia <3

Co..? >.<


Od: Minho
Do: Taeś <3

Otwórz drzwi <3

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

<Taemin>
Przez około pół minuty siedziałem i wpatrywałem się w ekran swojego telefonu zanim zdecydowałem się ruszyć. Szedłem powoli przebijając cię przez niemal egipskie ciemności mojego mieszkania. Co chwilę oglądałem się za siebie, rozglądałem na boki. Byłem jak małe, wystraszone dziecko. W końcu dotarłem do celu. Przekręciłem klucze we wszystkich, chyba jakichś pięciu, zamkach i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się Minho. Ten widok zaparł mi dech w piersiach. Chłopak miał na sobie śliwkowe, poprzecierane rurki i czarną koszulkę na ramiączkach przylegającą do jego umięśnionego, mokrego ciała. Wygląda na to, że na zewnątrz trochę padało. W tamtym momencie mój ukochany Żabol pociągał mnie trzy razy bardziej, niż normalnie. Zauważywszy jego sugestywny uśmiech spuściłem wzrok. 
- Dobry wieczór kociaku. - powiedział wchodząc do środka. Kiedy przechodził obok mnie delikatnie musnął mój podbródek dłonią. Pod wpływem jego dotyku moim ciałem wstrząsnął deszcz. Poszedłem za nim wkraczając w głąb oświetlonego nikłym światłem lampki salonu. 
- Mógłbyś dać mi jakiś ręcznik Minnie? - zapytał ściągając z siebie przemoczoną koszulkę. Z pożądaniem spojrzałem na jego nagi, pokryty kroplami deszczu tors. Tego było już dla mnie za wiele. 

<Minho>
- J-jasne... zaraz przyniosę. - wyjąkał Tae próbując ukryć pod uśmiechem swoje zakłopotanie. Na moją twarz również wstąpił uśmiech tyle tylko, że triumfalny. Jak mogłem do tej pory nie zauważyć co tu jest grane? Jestem jakiś ślepy czy jak? Po jakiejś minucie chłopak wrócił z ręcznikiem w dłoniach. Rzucił mi go. Przyglądał mi się ukradkiem z rumieńcem na policzkach. Poruszałem się najseksowniej jak umiałem bawiąc się trochę moim maknae. Koniec. Nie przyszedłem tu przecież, żeby go zruchać.

<Taemin>
Minho usiadł obok mnie na kanapie, bardzo blisko. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Cały czas się do mnie uśmiechał, aż nagle przestał. Spojrzał na mnie z taką... czułością.

<Minho>
Objąłem go ramieniem i złapałem za podbródek. Był taki piękny. Taki... uroczo niewinny. 
- Już się nie boisz, prawda? - spytałem cicho potrącając jego nos swoim.
- N-nie... Dziękuję,, że przyszedłeś. - odpowiedział nieśmiało.

<Taemin>
Przymknąłem oczy i wstrzymałem oddech. Moje serce chyba właśnie posuwało płuco, bo co chwile czułem jego agresywne, szybkie uderzenia. Dotyk warg Minho rozpalił mój policzek. Zjechał niżej, do mojej szyi.

<Minho>
Lizałem ją i podgryzałem. Zostawiłem po sobie kilka malinek. Zbliżyłem się do ucha Tae. 
- Bądź tylko mój, ukochany. - szepnąłem i przygryzłem jego płatek. Młodszy mruknął z zadowoleniem. Spojrzałem mu w oczy. Oddychałem dość szybko. Ogarnęło mnie zdenerwowanie. Chwyciłem go za dłonie splatając nasze palce.

<Taemin>
- Kocham cię - powiedział i wpił się w moje wargi. Muskał je z początku delikatnie i niepewni, potem już czulej i namiętniej. Położył dłonie na moich biodrach, a ja swoje wplotłem w jego ciemne włosy.

<Minho>
Osunęliśmy się na kanapę sprowadzając się do pozycji leżącej. Taemin położył się na mnie. Całowałem go bez opamiętania nie mogąc nacieszyć się smakiem jego słodkich usteczek. Chłopak mruczał z zadowoleniem. Zarzucił mi nogę na biodro. W końcu oderwaliśmy się od siebie.
- Mmm... Jestem śpiący. - wymamrotał wtulając twarz w zagłębienie w mojej szyi. 
- Śpij kochanie. Zostanę przy tobie. - pocałowałem go w głowę i zacząłem po niej głaskać.
- Minho..?
- Tak? - po jego tonie poznałem, że się waha, chce powiedzieć coś ważnego i wcale nie tak łatwego do powiedzenia. Na odpowiedz czekałem dosłownie chwilkę, ale zdawało się to trwać wieki.
- Też cię kocham. - powiedział i pocałował mnie w policzek po czym ponownie wtulił się w moją szyję. Zasnął z chwilą, w której zamknął oczy, a ja jeszcze długo leżałem gładząc jego lśniące włosy i myśląc o tym, jak dużo się teraz zmieni. 



Nie było seksów, a był do nich tak piękny wstęp. Ehh...  ;___; To specjalnie dla Saryrary <3 Pierwsze takie nie perwersyjne opowiadanie. Wow. Gratulacje dla mnie. Dziękuję. 

piątek, 24 maja 2013

Napalony Key.

Taaak... tytuł jest dość osobliwy xD
Nie ważne.
Tak wgl to ... JONGUŚ WRÓCIŁ!!
Czy wy też cieszycie się równie mocno, co ja? 
Podjara na 100%. 
No nie mogę.
Tak bardzo go brakowało.
Na jego cześć dodaję nowe opowiadanie.
kekekekeke
Mam nadzieję, że się wam spodoba. 
~San



Było grubo po północy. Key siedział na ziemi opierając głowę na łóżku. Kiwał się lekko na boki, już dawno nie był tak pijany. Jonghyun leżał na łóżku i patrzył na niego. "Jak on mógł się tak sponiewierać? Po co, dlaczego?" pomyślał.
- Kibummie chodź do łóżka, czas spać. - powiedział już na głos.
- Nie mogę... - odpowiedział mu zapity głos. 
- Dlaczego nie?
- Tak bardzo kręci mi się w głowie...
- Ehh... Spokojnie, pomogę ci. No, dalej... - Jong złapał Key za ręce. Ten wpełznął na łóżko i położył się na wokaliście. Starszy zaśmiał się i pogładził jego miękkie, jasne włosy. "Taki piękny, taki niewinny..." Leżeli tak przez chwilę kiedy młodszy nagle podniósł głowę i nachylił się do niego. Wplótł palce w jego włosy.
- Zerżnij mnie Jonghyun... - szepnął Kibum prosto do ucha swojego hyunga ocierając o nie wargami. 
- Co... co ty wygadujesz mały..? - starszy był w 'lekkim' szoku. Nie, żeby nie podobała mu się propozycja, ale... 
- Zerżnij mnie... bierz mnie przez całą noc. Chcę czuć i oglądać twoje wspaniałe ciało. Marzę o nim od tak dawna. - raper szeptał mu do ucha. Jego dłoń zaczęła błądzić po udzie Blinga niebezpiecznie zbliżając się do okolic jego męskości. Młodszy całował go po szyi, mruczał sprośne rzeczy. Jonghyun poczuł ciasnotę w spodniach. Tak bardzo miał ochotę na tego malucha. "Ale on jest pijany i pewnie nie wie co robi..." Wręcz przeciwnie - Key doskonale wiedział co się dzieje. Wyobrażał sobie tą sytuację tysiące razy, a alkohol jedynie dodał mu odwagi. Jong położył go na łóżku, a sam usiadł na jego brzegu. "Opanuj się chłopie, ogarnij." myślał, ale diva nie miał zamiaru ułatwiać mu zadania. Położył nogę na jego udach i pocierał nią męskość Jonghyuna. 
- Spójrz na mnie... - wymruczał - nie opieraj mi się... Sam najlepiej wiesz jak ciasno masz teraz w spodniach.
Tego już było za wiele. Jonghyun dopadł do niego. Związał mu ręce wstążką, którą ukradł firankom. 
- Mmm... zapowiada się ciekawi. - słowa Kibuma tylko zachęcały Jonga. Pocałował go. Ich języki ocierały się o siebie tak samo jak ich coraz twardsze przyrodzenia. Starszy zjechał do szyi młodszego. Lizał ją i przygryzał. Jego dłoń pieściła sutki Key, który jęczał cicho pod wpływem tej jakże pobudzającej pieszczoty. 
- Rozwiąż mnie... chce cię dotykać. - wymamrotał Key. Jonghyun zaśmiał się tylko.
- Nie skarbie. Tej nocy to ja będę dotykał ciebie. - powiedział po czym wsunął dłoń pod bieliznę młodszego. Złapał jego penisa. Pocierał go powoli i czule doprowadzając partnera do szaleństwa. 
- Błagam cię przyspiesz. - wyjęczał Kibum.
- Jak bardzo mnie błagasz?
- Mmm bardzo...
- Do kogo należysz?
- Tylko do ciebie, od zawsze...
- Z kim zostaniesz już na wieki?
- Z tobą Jonghyun, z tobą! A teraz zlituj się proszę, bo dłużej nie wytrzymam!
- Jeszcze tylko jedno... - zatrzymał się na moment. 
- Co takiego? 
- Kocham cię. - wyznał Jong. Pocałował Kibuma w czoło po czym zdjął z niego spodnie i bieliznę. Jego oczom ukazała się dość pokaźna stercząca męskość. Uśmiechnął się. Wziął ją do ust i zassał się mocno. Lizał ją i podgryzał. Key jęczał i wił się dostosowując ruchy bioder do ruchów głowy Jonghyuna. Dawno nie było mu tak dobrze. Jego wyobrażenia nie dorównywały rzeczywistości. 
- J-Jong ja... ahh! Też cię kocham. - wyjęczał Bum.
- Nie. Jesteś po prostu pijany, a ja właśnie robię ci loda - zaśmiał się Bling. W jego oczach pojawił się smutek. 
- Nie hyung, jestem w tobie zakochany od kilku miesięcy. - W tym momencie starszy zamarł. Spojrzał w oczy młodszego. 
- Mówisz prawdę..?
- Tak. - słysząc tą odpowiedź uśmiechnął się z ulgą i wpił się w usta rapera. Całował go z wielką czułością w końcu dając upust swoim uczuciom. Oswobodził jego ręce, które Kibum natychmiast wplótł w jego włosy. Objął Jonga nogami w pasie i przyległ do niego całym ciałem. Był rozgrzany i pobudzony, jego erekcja dawała o sobie znać. Przestali się całować i spojrzeli na siebie. Po policzkach Key zaczęły spływać łzy.
- Ejejej... dlaczego płaczesz księżniczko? - spytał zmartwiony Jonghyun ocierając mu twarz. 
- Ja... nie wiem... jestem po prostu szczęśliwy. - usłyszał w odpowiedzi. Uśmiech ponownie wstąpił na jego przystojną twarz. Położył się obok divy, przyciągnął go do siebie, ubrał mu spodenki i okrył kołdrą. 
- Na dzisiaj chyba wystarczy ci wrażeń... Śpij już malutki. - szepnął. Raper wtulił się w tors swojego hyunga. Prędko zasnął czując na skórze jego kojący dotyk.

*Ranek*
<Kibum>

Obudził mnie czuły pocałunek. Bałem się otworzyć oczy. Bałem się, że to wszystko to tylko jakieś moje chore, pijackie urojenia. 
- Otwórz oczy słoneczko, są takie piękne. - usłyszałem. Nie mogłem się nie uśmiechnąć. Spojrzałem na niego. Nachylał się nade mną i gładził moje włosy. 
- Jesteś śliczny. - powiedział - Kocham woje usteczka (pocałował mnie w usta), kocham twój zgrabny nosek (pocałował mnie w nos), kocham twoje policzki (pocałował mnie w oba policzki), kocham twoje dłonie (chwycił moje dłonie i pocałował je) i ogólnie to... jesteś idealny.
Rozpływałem się, byłem prze szczęśliwy.
- Pamiętasz jak się wczoraj zachowywałeś? Jesteś naprawdę dobry w uwodzeniu, nie znałem cię od tej strony... - powiedział Jonghyun i otarł się nosem o mój nos. Zarumieniłem się.
- Wiesz co teraz zrobię? - zapytał przygniatając mnie swoim ciałem. Pokiwałem przecząco głową.
 - Spełnię twoją wczorajszą prośbę... - polizał mnie po uchu. Jego ręka powoli wsunęła się pod moje bokserki...


Wyszło jakieś takie krótkie. No ale nic. Liczy się jakość, a nie długość jak to mówią nie? Mam nadzieję, że jakość jest dobra. 

WRÓCIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIŁ <3
(Kibum moją jedyną miłością, ale i tak... jeeej!)

Piękne włosy Dinuś.