czwartek, 16 maja 2013

Poświęcenie.

HUEHUEHUE
No dobra, to lecim z moim psycho opowiadaniem.
W sumie, to sama nie wiem czy mi się podoba.
No, ale nie ważne. 
Stworzyłam, to dodam nie? 
W KOŃCU mam na to czas.
Miłego czytania.
Saranghae <3
~San

 PARING: JongKey 


<Jonghyun>
Zaciągnąłem się mocno papierosem. Dym przyjemnie drażnił moje płuca. Czekałem na niego z utęsknieniem. Każda chwila dłużej na tym parszywym świecie sprawiała mi niemal fizyczny ból. Lubiłem to uczucie. Lubiłem cierpieć. Wiedziałem, że on czuje tak samo. Mieliśmy identyczne podejście do życia. Gardziliśmy nim jak najgorszym ścierwem. Nic dziwnego, że w końcu przyszło nam to do głowy, a było o tyle bardziej atrakcyjne, że mogliśmy to zrobić razem. Trwanie w rzeczywistości nie potrafiło nas już zaspokoić ani uszczęśliwić. Dlatego przeniesiemy się gdzie indziej.

<Kibum>
Szedłem szybkim krokiem przemierzając koleje ulice Seoulu. Krople deszczu spływały mi po twarzy, jakby świat płakał za mnie, bo moim oczom zabrakło już łez. Liczne tabletki w reklamówce, którą wesoło machałem, szeleściły wysoko nie pozwalając nawet na moment zapomnieć o swojej obecności. "Już niedaleko, jeszcze chwila..." myślałem. Najbardziej na świecie pragnąłem teraz znaleźć się w ramionach ukochanego razem ze mną oddającego ostatni oddech i śmiejącego się ze świata, bo go przechytrzyliśmy. "Nie tylko przed światem udajesz, co Key?" Ostatni zakręt i byłem na miejscu.

<Jonghyun>
Kiedy usłyszałem trzaśnięcie drzwi poczułem nagły przypływ adrenaliny. Zbliżała się ta chwila. Przez moment przestałem czuć się tak gotowy, jak dotychczas, jednak szybko zdusiłem w sobie wszelkie wątpliwości. Nie było czasu na zbędne zastanawianie się. Nie było potrzeby. Przecież to jest to, czego pragnę. Spełnienie marzeń. Naszych marzeń. Key wszedł do pokoju i rzucił na kanapę tuż obok mnie reklamówkę pełną leków. Odgasiłem papierosa na zewnętrznej stronie mojej dłoni. Skóra zasyczała i lekko zwęgliła się w miejscu gdzie przyłożyłem niedopałek. Przygryzłem wargę starając się przetrzymać ból w milczeniu. Uwielbiałem to. Delektować się cielesną torturą w milczeniu. Kibum podszedł do kanapy, na której siedziałem i usiadł mi na kolanach. Nie było na co czekać, od razu wpiłem się w jego słodziutkie usta. Całowałem go mocno i namiętnie, aż nam obojgu zabrakło tchu. 
- Może najpierw się pobawimy? - szepnąłem mu do ucha przygryzając jego płatek tak, aby  został ślad. Chłopak jęknął zaciskając dłoń na mojej koszulce. Podnieciło mnie to. Bardzo. 
- Naprawdę myślałeś, że zrezygnuję z ostatniej przyjemności ? - odpowiedział siadając na mnie okrakiem.

<Kibum>
Całowałem i gryzłem Jonghyuna w szyję wędrując dłońmi po jego torsie. Sprawnie pozbyłem się naszych zbędnych t-shirtów. Pocałowałem jego wydatne usta. Pocierałem swoim kroczem o krocze dinozaura sprawiając, że stawał się coraz twardszy. Chłopak zrzucił mnie z siebie i położył na podłodze przygniatając swoim rozgrzanym ciałem. Jego ręka błyskawicznie znalazła się przy moim rozporku. Rozebrał mnie do naga. Chwycił w dłoń moją męskość i zaczął ją pocierać.

<Jonghyun>
Pieściłem jego penisa najstaranniej jak potrafiłem. Chciałem, żeby te ostatni raz był wyjątkowy, najlepszy. Chciałem doprowadzić jego ciało do szaleństwa i sprawić, aby drgało z rozkoszy. I bólu. Z tylnej kieszeni spodni wyjąłem żyletkę. Była ostra jak brzytwa. Taka piękna. Taka zapraszająca. Nachyliłem się do Kibuma. 
- A teraz to, co lubisz najbardziej... - wymamrotałem ponętnym głosem i polizałem jego ucho. Chłopak uśmiechnął się na dźwięk moich słów, a w jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Spojrzałem na jego płaski brzuch. Całe podbrzusze miał pokryte bliznami, jedna na drugiej. Wyglądał pięknie. Chciałem sprawić, by był jeszcze piękniejszy. Wbiłem ostrze w okolicach pępka Key najgłębiej jak tylko mogłem. Jechałem nim w dół powoli i starannie, z precyzją zegarmistrza. Chłopak oddychał głęboko wbijając palce w dywan, na którym leżał. Powtórzyłem swoją czynność kilkakrotnie wycinając na jego brzuchu swoje imię. Krew spływała mu po bokach tworząc na podłodze plamę cudownej, kuszącej czerwieni. Zlizałem jedną ze strużek. Ciecz na moim języku była jeszcze ciepła. Metaliczny posmak drażnił moje kubki smakowe. Podniosłem Key do klęczków i stanąłem przed nim. 

<Kibum>
Nie czekając na jakiekolwiek słowa zsunąłem z bioder Jonga spodnie razem z bielizną. Moim oczom ukazał się sterczący członek. 
- Weź go do buzi kochanie - usłyszałem. Bez chwili zwłoki wykonałem polecenie. Objąłem całego penisa ustami, poczułem go w gardle. Zemdliło mnie, ale nie pozwoliłem aby słabość mojego ciała przejęła kontrolę. Poruszałem głową w przód i w tył włączając w to pracę języka. Wydawałem przy tym jęki i pomruki - Jonga zawsze strasznie to kręciło. Nie pozwoliłem mu dojść. Chciałem, żeby się spełnił, ale niech zrobi o we mnie. Odwróciłem się tyłem do kochanka i stając na czworaka zachęcająco wypinałem tyłek. Partner chwycił mnie za biodra. Ocierał się członkiem o mój tyłek. Po ciele przechodziły mi dreszcze. Drażnił się ze mną. Po ok. 15 sekundach poczułem, że dłużej nie wytrzymam. 
- No dalej, zrób to... Zrób to, bo zwariuję! - krzyknąłem zniecierpliwiony. Zaraz po rozbrzmieniu moich słów Jonghyun, bez zbędnych ceregieli, dosłownie wbił się we mnie. Wrzasnąłem zatapiając palce w miękkim dywanie. 

<Jonghyun>
Poruszałem się dość szybko i drapieżnie. Jęki przyjemności Kibuma mieszały się z okrzykami bólu. Po policzkach spłynęło mu kilka łez, jednak błogi uśmiech nie schodził z jego pięknej twarzy. Był w siódmym niebie, w swoim żywiole. 
- Twoja pupcia jest dla mnie stworzona słodziutki - powiedziałem czule gładząc plecy ukochanego. To najwspanialszy seks jaki mnie do tej pory spotkał. Chociaż z nim każdy jeden raz był cudowny. Nagle poczułem, że jestem blisko. Kilka szybkich ruchów u skończyłem. Wytrysnąłem proste we wnętrze Bummiego. Chłopak doszedł zaraz po mnie. Wyszedłem z niego. Złożyłem na jego karku delikatny, czuły pocałunek przelewając na ten drobny gest całe gorące uczucie do Key, które rozpalało moje serce. 

<Kibum>
Poleżeliśmy chwilę na podłodze uspokajając oddechy. Spojrzałem na Jonghyuna i musnąłem lekko jego ramię aby i on spojrzał na mnie.

<Jonghyun>
Jego oczy były poważne jak nigdy dotąd, ale - choć bardzo starał się to ukryć - widać w nich było także ogromny smutek i powątpiewanie. Nie chciałem tego zobaczyć. A może ja go zmuszam? Może to nie jest nasze pragnienie, ale tylko i wyłącznie moje..? 

<Kibum>
- Czas na finał najdroższy - wydusiłem i rzuciłem mu ubrania jednocześnie zakładając swoje. Oczy mi się zaszkliły. Tak bardzo chciałem teraz płakać. Czułem się zdezorientowany. Nie byłem pewien tego, co robię, ale tylko tego, że kocham Jonga i zrobię co będzie trzeba, żeby zostać z nim już na zawsze. Podszedłem do kanapy i stanąłem nad reklamówką z lekami. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku pokonując bariery, które - jak mi się wydawało - tak starannie postawiłem. Natychmiast strzeliłem sobie mocnego liścia w twarz. Pomogło. Dopiero gdy przestałem uświadomiłem sobie, że tuż przez chwilą cały dygotałem. 

<Jonghyun>
Uważnie obserwowałem Kibuma. Co się z nim dzieje? Serce zaczęło mi bić szybciej. 
- Bummie czy... jesteś pewien, że...
- Zamknij się! Milcz! Nawet nie próbuj! Chcę tego rozumiesz?! Gdzie ty, tam i ja! Nie ma innej opcji ani możliwości! Rozumiesz?! - wrzasnął ze łzami w oczach nim dokończyłem pytanie. Otworzyłem usta nie mogąc otrząsnąć się z szoku. Co się dzieje do cholery? Nie tracąc energii na kolejne bezsensowne słowa niemal doskoczyłem do niego. Objąłem go, a on wtulił głowę w mój tors. Poczułem jak mocno wbija paznokcie w moje nagie plecy, a następnie zjeżdża nimi w dół pozostawiając na skórze krwawe ślady. 
- Zróbmy to już... Chcę to... po prostu mieć... ja... proszę... - wyszeptał z trudem powstrzymując szloch. Nie chciałem, żeby płakał. Nie chciałem, żeby... I nagle wszystko stało się jasne.

<Kibum>
Musiałem szybko doprowadzić to do skutku zanim... Odsunąłem od siebie Jonghyuna. Ruszyłem w stronę kuchni.

<Jonghyun>
Odprowadziłem go wzrokiem. Kiedy zniknął z mojego pola widzenia zabrałem się za leki. Rozpakowałem dwa opakowania. Przede mną leżało sto tabletek. Rozdzieliłem je na dwie kupki po 70 i 30 tabletek. Szybko połknąłem większą część z jednej kupki tak, aby nie było widać, że są nierówne. Akurat skończyłem kiedy wrócił Key. 

<Kibum>
Postawiłem piwa koło rozdzielonych kupek tabletek. Usiadłem po turecku na przeciwko Jonghyuna. Moje myśli ścigały się jedna z drugą, a serce waliło jak szalone. Tak bardzo się boję. 

<Jonghyun>
Obserwowałem go uważnie, a on jeździł wzrokiem to po lekach to po piwach. Martwiłem się, że coś zauważy. Przełknął ślinę. Za wszelką cenę chciał zachować spokój, ale ja widziałem jak kurczowo zaciska pięści na materiale swoich spodni. Chwyciłem go za dłoń. 

<Kibum>
Poczuwszy jego kojący dotyk wypuściłem z płuc wstrzymywane do tej pory powietrze. Oczy mnie paliły. Czułem jak pod powiekami gromadzą się łzy. Nic nie rozumiałem, wszystko było niejasne i owiane tajemnicą. Nie potrafiłem określić jakie konkretnie uczucia mi towarzyszą. I wtedy w mojej głowie pojawiło się słowo: strach. Nie tyle bałem się śmierci, ale tego, że w ten sposób spełnię swój najgorszy koszmar: stracę Jonghyuna na zawsze. 

<Jonghyun>
- Kibum... - zacząłem nieśmiało obawiając się kolejnej wybuchowej reakcji - Czego się obawiasz?
Odpowiedziało mi milczenie. Smutny wzrok miał utkwiony w bliznach na swoim nadgarstku. Również na nie spojrzałem. Wśród jasnych, starych blizn zauważyłem nowe - ciemniejsze. Zastanawiałem się: dlaczego wcześniej ich nie zauważyłem? Dlaczego mi po prostu nie powiedział czy pokazał jak zawsze? Wtedy do głowy wpadła mi myśl, że może jednak nie wiem tak wiele, jak mi się wydawało? 

<Kibum>
Każda sekunda zwłoki pogarszała mój stan, dlatego, nie pozwalając sobie na kompletną panikę, wziąłem do ust pierwszych kilka tabletek. Szybko popiłem je alkoholem. Czułem jak jedna za drugą wędrują moim przełykiem prosto do żołądka. 

<Jonghyun>
Siedzieliśmy w milczeniu łykając tabletki, aż w końcu nie ostała się ani jedna. Dopiłem piwo i przysunąłem się do Kibuma. Chłopak splótł nasze dłonie ze sobą i wpił się w moje usta. 

<Kibum>
Całowałem go bawiąc się z jego językiem i pieszcząc podniebienie. Miał miękkie, przyjemnie chłodne od piwa wargi. Ich smak był mi doskonale znany, ale w tej chwili zdawało mi się jakbym odkrywał go na nowo. Odsunęliśmy się od siebie gdy zabrakło nam tchu. Spojrzałem mu głęboko w oczy. Były takie piękne. Niesamowite. Jak nie z tego świata. 

<Jonghyun>
- Kocham cię Jongie... - usłyszałem słaby szept zanim głowa Kibuma opadła na moje kolana. Czułem, że nie mam dużo czasu. Wstałem, wziąłem kartkę i zacząłem pisać. Kiedy tylko skończyłem długopis wysunął mi się z ręki. Moje ciało stało się takie słabe. Ostatkiem sił wybrałem numer. Zdążyłem podać jedynie nazwę leków i ulicę zanim oczy przesłonił mrok, a serce powoli się zatrzymało udając się na długo wyczekiwany odpoczynek.

<Kibum>
Z trudem uniosłem jakże ciężkie powieki. Rozejrzałem się po pomieszczeniu.Jasne ściany, puste łóżko obok tego, na którym leżałem, biała szafka na kółkach, kosz owoców z karteczką "Dla naszej kochanej divy. Onew, Tae, Min.". Szpital? Ale, jak to? Jak ja się tu znalazłem..? Przecież byliśmy sami, nikt o niczym nie wiedział. Przecież... Jong! Zanim zdąrzyłem cokolwiek jeszcze pomyśleć czy zrobić do pokoju weszła pielęgniarka. Nie tracąc czasu na zbędne pogaduchy zalałem ją falą pytań:
- Gdzie leży Kim Jonghyun? Czy wszystko z nim w porządku? Kiedy będę mógł go zobaczyć? Dlaczego nie jest ze mną na sali? 
Kobieta spojrzała na mnie ze smutkiem na twarzy. W dłoniach trzymała złożoną kartkę z moim imieniem i nazwiskiem. Położyła ją obok mnie i chwyciła moją dłoń.
- Przykro mi... - powiedziała i wyszła zostawiając mnie samego. Przykro jej? Przez chwilę nie mogłem tego ogarnąć. Spojrzałem na liścik. Rozłożyłem go. Pismo Jonghyuna? Zaczynał mnie ogarniać niepokój.
"Wiem, że zrobiłeś to dla mnie, ponieważ to było moje pragnienie. Ale ty nie chciałeś wybrać takiego wyjścia, dlatego podarowuję ci nowe, lepsze życie. Życie, którego ja nie będę ci już zaśmiecał całym tym smutkiem, bólem i rozgoryczeniem. Będę czekał aż nadejdzie dla ciebie ten właściwy czas. A póki co: po prostu śmiej się, żyj i nie zmarnuj tej szansy. Jeśli nie potrafisz już żyć dla siebie - żyj dla mnie. To moje ostatnie życzenie. Kocham cię księżniczko. Twój na zawsze Kim Jonghyun." przeczytałem. Mój oddech niesamowicie przyspieszył, a serce waliło jak szalone. Jeździłem wzrokiem po słowach próbując znaleźć jakiś błąd, jakikolwiek dowód na to, że to pomyłka albo jakiś chory, kompletnie nie śmieszny żart. Przeczesałem dłońmi włosy. Dlaczego go nie uratowali?! Dlaczego tylko mnie się udało?! Po sekundzie coś pękło. Zacząłem płakać. Wyć. Krzyczeć.  Ukryłem twarz w pościeli zostawiając na niej coraz większą mokrą plamę. Wylewałem z siebie morze łez dusząc się i dławiąc, wydając z siebie niekontrolowane, rozpaczliwe szlochy. Wpadłem w histerię. Do pokoju weszła piguła, a zaraz za nią wparował Onew. 
- Kibum! Co się dzieje? - zapytał wyraźnie przestraszony Jinki. Podniosłem wzrok i bez słowa podałem mu list. Przeczytał, odłożył kartkę na bok i spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Rozłożył ramiona, a ja rzuciłem się w nie płacząc jak małe dziecko.

*Wieczór*
Płakałem godzinami. Teraz siedziałem sam w ciemnej sali wpatrując się w ścianę. W środku czułem wszechogarniającą pustkę, zabrakło mi już łez, które mógłbym ponownie z siebie wylewać. Byłem wyczerpany. Przymknąłem moje czerwone, zapuchnięte oczy. Westchnąłem rozbijając panującą w pokoju grobową ciszę. Żaden inny dźwięk do mnie nie docierał. Byłem jak uwięziony w jakimś innym świecie, w którym zdecydowanie nie chciałem być. Może i jestem absurdalnie zdrowy. Ale moje serce przestało już bić... tak samo jak serce Jonghyuna.


1 komentarz:

  1. To jest piękne <3 Zakochałam się ... Zaczęła ryczeć jak opętana ale warto było ... Oby więcej takich opowiadań ... Pisz dalej bo masz talent !

    OdpowiedzUsuń