czwartek, 28 marca 2013

Kumple cz.3

No to kontynuujemy moją pierwszą wieloczęściówkę.
Bez zbędnego gadania
zapraszam Was do przeczytania.
Oby się podobało.
Miłej lektury, komentujcie :33
~San



<Minho>
Po chwili zastanowienia otworzył usta i nie powiedział absolutnie nic. Cisza dudniła mi w uszach, a serce zamarło. Sekundy dłużyły mi się w nieskończoność. "Co ja narobiłem, co ja narobiłem, co ja narobiłem?!" powtarzałem sobie w głowie w kółko i w kółko. Bałem się.

<Taemin>
Chciałem do niego iść. I to bardzo. Miałem wrażenie, że przyciąga mnie do niego jakaś niewiarygodnie ogromna siła. Ale nie miałem pojęcia co mógłbym powiedzieć i  czy w ogóle należało coś powiedzieć. Czy oczekiwał odpowiedzi na niezadane pytanie? Nie mogąc znaleźć odpowiednich słów i kłócąc się w myślach ze sobą o to, czy takowe istnieją postanowiłem działać. Podniosłem się do pozycji siedzącej dosłownie na moment przysiadając na brzegu swojego łóżka. Każdy najdrobniejszy dźwięk wydawał mi się potwornie głośny. Serce waliło mi jak oszalałe, a ciałem zawładnęły dreszcze. "Opanuj się człowieku." skarciłem się w głowie za swoje reakcje. Powoli, lękliwie podszedłem do łóżka Minho. Chłopak odchylił kołdrę i uśmiechnął się do mnie w sposób, który dodał mi otuchy. Wskoczyłem na miejsce koło niego. Chciałem być bardzo blisko i jednocześnie jak najdalej od niego. Jego bliskość strasznie mnie onieśmielała i sprawiała, że traciłem zmysły. "Jak się zachować? Co robić?" gorączkowo powtarzałem te pytania w myślach. Min, jakby potrafił w nich czytać, przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i objął pozwalając mi ułożyć głowę na swojej boskiej klacie. Byłem zadowolony ze swojego położenia. Zastanawiałem się czy hyung słyszy jak bardzo w tym momencie moje serce pragnie wyskoczyć mi z klatki piersiowej. Oby nie... Chociaż z drugiej strony chciałem, żeby wiedział. Było by o wiele łatwiej gdyby Żabol wiedział absolutnie wszystko co powinienem mu powiedzieć. Niestety niektóre słowa uparcie grzęzły mi w gardle przy próbie ich wypowiedzenia. Z każdą myślą o wyznaniu mu swoich uczuć ogarniał mnie cholerny strach. Nienawidziłem tego tak bardzo. Moje trudne myśli były bardziej męczące, niż się spodziewałem. Otulony ramionami ukochanego, ogrzewany jego ciepłem i uspokajany przyspieszonym biciem jego serca zasnąłem z delikatnym uśmiechem na ustach. Nie zdążyłem nawet powiedzieć mu dobranoc...

<Minho>
Nie rozmawialiśmy, sam nie za bardzo wiedziałem co mógłbym powiedzieć, toteż Taemin mometalnie zasnął w moich objęciach. To znaczy, że czuje się przy mnie bezpieczny. Dodałem sobie punkt w kategorii "Kroki w stronę związku z Taeminem.". Nie od razu poszedłem spać. Przez jakiś czas leżałem tylko wpatrując się we wtulonego w mój tors chłopaka. Myśli miałem spokojniejsze, serce zwolniło tempo i powoli zaczynałem się robić senny. Pomyślałem sobie, że skoro nie udał mi się pocałunek, to przynajmniej tyle na dzisiaj osiągnąłem. Czy to mało? Wydaje mi się, że nie. Z pozytywnym nastawieniem na "lepsze jutro" w końcu zamknąłem oczy i po kilku minutach już spałem.

<Taemin>
Ostrożnie otworzyłem oczy. Poranne słońce mnie raziło. Z niezadowoleniem odwróciłem twarz chowając ją w... klatce piersiowej Minho?! W jednej chwili przypomniałem sobie gdzie się znajduję i jak to się stało. Nie mogłem się sobie nadziwić. Ja, nie kto inny tylko ja, naprawdę się na to zdecydowałem? Mam nawet lepsze pytanie: Min, mój Min, naprawdę sam mi to zaproponował? Trudno mi było w to uwierzyć chociaż rzeczywistość mówiła sama za siebie. W sumie, to byłem nawet zadowolony. To musiało coś znaczyć. W najgorszym przypadku okaże się, że mam jakieś urojenia i był to zwykły przyjacielski gest. Ale tak serio: czy normalni kumple, między którymi nic nie ma śpią ze sobą w jednym łóżku? No chyba nie. Z jakże życiowych przemyśleń wyrwało mnie zaspane pomrukiwanie Żabola. Nagle poczułem strach, nie wiedziałem jak mam się zachować.

<Minho>
Teoretycznie budząc się koło kumpla, w którym jestem zakochany powinienem być zdezorientowany i tym podobne, ale wbrew wszelkiej logice poczułem dziwny przypływ pewności siebie. Uśmiechnąłem się promiennie do obserwującego mnie z lekkim niepokojem Tae.
- Dzieńdobry słoneczko. - powiedziałem całując go w czoło. Chłopak był wyraźnie zaskoczony, ale nie widziałem po nim, żeby choć trochę się zgorszył. Wręcz przeciwnie - podobało mu się to. Zachęcony brakiem oporu z jego strony objąłem go w biodrach i obróciłem się na bok tak, aby być z nim twarzą w twarz. Nerwowo przełknął ślinę, ale nie zrobił absolutnie nic, aby mi przerwać czekając na ciąg dalszy moich poczynań. "Teraz albo nigdy!" pomyślałem. Ująłem Taemina za podbródek zbliżając jego twarz do swojej. Moje usta już prawie spoczywały na jego kiedy...
- Ekhem.. - usłyszałem z okolicy drzwi do naszego pokoju. Maknae mruknął z niezadowoleniem. Zarejestrowałem to w głowie. W wejściu stał Jonghyun i przyglądał się nam z debilnym zadowoleniem na twarzy opierając się o framugę. 
- Nie chciałbym wam... eee... preszkadzać, ale Key poprosił mnie, żebym zawołał was na śniadanie. Bardzo mu zależy na wspólnych posiłkach, a ja nie potrafię mu odmówić... to znaczy... no w każdym razie chodźcie. - powiedział Jong mieszając się odrobinę.
- Już idziemy. - rzuciłem mu w odpowiedzi pokazując mu znaczącym gestem, żeby wyszedł. Kiedy to zrobił wróciłem wzrokiem do Taemina.

<Taemin>
I znowu ktoś nam przerwał. Tak bardzo nienawidziłem Jonga w tej chwili. Patrzyłem Minho w oczy nie  wiedząc czego mam się spodziewać, ale bardzo mnie to ciekawiło. Cała ta sytuacja mnie zaintrygowała i coraz bardziej zaczynałem się zastanawiać co tak właściwie się między nami dzieje. 
- To co... idziemy na to śniadanie? - zapytał raper wyrywając mnie z zamyślenia.
- T-tak jasne.. - odpowiedziałem i nieśmiało spuściłem wzrok przygryzając wargę. Poczułem jak Min łapie mnie za podbródek i zmusza, abym na niego spojrzał. Po sekundach oczekiwania poczułem szybki, ale czuły pocałunek na swoich ustach. Był to dosłownie całus, ale wstrząsnął całym moim ciałem i umysłem. Dotyk ust Minho został mi w pamięci jeszcze długo po tym, jak poszedł pod prysznic, a ja zasiadłem przy stole z niczego nieświadomą resztą zespołu.






piątek, 22 marca 2013

UWAGA UWAGA ^-^
W ten weekend być może pojawi się trzecia część "Kumpli".
Woohoohoo wszyscy się cieszą.
Blog ma coraz więcej wyświetleń *psycho fejss*
Fajnie, że Was przybywa.
Czymajcie się.
~San


TYLE PIĘKNA <3


środa, 20 marca 2013

Pijany prawdę ci powie.

Dobra, w końcu mam czas, więc trzeba się wziąć w garść.
Zainteresowanie blogiem wzrasta i bardzo mnie to cieszy.
Skoro mam dla kogo pisać,
to będę to robić :) 
Miłego czytania,
mam nadzieję,
 że się Wam spodoba.
~San


<Taemin>
Było już koło północy. Siedziałem na kanapie w salonie pijany, upodlony i jeszcze bardziej pijany. To było takie do mnie nie podobne. Ale ostatnimi czasy przyzwyczaiłem się, że swoim zachowaniem zadziwiam samego siebie. Czułem się źle, źle we własnym ciele. Jakby moja skóra mnie dusiła. W dodatku znałem tego przyczynę. Minho, ah.. mój kochany Minho. Czasami zastanawiałem się czy naprawdę jest taki ślepy i nie widzi, czy może nie chce zobaczyć jak szalenie zakochany w nim jestem. Zapewne to drugie. Bo, ale tak całkowicie szczerze, kto mógłby pokochać takiego nieudacznika jak ja? Ciągle się o coś potykam, jestem wielkim dzieciuchem, nikt nie traktuje mnie poważnie i nie potrafię zawalczyć o sprawy, które są dla mnie najważniejsze, bo jestem tchórzem. To pomyślawszy upiłem kolejny łyk z prawie już pustej butelki po piwie. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Wszędzie walały się moje zielonkawe, opróżnione ze swoich cudownych płynów przyjaciółki. Zaśmiałem się gorzko. I na co mi przyszło? W piątkową noc siedzę sam w domu zachlany, zdołowany i użalający się nad sobą. 
- Brawo Taemin, moje gratulacje. Key zapewne byłby z ciebie taaaaki dumny. - powiedziałem do siebie z ironią opadając bezradnie na poduszki za moimi plecami i pokazując światu, że ze mną wygrał.

<Minho>
Kiedy wszedłem do domu nie mogłem uwierzyć własnym oczom. No bo, wzrok niby miałem dobry, ale kiedy ujrzałem zapijaczonego Tae na kanapie już nie byłem pewny czy moje oczy mnie nie oszukują. Rzuciłem plecak gdzieś w kąt nogą zatrzaskując drzwi. Przekręciłem klucz w zamku i ruszyłem przed siebie. Podszedłem do kanapy i postawiłem leżącego na niej chłopaka do pionu. Ledwo trzymał się na nogach, a w moje nozdrza udeżył silny odór alkoholu.
- Minnie coś ty ze sobą zrobił? - zapytałem.
- Oh Min wróciłeś do mnie. Tak się...cieszę, że cię widzę. Tęskniłem za tobą. - odpowiedział czkając co drugie słowo. Staliśmy tak przez ułamek sekundy, gdy nagle maknae stracił równowagę i poleciał prosto na mnie. Zupełnie nie przygotowany na ten "atak" udeżyłem z łomotem o ziemię amortyzując upadek młodego. "Chociaż o tyle dobrze." pomyślałem pocierając obolały tył głowy. Tancerz leżał na mnie i przyglądał mi się bardzo uważnie. W jego oczach widziałem dziki błysk. Oczekiwał czegoś ode mnie, a ja powoli zaczynałem rozumieć. Nagle wszystko stało się dla mnie jasne. 

<Taemin>
Wpatrywałem się w niego ledwo mogąc się oprzeć swoim rządzom. Tak bardzo go pragnąłem, a przy tym byłem tak pijany, że zapanowanie nad sobą było nie lada wyzwaniem. Zanim zdążyłem zrobić cokolwiek poczułem jak Min mnie podnosi. W jego oczach zobaczyłem ślady zrozumienia. Czy to możliwe? Czyżby zobaczył w moich oczach to, co tak bardzo chciałem mu przekazać, a bałęm się to zrobić słowami? 
- Chodź kochanie nawyższy czas położyć cię spać. - odparł Żabol czułym głosem, a ja nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Chłopak wziął mnie na ręce. Objąłem go za szyję. Przez całą drogę na górę do mojego pokoju gapiłem się na niego. Był taki piękny, taki kochany. Troszczył się o mnie. Położył mnie na łóżku. Chciałem podnieść się do pozycji siedzącej, ale niestety poległem na samym wstępię. Leżałem ani na chwilę nie spuszczając wzroku z mojego ukochanego. 

<Minho>
Wpatrywał się tak we mnie tymi swoimi pięknymi oczętami przez cały czas, aż w końcu coś we mnie pękło. Już wiedziałem, wiedziałem doskonale. Tak długo tłumiłem w sobie uczucie, a tymczasem on je odwzajemniał. Wyciągnąłem dłoń w jego stronę i chwyciłem jego twarz. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Młody był taki uroczy. Powoli nachyliłem się do niego ani na chwilę nie tracąc kontaktu wzrokowego. Zatrzymałem się tuż przy jego twarzy ledwo mogąc opanować chęć rzucenia się na niego jak dzikie zwierze.

<Taemin>
Serce waliło mi jak oszalałe. Myśli krążyły tak szybko, że nie mogłem skupić się na jednej. W końcu moją głowę wypełniło marzenie o tych wydatnych, różowych wargach znajdujących się teraz tak blisko moich. "Pocałuj mnie! No zrób to, bo oszaleję!" krzyczała każda komórka mojego ciała, ale usta milczały. Mimo całego spożytego przeze mnie alkoholu wciąż brakowało mi odwagi. 

<Minho>
Widziałem jak walczy ze sobą. Nie powiem, podobało mi się, że tak bardzo mnie porząda. Czułem jakby serce miało wyskoczyć z mojej piersi. Po dosłownie sekundzie zebrałem się w sobie.
- Kocham cię Minnie. - wyszeptałem mu do ucha i nie czekając na to, co zrobi czy powie, zmniejszyłem odległość między nami do zera. Jego wargi były miękkie i lekko chłodne od zimnego piwa, które jeszcze nie tak dawno żłopał na dole litrami. Nie stawiał mi żadnego oporu. Od razu odwzajemnił pocałunek i pozwolił, aby mój język złączył się z jego w miłosnym tańcu. Nie mogąc się dłużej powstrzymywać wsunąłem mu rękę za bieliznę. Pieściłem jego męskość doprowadzjąc ją do drgań. Drażniłem się z nim przez chwilę. Jego jęki były muzyką dla moich uszu. Chciałem usłyszeć ich więcej, chciałem usłyszeć jak krzyczy moje imię. Zdjąłem mu spodnie razem z bokserkami i wziąłem jego nabrzmiałego penisa do ust. 

<Taemin>
Wplotłem palce w jego włosy. Niemal wiłem się z rozkoszy czując jego zwinny, mokry język. Nie panowałem nad sobą. Moje ciało wyginało się, było poza moją kotrolą. Minho podstawił mi swój palec pod usta.
- Poliż. - powiedział. Kiedy to zrobiłem uśmiechnął się łobuzersko. Przez chwilę nie rozumiałem o co mu chodzi, ale sekundę potem poczułem jego wskazujący w swoim tyłku. Potem dodał kolejny palec i kolejny dochodząc do czterech. Poruszał nimi, a ja czułem ból zmieszany z przyjemnością. Spodobało mi się to uczucie.
- Wejdź we mnie Min. - wysapałem błagająco. Nie czekałem długo na spełnienie mojej prośby. 

<Minho>
Nie każąc mojemu kochankowi zbyt długo czekać spełniłem jego prośbę. Wchodziłem w niego wykonując ostrożne i powolne ruchy, aby nie sprawić mu zbyt wielkiego cierpienia. Po chwili jednak zacząłem poruszać się szybciej. Tae jęczał, stękał i wił się pode mną co dodawało mi tylko skrzydeł.
- Minho! Och.. Minho tak! Nie przestawaj proszę! - krzyczał. Uśmiechnąłem się i pocałowałem go w szyję zostawiając na niej kilka malinek. 
- Jesteś mój... - szepnąłem mu do ucha na co chłopak mruknął z zadowoleniem. 
- Min.. ja ... ja zaraz... Ach! - nie skończył. Doszliśmy oboje, niemal w tym samym momencie. Z zadowoleniem opadliśmy obok siebie na łóżko. Przyciągnąłem Tae do siebie, pocałowałem go w czoło i przytuliłem. 

<Taemin>
Leżeliśmy tak razem: ja wtulony w niego, on obejmujący mnie mocno jakby się obawiał, że mu ucieknę. Ale nawet nie przeszło mi to przez myśl. Nie chciałem być nigdzie indziej, już nigdy. Nagle coś mi zaświtało.
- Żabciu ..? - zacząłem niepewnie.
- Hmm? 
- Ja... - mimo tego wszystkiego, co zaszło wciąż odczuwałem lekki niepokój przed wyznaniem.
- Też cię kocham Minnie, z całego serca. - powiedział Min nie dając mi skończyć. Słysząc to uśmiechnąłem się błogo i pocałowałem go długo i namiętnie. 

<Minho>
Leżeliśmy tak z conajmniej godzinę rozmawiając i całując się co chwilę, aż w końcu moje wyczerpane maleństwo zasnęło mi w ramionach. Niedługo potem ja też zasnąłem czując, że w końcu jestem szczęśliwy.
Następnego ranka obudziłem się prestraszony. "A co jeśli nie będzie pamiętał? Co jeśli wczorajsza noc była tylko skutkiem wypitego przez niego alkoholu?" pytałem siebie w myślach. Moje obawy rozwiały się jak zły sen kiedy Tae obudził się i z uśmiechem na ustach oznajmił, że mnie kocha. Jeszcze nigdy dotąd nie poczułem takiej ulgi. I tak wielkiej miłości.


A tak na koniec i na rozwiązanie wszelkich problemów życiowych,
moje piękne kochanie: 

poniedziałek, 18 marca 2013

Cierpliwości.

Najpierw nie miałam weny.
Teraz nie mogę znaleźć czasu.
Ale spokojnie.
Już baaaaaaaaaardzo niedługo coś napiszę.
Promise.
~San

niedziela, 10 marca 2013

Mam jakiś problem z weną.
A może to kwestia nastroju czy leistwa? 
Nie chcę cały czas smęcić opowiadaniami z motywem samobójstwa,
ale nic innego narazie mnie nie nachodzi więc...
Trzeba będzie zaczekać.
Ciekawi mnie czy ktoś to wszystko wgl czyta.
Czy komuś się to podoba. 
Może ktoś kiedyś będzie tak kochany i zostawi koma ^-^
Nadzieja matką głupich.
Postaram się napisać coś bosko przesłodzonego i szczęśliwie się kończącego jak najszybciej, 
bo to wszyscy lubimy najbardziej, prawda? 
Dziękuję za uwagę.
~San




czwartek, 7 marca 2013

Miłość na śmierć i życie.

WARNING: Alkohol, wulgaryzmy, krew. 
<Key>
Siedziałem sam. Znowu. Nie wiedziałem gdzie był ON, udawałem, że mnie to nie obchodzi chociaż moje serce krwawiło. Tak bardzo bolało. Dlaczego jesteś takim tchórzem Key? Pieprzonym tchórzem. Wziąłem do ręki butelkę wódki i upiłem kolejny łyk. Napój był obrzydliwy i wykręcał mi mordę, ale to dobrze. Bardzo dobrze. Ostatnimi czasy zadawanie sobie jakichkolwiek cierpień sprawiało mi frajdę. Każde było lepsze niż to, jakie nieświadomie zadawał mi Jong. 
-Patrz co mi robisz ukochany, PATRZ! - krzyknąłem chyba do mebli, bo jedynie one mi towarzyszyły. Zaraz potem podciągnąłem oba rękawy. Spojrzałem na blizy na mych przedramionach. Parsknąłem gorzkim śmiechem. Zabawne, że mógłbym się nawet zabić w pokoju obok, a on by się nie zorientował dopóki nie było by za późno. 

<Jonghyun>
Krążyłem bez sensu po mieście. "Co ja wyprawiam ze swoim życiem?" pomyślałem. Miłość mojego życia czekała na mnie, codziennie była w zasięgu ręki, a ja jak ostatni frajer nie potrafiłem zdobyć się na odwagę i powiedzieć Kibumowi co do niego czuję. Żałosne... Zatrzymałem się nagle. 
-Nie, tak nie może być. Kurwa, nie godzę się na to. - powiedziałem do siebie i zawróciłem kierując się w stronę domu. 

<Key>
Podniosłem jedną z kanapowych poduszek, na krórych siedziałem. Była tam gdzie zawsze. Moja droga przyjaciółka. "Ostra z ciebie dziewczyna kochana" pomyślałem. Boże Key nawet twoje żarty są chujowe, jak ty sam. Wziąłem głęboki oddech, ręce zaczynały mi się trząść. Pociągnąłem raz po całej długości nadgarstka. Jeszcze raz i jeszcze jeden. Poczułem ból, niesamowicie przyjemny. I tą wspaniałą ulgę. Po rękach spływała mi ciepła, szkarłatna ciecz plamiąc mój ulubiony dywan. Miałem to głęboko w dupie. Zabrałem się za drugi nadgarstek. Jedno cięcie, drugie, trzecie. Były tak doskonale głębokie. Nie minęło kilka minut jak zaczęło mi się robić słabo. Oparłem się wygodnie i czekałem na koniec tej pięknęj historii.

<Jonghyun> 
Kiedy wszedłem do domu serce mi stanęło. Otworzyłem szeroko oczy z przerażeniem patrząc na straszną scenę jaką zastałem. W głowie przewijały mi się pojedyncze hasła: alkohol, żyletka, krew, ledwo przytomny Key. Podleciałem do niego i wziąłęm go w ramiona. 
- Boże Kibum co ty zrobiłeś?! Kibummie otwórz oczy proszę cię! - krzyczałem ściskając go za nadgarstki.

<Key>
Z trudem otworzyłem oczy. Powieki były niesamowicie ciężkie. Słyszałem głosy jak przez grubą ścianę. Spojrzałem na Jonghyun'a. Płakał, jego łzy kapały na moją twarz. Uśmiechnąłem się i przyłożyłem mu dłoń do policzka. 
- Kochany wróciłeś. Tak bardzo chciałem zobaczyć cię po raz ostatni. - powiedziałem.
- Co ty bredzisz skarbie? Żaden ostatni raz. Wyjdziesz z tego ty... jeszcze wszystko będzie dobrze zobaczysz. - odparł Jong mocniej ściaskając mój nadgarstek. Błogi uśmiech nie schodził mi z twarzy.

<Jonghyun>
Nie byłem w stanie powstrzymać łez. Moje maleństwo, moje biedne maleństwo. Spojrzałem na liczne blizny na jego przedramionach. Popłakałem się jeszcze bardziej. Jak mogłęm nic nie zauważyć? Jonghyun ty pierdolony złamasie jak mogłeś nie zauważyć?! Byłem na siebie wściekły. Wziąłem Key na ręce i wsadziłem go do samochodu. Jeszcze nigdy tak szybko nie jechałem.

<Key>
Światła ulicznych latarni rozmazywały mi się w oczach. Nie zadążałem za obrazem. Było mi tak słabo, ale nie przeszkadzało mi to. Czułem się dziwnie błogo i cieszyłem się, że Jong jest ze mną. Zatrzymaliśmy się pod szpitalem. Poczułem się dziwnie śpiący. Nie miałęm już siły trzymać powiek w górze. Zamknąłem oczy.

<Jonghyun>
Spojrzałem na niego. O nie, nie nie nie nie nie. 
- Kibum otwórz oczy. Kibummie słyszysz mnie? Proszę cię otwórz oczy! - panikowałem. Potrząsałem nim lekko, żeby się zbudził. Zaniosłem go na rękach do środka. 
- Key otwórz oczy kochanie. Nie możesz mi tego zrobić. Kocham cię rozumiesz? Nie możesz odejść. - mówiłem do niego po drodze. 

<Key>
Jego słowa ledwo do mnie docierały, ale najważniejsze usłyszałem. Czy on powiedział, że mnie kocha? Jaki ja byłęm głupi. Momentalnie pożałowałem wszystkiego. 
- Ja... - ciężko było mi mówić - Ja też cię kocham J..Jong. - wyszeptałem nie mając siły na nic więcej. Znowu się uśmiechnąłem. Taka pięka historia...

<Jonghyun>
Na jego słowa ponownie pociekły mi łzy. Nie mogę go teraz stracić, nie mogę. Lekarze zabrali go ode mnie.  Szedłem z nimi krok w krok. Nie mogłem zostawić go samego.

<Key>
Jaki Jonghyun jest kochany. Cały czas był przy mnie. Zawsze. Jak mogłem tego nie zauważać? Bardzo chciałem cofnąć teraz czas. Nie chciałem już umierać. Chciałem żyć. Z nim. 

<Jonghyun>
Czuwałem przy nim całą noc. Kiedy rano otworzył oczy nie mogłem opanować radości. Złapałem go za rękę. 
- Jonhyun..? Czy ja... ja żyję? - zapytał zdezorientowany.
- Tak - oparłem z uśmiechem - Tak skarbie, jestes cały i zdrowy.

<Key>
Uśmiechnąłem się na jego słowa. Był taki kochany, taki szczęśliwy. 
- Przepraszam cię ja... ja nie wiem... - zacząłem. Nie do końca wiedziałem jakich słów użyć.

<Jonghyun>
- Nie przepraszaj kochanie, nie masz za co. Ja... - zawahałem się przez chwilę znowu poczułem strach - ... kocham cię Kibummie. Od zawsze. Powinienem był ci to powtarzać dzień w dzień, ale się bałem. To wszystko moja wina. Gdybym...

<Key>
Nie pozwoliłem mu skończyć zamykając jego usta swoimi. Jego wargi były takie ciepłe, miękkie. Poczułem się bezpiecznie. Poczułem, że w końcu mam powód do życia. 

Miałam to skończyć śmiercią divy, ale nie potrafiłam. Nie potrafię pisać smutnych historii. Jestem lamerem. Mały szczegół, że się popłakałam jak to czytałam, ale może to dlatego, że ten początkowy motyw jest mi bliski... Także tego, no. Happy ends górą!

środa, 6 marca 2013

"Kumple" cz.2


No to jedziemy z tym koksem :3

<Minho>
... kiedy drzwi od łazienki otworzyły się i stanął w nich nie kto inny tylko Onew. Automatycznie odsunęliśmy się od siebie z Taeminem. 'O, dzięki za przerwanie chwili, na którą czekałem miesiącami, i która pewnie nie prędko się powtórzy. Wielkie dzięki.' pomyślałem.
- Hej chłopaki, jak wam idzie? Widzę, że nie bardzo. Ale spoko mam dla was dobrą wiadomość: postanowiliśmy z chłopakami, że darujemy sobie sprzątanie i pójdziemy na miasto, także zbierajcie się. Za 10 minut wychodzimy. - powiedziawszy to Dubu wyszedł i zostawił nas samych. Doskonale wiedziałem, że przerwany nastrój się znowu nie pojawi, a piękna, wymarzona chwila odeszła bezpowrotnie. Przynajmniej narazie. Zastanawiało mnie jedno. Dlaczego Tae się nie odsunął, pozwalał mi na to? Przecież gdyby też nie chciał zrobiłby inaczej prawda? Spojrzałem na niego. Przez moment przyglądałem się jego ślicznym oczkom próbując wyczytać z nich coś, co mogłoby mi w teraz pomóc. Cokolwiek. Ale zobaczyłem w nich tylko uśmiech, który chwilę potem pojawił się na jego twarzy.
- To co, idziemy z nimi czy będziemy tu tak stać jak ostatni loserzy? - zapytał. Przechodząc koło mnie musnął moją dłoń swoją. Jego dotyk był dla mnie zawsze wyjątkowym dozaniem. Nawet tak przelotny i "niewinny". Musiał to zrobić celowo. Musiał. Wierzyłem w to z całych sił. 

<Taemin>
Szedłem sobie wesoło jak gdyby nigdy nic. Jednak w mojej głowie działo się ogromne COŚ. Serce do tej pory waliło mi jak oszalałe, jakby próbowało wyskoczyć z mojej piersi. Co to właściwie było? I co najważniejsze: czy to coś ważnego znaczyło? Może to była tylko chwila słabości ze strony Minho? A może miałem coś na twarzy i się po prostu na to zagapił? Odruchowo przetarłem dłonią oba policzki i czoło. Spojrzałem na rękę, ale na całe szczęście nie było na niej ani śladu jakiegoś ciała obcego. Uff... Czyli to jednak nie to... Pogrążony w myślach wpadłem na Key.
- Hah hej dzieciaku, uważaj jak chodzisz. - zaśmiał się i poczochrał moje włosy.
- Wybacz umma zamyśliłem się. Słuchaj... - odparłem niepewnie - mogę cię o coś zapytać?
- Oczywiście, że możesz, zawsze i wszędzie. - rzekł z uśmiechem.
- Bo widzisz... jest taki kolega...
- Dobra dobra "kolego" lepiej od razu mów co CIĘ trapi. - od razu mnie przejrzał. Jak on to robi? Tak strasznie tego nieawidziłem. Niby wiedziałem, że mogę mu powiedzieć wszystko, ale jak można zareagować na wiadomość, że twój kumplel zakochał się w twoim jeszcze innym kumplu?
- No bo ja... ja się zakochałem.. w... - nie mogło mi to przejść przez gardło. Bałem się.
- Aaaw moje maleństwo się zakochało? No już gadaj w kim! - Kibum podskoczył z podekscytowaniem w miejscu klaszcząc w dłonie.
- Csiii nie tak głośno - uspokajałem go z obawą, że ktoś mógł to usłyszeć - No więc ja... zakochałem się w.. ekhem... w Minho.. - dokończyłem wreszcie zdanie przymykając oczy i podkulając się nieco jakbym miał zaraz dostać w łeb za to, co powiedziałem. Ale nic takiego nie nastąpiło. Diva uśmiechnął się tylko znacząco spoglądając najpierw na Minho, potem znowu na mnie. Nie powiedział ani słowa.
- A co to niby miało znaczyć? - byłem zdezorientowany.
- Wyznaj mu swoje uczucia. Nie pożałujesz. - rzucił raper na odchodnym. Jego słowa brzmiały mi w głowie przez resztę dnia.

<Minho>
Stojąc pod prysznicem usłyszałem trzask drzwi. Maknae musiał być strasznie zmęczony po dzisiejszym dniu, bo chwilę po tym jak wszedł do pokoju rzucił się na łóżko. Pod wpływem nagłej potrzeby zobaczenia go zakręciłem szybko wodę i przewiązałem biały ręcznik na biodrach. Wszedłem do pokoju. Zatrzymałem się stając niemal w rogu jakbym się czegoś bał. Ale czego? Spojrzałem na Tae leżącego na moim łóżku. 

<Taemin>
Na widok Minho uderzyła we mnie fala energii niewiadomego pochodzenia. Już nie byłem senny. Zdecydowanie nie. Po jego parującym ciele spływały pojedyncze krople wody. Oplotłem go wzrokiem. Nie mogłem przestać się gapić, był taki seksowny. Poczułem nieodpartą chęć powrócenia do sceny łazienkowej z południa i posmakowania jego pełnych, zachęcających ust. Oczywiście byłem zbyt wielkim tchórzem, żeby po prostu się na niego rzucić. Zamiast tego podniosłem się tylko z jego łóżka.
- Wybacz, już idę do siebie - powiedziałem lękliwie. Co się ze mną działo? Min zaśmiał się i w tym momecie ręcznik niemal zleciał mu z bioder. Zasłoniłem usta dłonią, zrobiło mi się gorąco, a na policzkach pojawił się rumienieć. Widząc to Żabol spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmiechem. Zawstydzony odwróciłem wzrok. 

<Minho>
Założyłem na siebie jedynie spodenki do spania. Nie powiem, że nie zrobiłem tego celowo. Widziałem ukradkowe spojrzenia Tae w moją stronę. Intrygowało mnie to. Niby dawał mi wyraźne znaki, ale... wciąż nie byłem pewien czy dobrze je odczytuję. Położyłem się do łóżka patrząc jak tancerz leży w swoim. Był tak daleko, niemal mnie to bolało. Bardzo chciałem mieć go teraz przy sobie. Móc go przytulić, chronić, opiekować się nim. Światła były pogaszone, jedynie świeczka na jego nocnej szafce rozpraszała odrobinę mrok tak, abym mógł go widzieć. Dzięki ci świeczko. I wtedy do głowy przyszła mi pewna myśl. Wahałem się jakieś 10 minut zanim zdecydowałem się powiedzieć to, co powiedziałem
- Minnie..?
- Tak hyung?
- Chodź do mnie. - mój żołądek zacisnął się w supeł. Z drżeniem serca wyczekiwałem jego reakcji, odpowiedzi. Po chwili zastanowienia otworzył usta i...

C.D.N.

wtorek, 5 marca 2013

"Kumple" cz.1 [ZAWIESZONE]


Aaaw czyż oni nie są słodcy? <33
No więc zaczynamy wieloczęściówkę.
Mam nadzieję, że będzie się Wam podobać.
PARING: głównie 2MIN, ale Jongkey też gdzieś tam się pojawi. 
Saranghaeyo <3
~San

<Taemin>
Z błyskiem w oczach pakowałem swoje rzeczy. Strasznie cieszyłem się na myśl, że będę mieszkał z chłopakami. Zwłaszcza, że przydzielono mi pokój z Minho. Ah Żabol... Zastanawiałem się kiedy to się stało. Kiedy zakochałem się w swoim najlepszym przyjacielu? Wzruszyłem ramionami. Już mi to nie przeszkadzało. Przyzwyczaiłem się, a nawet polubiłem to uczucie. Ale niestety towarzyszyło mu wciąż jedno niewygodne, nurtujące pytanie: czy Min odwzajemniłby moje uczucia? Nie miałem pojęcia. Bardzo chciałem się przekonać, ale bałem się odpowiedzi. Co jeśli by mnie odrzucił, wyśmiał albo gorzej? Zarzuciłem torbę na ramię i zbiegłem po schodach na dół wchodząc do salonu. Mama siedziała i jak gdyby nigdy nic oglądała TV. Jasne. Mnie nie oszuka. Widziałem jej lekko drżące ręce. Znowu pokłóciła się z ojcem, a raczej to ten tyran znowu zrobił jej o coś awanturę. Jego nieobecność tylko to potwierdzała. Dlaczego mama po prostu go nie zostawi? Nie czułem się zbyt dobrze zostawiając ją z tym wszystkim samą, ale musiałem się w końcu usamodzielnić. Chociaż odrobinę. Przecież nie mogę mieszkać z rodzicami całe życie. Podszedłem do niej od tyłu stając za kanapą, na której siedziała. Położyłem rękę na jej ramieniu ściskając je lekko, aby dac mamie znać, że mimo wszystko ma moje wsparcie. Kobieta chwyciłą mnie za dłoń.
- Kocham cię mamo. - powiedziałem całując ją w policzek.
- Ja ciebie też Minnie. - westchnęła - Ja ciebie też... 

<Minho>
Siedziałem na kanapie w naszym nowiutkim salonie. Była bardzo wygodna, od razu wiedziałem, że będzię to moje ulubione miejsce w nowym domu. Obserwowałem krzątających się po wszyskich kątach chłopaków. Biegali to wnosząc do pokoi nowe torby, to wpadając na siebie z uśmiechem a ustach. Wszystko było idealnie. Wszyscy byliśmy szczęśliwi z nowego miejsca zamieszkania. Na tym pięknym obrazku brakowało tylko jednej osoby...
- Ugotuję coś dla Tae, pewnie przyjdzie głodny jak zwykle. - powiedział Key jak na przykładną ummę przystało.
-Też coś chcecie? - zapytał po chwili.
- Jasne - odpowiedzieliśmy chórem. Czego jak czego, ale obiadu przyrządzoego przez Kibuma żaden z nas by sobie nie odmówił. Po 10 minutach bezczynnego siedzenia postanowiłem, że zrobię coś produktywnego i pójdę się rozpakować. Wbiegłem po schodach na górę w obu dłoniach trzymając ciężkie torby. Były to ostatnie z tysięcy jakie tu ze sobą przywiozłem. Stałem tyłem do wyjścia wywalając ubrania na łóżko kiedy usłyszałem dźwięk otwierania, a potem zamykania drzwi. Obejrzałem się za siebie i uśmiech od razu wstąpił na moją twarz. Brakujący element się pojawił.
- Hej Minnie! - powiedziałem. Chłopak zmieszał się nieco na mój widok. Był taki uroczy kiedy się stresował.

<Taemin>
Usiadłem na swoim łóżku. Czułem się onieśmielony pięknym uśmiechem Minho. Poczułem jak na moje policzki wypływa rumieniec. Cholera. Dlaczego tak trudno było mi zapanować nad sobą kiedy on był w pobliżu? 
- Co tam u twojej mamy? - zapytał. Z moich oczu momentalnie zniknęła cała radość.
- Mój ojciec znowu zrobił jej jakąś awanturę... Dlaczego jestem taką pipą i zwyczajnie się mu nie postawię? - spuściłem głowę. Na materacu ugięło się miejsce koło mnie pod wpływem ciężaru drugiego ciała. 
- Przykro mi, że tak się dzieje. - Minho objął mnie ramieniem -  Ale nie możesz się obwiniać za to, że nie jesteś bohaterem. Twoja mama sama sobie poradzi, zobaczysz. - dodał po czym ujął mój podbródek i przejechał nosem po moim policzku. Po plecach przebiegł mi drzeszcz. Zrobiło mi się ciepło. 
- Zobaczę uśmiech na tej ślicznej buzi czy nie? - zapytał Żabol spoglądając mi w oczy. 
- J-jasne. - zająkałem się i uśmiechnąłem niemrawo. Czułem się zawstydzony jego bliskością jednocześnie nie mogąc się nacieszyć chwilą. Min wstał i ruszył w stronę drzwi. Zatrzymał się w progu spoglądając na mnie. 
- Chodź na obiad. Twoja umma ugotował go specjalnie dla ciebie. 
Na tak dobrą wiadomość od razu wróciło do mnie życie. Byłem głodny jak diabli. Wstałem i wyszedłem za hyungiem obierając kierunek "kuchnia".

<Minho>
Siedzieliśmy przy stole. WSZYSCY NARAZ. Panował "delikatny" haos dopóki lider nas nie uciszył. 
- Dobra chłopaki od dzisiaj mieszkamy razem i wszystko ładnie pięknie, ale trzeba się podzielić obowiązkami. Key, Jonghyun: zajmiecie się sprzątaniem kuchni i przygotowywaniem posiłków. Taemin i Minho - wy zaopiekujecie się naszą łazienką, a ja - salonem. A no i oczywiście jest jedna żelazna zasada, za której złamanie karze się śmiercią: NIKT NIE DOTYKA MOICH KURCZAKÓW. - mówiąc to spojrzał po wszystkich groźnie. Staraliśmy się nie roześmiać. Nie wytrzymałem. Onew wrócił wzrokiem do mnie.
- Do roboty ludzie! - krzyknął jeszcze przez chwilę nie spuszczając ze mnie wzroku. Rozeszliśmy się każdy do swoich obowiązków. Szukałem Taemina, a kiedy nigdzie go nie ujrzałem uznałem, że pewnie już urzęduje w łazience. Nie tracąc czasu poszedłem na miejsce pracy. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem maknae wypinającego się prosto w moją stronę. Szukał czegoś w dolnej szafce pod zlewem. Nie ukrywam widok był przyjemny. Stałem jak wryty i wgapiałem się w delikatne ruchy jego zgrabnego i zwinnego tyłeczka. Stałbym tak pewnie jeszcze długo gdyby nie fakt, że młody się odwrócił.
- Na co tak patrzysz? - zapytał poszukując odpowiedzi w moich oczach. Coś mi się wydaje, że dobrze ją znał.
- Ja... yy .. - nie mogłem się wysłowić - Na nic. Zupełnie na nic. Czego tam szukasz? - odparłem po chwili z uśmiechem kiedy już ogarnąłem emocje. 
- Usiłowałem znaleźć gabkę ale jej nie widzę. - zaśmiałem się usłyszawszy jego odpowiedź. 
- Przecież jest nad tobą głuptasie. - nachyliłem się w jego stronę. Nasze ciała się stykały. Czułem przyśpieszone bicie jego serca kiedy stojąc na palcach ściągałem z półki miękki przedmiot. Powróciłem do mojego normalnego wzrostu nie odsuwając się od Taemina nawet o centymetr. Spojrzał na mnie tymi swoimi szczenięcymi oczętami. Czułem jak moja twarz zbliża się do upragnionego celu: jego różowych, wydatnych usteczek. Tak bardzo chciałem ich posmakować. Tae akgryzł dolną wargę wzmagając moje pożądanie. Byłem już bardzo blisko osiągniecia celu kiedy...
C.D.N. 

poniedziałek, 4 marca 2013

Czekam na was dziubaski T.T

Okej.. Mam nadzieję, że moja twórczość was zadowoli i z czasem będzie mi przybywać czytelników. Bez paniki, wszystko na spokojnie. Szykuję się do wieloczęściówki, ale chwilowo nie mam czasu. Postaram się napisac coś jak najszybciej. Buziaki ;^;
~San

niedziela, 3 marca 2013

Zwykła niezwykła sobota.

Dobra to moje pierwsze yaoi z Shinee, dlatego zaczniemy od one shot'a. Zastanawiam się czy nie zrobić z tego czegoś dłuższego... Chociaż w sumie chyba jednak ostawię to tak jak jest, a wieloczęściówkę zacznę ianaczej. Sama nie wiem.  Przeczytajcie i powiedzcie co myślicie na ten temat. Wszelkie komentarze mile widziane :)) Miłego czytania :3
~San.



Był słoneczny poranek. Chłopcy krzątali się po domu już od 8 rano. Zapowiadał się piękny dzień.
- Dobra chłopaki, narada rodzinna! - krzyknął Onew. - Przed nami piękna sobota i trzeba ją jakoś wykorzystać. Kto idzie poszwędać się po parku albo mieście?
Jonghyun i Key podnieśli ręce.
- Taemin, Minho co z wami? - zapytał lider spoglądając na cicho siedzącą dwójkę.
- Jakoś nie bardzo mam ochotę na wychodzenie z domu. Mam aspołeczny nastrój. - odparł młodszy.
- Ja.. ja podobnie. - zawtórował mu Min.
- Jak sobie chcecie. - skwitował Jinki wzruszając ramionami. Po jakichś 15 minutach czekania aż diva zmieni ubrania na "bardziej wyjściowe" wesoła trójka wyszła z domu. Pozostała dwójka usiadła na kanapie w salonie i włączyła pierwszą lepszą komedię romantyczną lecącą na jednym z podstawowych kanałów. Żabol zdecydowanie wolał wpatrywać się w maknae niż w ekran telewizora. Obserwował przejętego filmem chłopaka. Jego delikatne finezyjne ruchy i dziecięco - uroczy sposób bycia sprawiał, że starszy miał ochotę rzucić się na tego dzieciaka. Wziąć go w ramiona i skosztować tych jego ślicznych, różowych usteczek... Nagle spostrzegł łzy spływające po policzkach obiektu swoich westchnień.
- Głupi film... - wymamrotał Tae. Minho zbliżył się do niego kładąc mu dłoń na kolanie.
- Spokojnie Minnie. - niemal wyszeptał spoglądając mu głęboko w oczy. Młody spojrzał na niego niewinnymi oczyma. Raper złapał go za policzek ocierając z niego łzy. Zaczęli zbliżać się do siebie powolii i ostrożnie. Nagle Taemin zerwał sie na równe nogi.
- Ale jestem spragniony! - powiedział klaskając w dłonie - Chyba pójdę po coś do picia. Też chcesz? - zapytał idąc w stronę kuchni. Po chwili bez ruchu Żabol wstał i ruszył za swoim hyungiem. Stanął w wejściu do pomieszczenia opierając się o framugę i cicho mu się przyglądał.
~ Te ruchy.. zwinny i zgrabny niczym kot. Te bioderka.. ehh. Opanuj się! To zwykłe ruchy, zwykłe... nie. Dłuzej tak nie mogę.
Podszedł do blatu kuchennego, przy którym stał Taemin czekając, aż czajnik wyda z siebie pstryknięcie oznaczające, że woda na herbate jest gotowa. Zbliżył się do niego obejmując go od tyłu i musnął jego szyję wargami. Czując to dzieciak natychmiast się odwrócił.
- C-co ty robisz..? - zapytał.
- Co co powinienem był zrobić bardzo dawno temu: pokazuję ci co do ciebie czuję. - odpowiedział melodyjnym głosem przepełnionym emocjami. Nie czekając zbyt długo na wypowiedź ze stry Tae złapał go za biodra i przyciągnął bliżej do siebie całkowicie pokonując przestrzeń między nimi. Z początku pocałunek był niewiny, ale kiedy tylko maknae pozwolił mu na więcej rozchylając wargi Min wsunął język w jego usta. Młodszy objął go za szyję i zarzucił mu nogi na biodra. Raper chwycił go mocno i zaniósł do swojej sypialni. Zamknął drzwi kopniakiem i delikatnie zrzucił tancerza na łóżko. Pocałował go długo i namiętnie wsuwając mu dłonie pod koszulkę, której zresztą po chwili zwinnie się pozbył. Rzucił ją gdzieś w kąt pokoju i zaczął całować brzuch Taemina zjeżdzając ręką do jego drżącej męskości czekającej na pieszczoty.
- Dotykaj mnie Min. - powiedział malec spoglądając a Żabola proszącym wzrokiem. Ten z usmiechem na ustach zsunął z partnera spodnie razem z bielizą. Przejechał po jego penisie językiem po czym objął go ustami wykonując coraz szybsze ruchy głową w górę i w dół. Tae nie mógł powstrzymać się od jęków wplatając palce we włosy rapera.
- Minho ja... ja zaraz... - przerwał mu jęk. Jego ciało wygięło się w łuk. Doszedł w ustach hyunga. Ten szybko przełknął wszystko i wrócił do ust Tae przygryzając lekko jego dolną wargę. Zjechał do szyji zostawiając na niej malinkę.Młodszy obrócił Minho na plecy. Ściągnął z niego wszystko co miał na sobie. Spojrzał na jego dość pokaźną, nabrzmiałą mięskość. Na ten widok zarumienił się i zachichotał biorąc go do ręki. Pocierał go coraz szybciej i szybciej aż był wystarczająco twardy. Wtedy starszy nie wytrzymał i obrócił malucha na plecy. Naślinił palce i zacząl wkładać je między pośladki wokalisty dochodząc do czterech.
- Gotowy Minnie? Nie musimy tego robić jeśli nie chcesz albo się boisz, ja...
- Wszystko w porządku ja tego chcę. Chcę cię poczuć w sobie yeobo. - przerwał Żabolowi zarumieniony Taemin. Chwilę potem poczuł jak potężny członek jego hyuga wsuwa się w niego powolii i ostrożnie, aby nie zadać mu zbyt dużego cierpienia. Z początku przeszył go przejmujący ból. Krzyknął. Po chwili jednak zaczął jęczeć z nieopisanej rozkoszy oblewającej jego ciało dreszczem. Doszli razem, niemal jednocześnie. Opadli obok siebie na łóżko oddychając ciężko. Taemin wtulił się w zagłębienie szyji Minho wdychając jego cudowny zapach będący równie przyjemny, co fizyczna pieszczota. Raper objął go ramieniem i ucałował w głowę.
- Kocham  cię Minnie. Z całego serca. Bez opamiętania. Tak bardzo bałem ci się powiedzieć, bo nie wiedziałem jak zareagujesz. - powiedział.
- Ja... - zaczął maknae po czym zawiesił głos jakby bał się wypowiedzieć dalszy ciąg zdania krązącego mu po głowie. - Ja też cię kocham Min. - dodał po chwili i jeszcze raz musnął wargi Żabola. Wtulił się w niego mocno nasłuchując bicia jego serca, rozkoszując sie ciepłem jego ciała. Nie minęła minuta jak zasnął nie mogąc dłużej podtrzymywac w górze opadających ze zmęczenia powiek.