piątek, 15 listopada 2013

Tęsknota.


 Powiedz mi proszę, co zrobiłem źle? Czyżbym nie traktował Cię dobrze? Czyżby to, że ignorowałem wszystkie te "drobne rzeczy", żeby się z Tobą nie kłócić się nie liczyło? Tak, to ja chciałem odejść. Na początku. Ale Ty nawet nie zawalczyłeś. Nawet przez chwilę. Czy  naprawdę byłem dla Ciebie aż tak mało ważny? Czy naprawdę już Ci na mnie nie zależy? Nawet trochę? Na to wygląda, bo gdzie teraz jesteś? W j e g o ramionach. W ramionach swojego "kotałka". Zabawnie jest widzieć jak piszesz tak o n i m, bo dawniej mówiłeś i pisałeś tak o mnie. Nie ma chyba dnia, żebym o Tobie nie pomyślał. Nie ma dnia, żebym nie wspominał tych wszystkich pięknych chwil, które mi podarowałeś i jestem Ci za nie wdzięczny. I prawie za każdym razem w oczach stają mi łzy. I mam ochotę po prostu pozwolić im popłynąć, ale nie mogę, bo przecież nie płaczę przy ludziach. Nawet przy Tobie nigdy nie płakałem, z wyjątkiem tego jednego razu kiedy... nie ważne. Myślę, że dobrze pamiętasz. A może nie? I za każdym razem zastanawiam się czy i Ty o mnie myślisz. Chociaż czasami. Chociaż przez chwilę. Sekundę. Jedną, niezwykle ulotną myśl. Jestem pewny, że nie. Szkoda. Naprawdę wielka szkoda. Nie wiem już co byłoby bardziej bolesne: utrzymywanie z Tobą przyjacielskich kontaktów, czy to, co jest teraz, czyli ich brak. Zostawiłeś po sobie pustkę, która powiększa się z każdym dniem. Potrzebuję kogoś, kto ją zapełni, ale nikt się nie zjawia. Nie jestem tym wielce zdziwiony. Sam już nie wiem czego mi brak. Ciebie czy tej całej reszty związanej z Tobą. Sposobu w jaki na mnie patrzyłeś. Sposobu w jaki mnie obejmowałeś, całowałeś. Tego jak mówiłeś, że obejmujesz mnie w taki, a nie inny sposób, bo wtedy masz wrażenie, że mnie chronisz. To wszystko wydawało się być tak prawdziwe i szczere. Czy tylko mamiłeś mi oczy? Kłamałeś? Jeśli tak, to jestem pod wrażeniem. Chciałbym do Ciebie napisać, żeby, nawet jeśli nie odpiszesz, mieć poczucie, że zrobiłem cokolwiek. Dostać wyraźny znak pod tytułem "jesteś przeszłością i nie chcę cię w mojej teraźniejszości". Ale brak mi odwagi. Boję się zmierzyć z uderzeniem, które za pewne byś mi zadał. Boję się, że Twoja odpowiedź byłaby nawet gorsza, niż jej brak. Boję się jak wyglądałaby nasza rozmowa, że byłaby sztuczna i na siłę, oczywiście przeze mnie, podtrzymywana. Boję się zmierzyć z tymi wszystkimi emocjami, które ze sobą dla mnie niesiesz, choć wiem, że powinienem. Nie wiem co mam robić. Żadne rozwiązanie nie wydaje się być dobre. Chciałbym, żeby ktoś mnie uratował. Żebyś ty mnie uratował. Żeby... żeby to wszystko już po prostu minęło. Ale wiem, że minie jeszcze dużo czasu zanim to Ty dla mnie staniesz się przeszłością. Miłość jest jak błędne koło. Wiem, że muszę przeżyć to wszystko. Muszę to przeżyć. Muszę. Ale wolę być tchórzem. To jest łatwiejsze. Dlaczego wybrałeś akurat j e g o, co? Jakbyś zrobił to celowo. Sytuacja jest tym trudniejsza, że związałeś się właśnie z n i m. Z jednym z moich ulubionych kolegów. Z jednym z tych kolegów, którym na przywitanie rzucam się na szyję. Czy wiesz jak trudno jest mi patrzeć na Wasze szczęście? Nie chcę źle dla żadnego z Was. Chcę, żebyś był szczęśliwy, ale ze mną. A może i nie? Może po prostu boli mnie fakt, że za mną nie płaczesz? Że ruszyłeś na przód. Może wcale bym nie chciał z Tobą być, gdybyś mnie teraz o to poprosił? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Wiem jedynie, że nie jest w porządku i nie chcę czuć tych wszystkich rzeczy. Skoro nie możesz być mój, to po prostu przepadnij. Przepadnij Minho. Przepadnij proszę. 

Już nie Twój, ale wciąż tęskniący
Lee Taemin.

P.S. I teraz po raz ostatni powiem, że kocham. 

wtorek, 24 września 2013

Psychoza.

Chcę płakać, ale jakoś nie mogę. Wiesz dlaczego tak się dzieje? Ja też nie, bo przecież łzy gdzieś tam są. Są tam, prawda? Do tej pory zawsze były. Zawsze kiedy ich potrzebowałem. A teraz... zabrałeś wszystko ze sobą. Nie mam już nawet łez. Czuję się pusty w środku. Kompletnie pusty. I nie ma we mnie już nic z czego mógłbym się cieszyć. Randomowe leki, tak bardzo kolorowe. O! Co to? Jedna, skromna, samotna łza. Samotna jak moje serce. Tak dużo osób wokół mnie. Ale mi brakuje jednej. Tylko jednej potrzebuję. Czy to ty? Nie wiem. Gdzie jesteś?! Gdzie jesteś?! Gdzie jesteś?! Czy jest tam ktoś dla mnie? Pogrążyć się w rozpaczy... tak. Marzę o tym stanie. Marzę, by nie móc wstać z łóżka, płakać, krzyczeć, patrzeć się w przestrzeń, bić bogu ducha winne ściany. Wijmy się w łóżku, wijmy się jak ostatnio. Nie... przecież... byłem wtedy sam, kompletnie sam. Wokół cisza zmącona moimi szlochami. I było mi tak źle, choć tak cudownie. Bolało. Bolało bardzo. Nie wyobrażasz sobie jak ja to kocham. Jak ja to uwielbiam. Do kogo to piszę? Zapewne do ciebie, mój drogi przyjacielu. Jesteś mi tak bliski, tak bardzo bliski. Ale są rzeczy, o których nawet tobie nie powiem. Nie mogę, naprawdę nie mogę. Nie zniósłbym tej twojej miny. Bólu, który sprawiłyby ci moje słowa. Po raz kolejny. Nie wiem czy milczeć. Boję się, że się zabiję, ale z drugiej strony jest mi tak wszystko jedno. Pijmy, uprawiajmy seks, palmy papierosy, ćpajmy! Wszystko jest dla ludzi prawda? Przedawkowałem. Przedawkowałem smutek. I nie mogę się od niego uwolnić. Nie potrafię. A może nie chcę i właśnie dlatego to jest takie trudne..? Tak... Kocham cię z całego serca. I obiecuję ci, że będę gnił na tym świecie, choćby w moim ciele nie było już nikogo. Żebyś tylko był szczęśliwy. 


Ciach, ciach, ciach. Blizna za blizną. Takie piękne. "Nie chcę na to patrzeć". "Czy ty jesteś głupi?!"

Tak. 
Jestem.
Jestem wszystkim, czym mnie nazywacie.
Żegnaj świecie.
Szkoda, że tak naprawdę nigdzie nie idę...




niedziela, 1 września 2013

Rewizja.

Po dłuuuuuuuuuugiej dwumiesięcznej przerwie
w końcu zebrałam się w sobie,
znalazłam trochę czasu
i
postanowiłam dodać napisane jeszcze w roku szkolnym opowiadanie.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Enjoy.
~San




Był piękny, słoneczny dzień. Taemin z zadowoleniem na twarzy pospiesznie maszerował korytarzami lotniska. "Tak! Nareszcie się stąd wyrwę!" myślał z podekscytowaniem. Jakieś dwa tygodnie temu rozpoczęły się wakacje, a wszyscy jego znajomi już zdążyli powyjeżdżać i zostawili go biednego samiutkiego jak palec. Kiedy już całkowicie stracił nadzieję i skazał tegoroczne dwa miesiące wolności na straty, jego najlepszy przyjaciel Kibum zaprosił go do swojego domku na obrzeżach Londynu. Nadarzyła się wprost idealna okazja do wyrwania się z okowów samotności i spędzenia czasu z tym kolorowym wariatem, z którym nie ma szans na nudę. Nawet fakt, że samolot ma dwu i pół godzinne opóźnienie nie zepsuł mu humoru. Maknae nareszcie dotarł do bramek. Oddał swój bagaż, przeszedł, a urządzenie zaczęło świecić i piszczeć jak szalone. Cofnął się, zdjął biżuterię, pasek, buty i przeszedł jeszcze raz. Sytuacja powtórzyła się już kilkakrotnie, a jej główny bohater zaczynał tracić cierpliwość. 
- Zróbcie coś z tą kupą złomu do cholery! - krzyknął kiedy jego położenie całkowicie wytrąciło go z równowagi. 
- Zawołajcie szefa zanim ten nadgorliwiec nam się tu rozpłacze. - zadrwił jeden z ochroniarzy mierząc rozzłoszczonego Lee od stóp do głów. A w nim wręcz się gotowało. Zacisnął pięści tak mocno, że kostki całkowicie zbielały. Jego nastawienie diametralnie się zmieniło kiedy GO zobaczył. W ich kierunku zmierzał korytarzem średniego wzrostu, przystojny, umięśniony mężczyzna o ciemnych włosach i zniewalającym uśmiechu. Taemin poczuł jak miękną mu kolana. 
- Co jest chłopcy? - zapytał wesoło, jak wywnioskował maknae z plakietki, Kim Jonghyun. "Chłopcy" przybliżyli mu sytuację. Kim spojrzał na Taemina, który stał jak zaczarowany i wpatrywał się w niego. W oczach dinozaura pojawił się niebezpieczny błysk. 
- Chodź ze mną słodziutki - rzucił i ruszył przed siebie. Zaczekał aż Tae nadgoni i wskazał mu ręką drzwi z napisem "szef ochrony". Młodszy posłusznie wszedł do pomieszczenia. Oparł się o biurko i z niecierpliwością czekał na rozwój wydarzeń. Jonghyun mierzył go pożądliwym wzrokiem. Przejrzał jego dokumenty udając, że myśli choć trochę o swojej pracy. 
- No... słyszałem, że sprawiasz problemy. - rzucił robiąc krok w stronę biurka. Lee spojrzał na niego prowokująco. 
- Nawet gdyby... - zawiesił na moment głos. Kim cały czas się do niego zbliżał - ...to co?
Jong oparł dłonie o biurko tak, że maknae znalazł się w potrzasku. Ich twarze niemal się stykały. 
- Za bycie niegrzecznym należy się kara - wyszeptał starszy prosto do jego ucha. 
- Jestem gotów ponieść konsekwencje. - wymruczał Taemin ponętnym głosem wsuwając kolano między nogi Jonghyuna. Ten uśmiechnął się drapieżnie. Nachylił się do niego. Wsunął dłoń w jego długie, lśniące włosy. Drażnił skórę na jego szyi wydmuchiwanym z ust powietrzem, aż w końcu zaczął ją całować. Przysunął się bliżej. Tae masował kolanem jego krocze. Powoli osunął się w tył kładąc się na biurku. Starszy zdjął z niego koszulkę i językiem zaczął pieścić sutki. Wsunął dłoń pod bieliznę młodszego. Masował jego krocze. Z ust Lee co chwilę wyrywał się cichy jęk. Nagle wstał, odepchnął partnera od siebie i klęknął przed nim. Pospiesznie rozpiął i zsunął mu z bioder spodnie. Nie tracąc ani chwili wziął jego penisa do ust i zaczął go ssać. Kim chwycił go za głowę i kierował jej ruchami. Oboje jęczeli i pomrukiwali. 
- Twoje jęki są takie podniecające chłopczyku. - wysapał Jonghyun po czym chwycił go za ramiona i postawił go na nogach. - Chcę ich usłyszeć więcej Taemin.
Słysząc to Lee rozebrał się od pasa w dół i oparł łokcie o biurko wypinając się zachęcająco tyłek do porządnie już napalonego Blinga. Ten chwycił go za biodra i bez tracenia czasu na jakiekolwiek przygotowania wszedł w Tae do samego końca. Od razu trafił we właściwy punkt. Ciało jego partnera wygięło się w łuk. Maknae kryknął i zacisnął palce na brzegu biurka. Chyba jeszcze nigdy nie było mu tak dobrze, choć przyjemność mieszała się z bólem. Na przemian krzyczał i jęczał ile sił w płucach. Paznokciami zrobił na blacie 10 podłużnych śladów. Kim jeździł mu dłonią po plecach przyprawiając go o dreszcze. Przewrócił go na plecy.
- Chcę patrzeć na twoją twarz, jest taka piękna. - wyznał gładząc go po brzuchu. 
- Ja... och! Już za chwilę... - nie dokończył Taemin. Doszedł z imieniem Jonghyuna na ustach. Ten spełnił się zaraz po nim. Oboje trwali chwilę w bezruchu próbując uspokoić oddechy. Ubrali się, posprzątali demolkę, którą zrobili w biurze Blinga, stanęli na przeciw siebie i spojrzeli sobie w oczy. 
- Więc... czy przeszedłem odprawę? - zapytał makae trzymając usta tuż przy uchu swojego rozmówcy.
- Zdecydowanie tak. - odparł Jjong i zrobił coś niespodziewanego. Przyciągnął młodszego do siebie i pocałował go czule. Na policzkach Tae pojawił się rumieniec. Starszy wsunął mu w dłoń karteczkę.
- Zadzwoń do mnie jak już wrócisz z tego Londynu. - powiedział Bling, po czym pocałował go w czoło. 
- Nie mogę się już doczekać tego powrotu hyung - wymruczał Taemin i przejechał nosem po szyi Kima. Już chciał ponownie zatracić się w smaku jego ust kiedy...
- Hej marzycielu! - z transu wyrwał go stanowczy głos Joghyuna - Rusz się, samolot nie będzie na ciebie czekał.
Maknae zarumieniony spuścił wzrok starając się ukryć swoją erekcję. Zabrał bagaż i swoje drobiazgi i ruszył w stronę odpowiedniego wyjścia. Przy starcie oplatał tęsknym wzrokiem budynek lotniska. Westchnął z zawodem.
- A mogło być tak pięknie...

niedziela, 30 czerwca 2013

Spętany.

Słowem wstępu powiem, 
że to dziwne, krótkie opowiadanie
jest o mnie.
Ale wybrałam sobie paring JongKey.
Co by utrzymać pozory c:
Dziękuję.
~San



Twoja bliskość.
Dotyk.
Niezliczone pocałunki.
Przyspieszone bicie serc.
Błądzące po ciele dłonie.
Dreszcze.
Mam atak.
Jestem opętany. 
Namiętność i miłość spowijają mój umysł nie dając mi w tym momencie logicznie myśleć.
Standardowy scenariusz.
Przesączony zapachem alkoholu, skóry i wiszącego w powietrzu toksycznego uczucia, którym się duszę.
Omotałeś mnie.
Dobrowolnie wchodzę w Twoje sidła.
Ale nie przestanę.
W końcu to jest takie przyjemne.
I'll watch you choke on the hearts you break.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Ogrodnik.

Już dawno czaiłam się, żeby napisać OnTaeMin, ale jakoś tak nie było jak.
Wczoraj zaczęłam pisać.
I tak jakoś powstało takie coś.
No i jeszcze tak na koniec powiem, że zawieszam "Kumpli".
Postaram się niedługo napisać jakąś część kończącą, żeby tego nie ciągnąć.
Bo mi się nie chce. 
Przyznaję się.
Wymyślę coś lepszego c:
Oby wam się podobało to, co teraz naskrobałam.
Amen.
~San.





Taemin siedział na leżaku obok Onew i ze znudzeniem lustrował go wzrokiem. Ile już byli ze sobą? Sześć miesięcy? Chyba nawet dłużej. Początki były naprawdę piękne: romantyzm, seks, romantyzm i jeszcze więcej seksu. Ale teraz to wszystko gdzieś umknęło. Pozostała jedynie monotonia wraz z dobijającą codziennością. "Trzeba coś zrobić. Muszę przejąć inicjatywę." pomyślał maknae. Położył się na leżaku przybierając jak najbardziej seksowną, kuszącą pozę. Opuszkami palców lewej dłoni przejechał po ramieniu Onew. 
- Dubuuuuuu... zróbmy coooooś... - wyjęczał zmysłowo przygryzając wargę. Jego skóra była nagrzana od słońca i pięknie zbrązowiała. Delikatny wiatr co jakiś czas rozwiewał wspaniałą woń zadbanych róż. Sceneria wręcz ociekała romantyzmem. 
- Daj spokój Taemin. Nie wymyślaj, tylko ciesz się słońcem. - odparł poirytowanym głosem Jinki. Młody usiadł na moment. W oczach stanęły mu łzy. Stanął przed swoim chłopakiem skutecznie osłaniając go od słońca.
- Odejdź, robisz cień. - usłyszał. Tego już było za wiele. 
- Nie! Spójrz na mnie! Patrz! Czy naprawdę już cię nie pociągam?! W ogóle nie masz na mnie ochoty?! Powiedz mi co się z nami stało?! Gdzie podział się cały romantyzm, gorące uczucie, namiętność?! No gdzie?! Czy ty mnie jeszcze w ogóle kochasz?! - wykrzyczał Tae rozpłakując się już na dobre. Stał z zaciśniętymi w pięści dłońmi i czekał aż starszy coś powie. Cokolwiek.
- Przestań lepiej odstawiać sceny i siadaj, bo zachowujesz się śmiesznie - usłyszał. W jego oczach widział kompletną pustkę, zero jakiegokolwiek uczucia. Za to Taemin czuł bardzo wyraźnie jak jego serce rozpada się na tysiące kawałków.Podszedł bliżej. Nachylił się do Onew.
- Nienawidzę cię bezduszna bestio! - krzyknął mu prosto w twarz i rzucił się biegiem w głąb różanego labiryntu. Pędził przed siebie ile sił w nogach jakby bał się, że ktoś go goni. Poprawka: że ON go goni. "Daj sobie spokój, przecież ten samolub nawet nie pomyśli o tym, żeby ruszyć się z miejsca" pomyślał, zatrzymał się i wzdychając opuścił ramiona pozwalając, aby dotychczasowe napięcie z niego zeszło. Niestety dalej płakał, dalej bolało, dalej mu zależało i nic na to nie mógł poradzić. Usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach. Bardzo chciał się uspokoić, ale jego ciałem co chwilę wstrząsał rozpaczliwy szloch. Przez dobre 15 minut walczył ze sobą, aż nagle usłyszał szelest. Napiął się cały i nasłuchiwał niczym sarna, która usłyszała hałas gdzieś wśród drzew. Serce kuło go na myśl, że może się pomylił i to Onew przybiegł tu za nim. Nie chciał go teraz widzieć czy słuchać, ale z drugiej strony najbardziej w tym momencie pragnął, żeby jego Dubu objął go jak dawniej i pogłaskał po głowie. Jednak zza rogu wyłonił się ktoś inny. Chłopak o opalonej, niemal czekoladowej skórze za jedyne okrycie mając nie założone na ramiona ogrodniczki stanął przed nim z grabkami w dłoni. Jego spocone ciało błyszczało w słońcu jakby ktoś pomalował je olejkiem, a włosy były zmierzwione. Taemin widywał go wcześniej nie raz, to ogrodnik. Już wtedy robiło mu się gorąco na jego widok, a teraz kiedy był tak blisko niego w Tae aż wrzało.
- Czy... ekhem... czy wszystko w porządku? Właśnie pracowałem kiedy usłyszałem płacz i pomyślałem, że poszukam jego źródła. Jest pan nim? - odezwał się przystojniak po dłuższej chwili wpatrywania się w maknae.
- Tak, to nic takiego ja... Darujmy sobie tego "pana", dobrze? Jestem Taemin. - wstał i wyciągnął rękę w stronę swojego rozmówcy.
- Minho. - usłyszał odpowiedź. Chłopak obdarował go najpiękniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widział. Młodszy przełknął nerwowo ślinę. Ich dłonie wciąż tkwiły w uścisku, a spojrzenia krzyżowały się. Zapadła niezręczna cisza. Oboje w jednym momencie zdecydowali się usiąść.
- No więc...- zaczął Minho.
- Tak?
- Co takiego się stało, że tak śliczne oczy jak twoje zalały się łzami? - Taemin spuścił wzrok, na jego policzkach pojawił się delikatny, różowy rumieniec.
- Po prostu... pewna osoba od jakiegoś czasu wbija mi w serce sztylet za sztyletem i... dzisiaj wbiła o jeden za dużo... - wymamrotał ze smutkiem Tae. Do oczu ponownie napłynęły mu łzy.
- Chodzi o Onew, prawda? - spytał Minho przysuwając się bliżej swojego rozmówcy. Odpowiedziało mu smutne kiwnięcie głową. Otarł policzek młodszego zacierając ślady po na nowo spływających słonych kroplach. Zmusił go, żeby na niego spojrzał.
- Nie rozumiem jak można krzywdzić tak delikatne, niewinne stworzenie.. - powiedział. Taemin patrzył na niego z ogromnym bólem w oczach. Cienie żywopłotów stawały się coraz dłuższe, a powietrze nieco się ochłodziło, choć wciąż panował niesamowity upał. Woń róż oplatała ich ze wszystkich stron. Wokół panował półmrok. Promienie słoneczne padały jedynie na ławkę, na której siedzieli. Minho przysunął się jeszcze bliżej i objął młodszego ramieniem. Drugą rękę położył mu na dłoniach, aby w końcu spleść swoje palce z jego. Tae nie stawiał oporu. Było mu tak przyjemnie. Właśnie tego od tak dawna mu brakowało, tego właśnie potrzebował - czułości. Oparł głowę na umięśnionych od ciężkiej pracy ramionach Minho. Poczuł jak chłopak bawi się jego włosami. Po plecach przebiegł mu dreszcz. Podniósł głowę i spojrzał prosto w oczy swojego pocieszyciela. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę.
- Dziękuję ci Min. - rozbrzmiał niespodziewanie melodyjny głos Taemina. Chłopak w jakimś dziwnym przypływie odwagi wstał i usiadł na kolanach Żabola. Na ustach Choia pojawił się delikatny uśmiech.
- Ostatni raz pozwoliłem tak do siebie powiedzieć osobie, którą bardzo kochałem. - powiedział z ledwo wyczuwalną nutką rozbawienia w głosie.
- Och, przepraszam. Ja naprawdę... - zaczął Lee, ale wargi Minho skutecznie przeszkodziły mu w dokończeniu zdania. Pocałunek z początku niewinny szybko zamienił się w namiętny taniec języków. W starszym aż wrzało od uczucia do chłopaka, którego widywał na tarasie podczas pracy w ogrodzie. Zakochał się w Taeminie od pierwszego wejrzenia. W jego długich, pięknych włosach uwiązanych w uroczą kitkę. W jego pełnych życia, roześmianych oczach. W jego finezyjnych, pełnych gracji ruchach. Po prostu w nim całym. Nie posiadał się z radości mogąc najzwyczajniej w świecie na niego patrzeć. Teraz, kiedy czuł przy sobie jego drobne, rozgrzane ciało i jego miękkie, pełne wargi na swoich był jak pod wpływem silnego ekstazy. Tym trudniej było mu się od niego oderwać. Trwali w bezruchu przez około trzydzieści sekund zanim młodszy poderwał się z miejsca.
- Przepraszam Minho, ja muszę... muszę już iść. Zrobiło się naprawdę późno i... - zamilkł kiedy Choi uwięził go w swoich objęciach. Taemin wtulił się w niego z całych sił próbując powstrzymać się od płaczu. Nie dał rady. Stało się dla niego jasne, że w ciągu kilku ostatnich miesięcy przepełnionych oziębłością Onew Lee poczuł coś do przystojnego ogrodnika. Ale co teraz? Wszystko mogłoby się wydawać proste i jasne, lecz takie nie jest. Młodszy poczuł, że chce uciec. Uciec od wszystkiego. Wyswobodził się z kojącego uścisku, który dawał mu przyjemne poczucie bezpieczeństwa. Nie pamiętał już jakie to uczucie jest wspaniałe.
- Naprawdę powinienem iść. Idę. Naprawdę Min... wybacz mi. - wypłakał i rzucił się biegiem w stronę dróżki, którą wcześniej tu przybył.
- Czekaj! Teamin ja... kocham cię! - krzyknął zrozpaczonym głosem starszy, ale adresat jego wyznań zdążył  już zniknąć mu z oczu. Maknae biegł ile sił w nogach. Łzy przesłaniały mu oczy. Co chwilę się o coś potykał. Kiedy, chyba po raz setny, zahaczył nogą o jedną z gałęzi na niej leżących, stracił równowagę i z impetem uderzył w podłoże. Sięgnął dłonią do czoła czując w jego okolicy rwący ból. Na widok krwi zemdlał.

*Następnego dnia rano*

Taemin powoli otworzył zaspane oczy i rozejrzał się próbując ustalić miejsce swojego pobytu. Leżał w pokoju w swoim własnym łóżku. "Jak?" pomyślał.
- W końcu się obudziłeś. Kiedy ogrodnik cię do mnie przyniósł wystraszyłem się, że coś ci się stało i cię straciłem. - usłyszał głos Onew. Dopiero teraz zauważył jego obecność. Chłopak podszedł do niego powolnym krokiem i kiedy młodszy zdążył pomyśleć, że powrócił jego dawny, kochany Dubuś Jinki zamachnął się i z całej siły uderzył go z otwartej dłoni w twarz. Makane złapał się za czerwony, piękący ślad na policzku. W jego oczach malowało się przerażenie zmieszane z totalnym szokiem.
- Nigdy więcej mi tak nie uciekaj. Zrozumiałeś? - odezwał się Onew dobitnie cedząc słowa. Tae był w stanie jedynie kiwnąć głową. Na jego nieszczęście to nie wystarczyło.
- Pytałem czy zrozumiałeś! - otrzymał drugi cios.
- T-tak. Wybacz mi błagam, to się już nigdy, przenigdy nie powtórzy. Przysięgam. - wyjąkał przestraszonym głosem. Dubu pocałował go brutalnie ściskając jego krocze po czym wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Maknae zaczekał aż kroki oprawcy ucichną i wyskoczył z łóżka. Chwycił pierwszą lepszą torbę. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Wyrzucił bagaż przez okno.
- Ała! - usłyszał z dołu. To Minho przyjął na twarz jego rzeczy. - Co ty wyprawiasz Minnie? - podniósł wzrok z rozbawieniem masując głowę. Mina mu zrzedła kiedy zobaczył opuchniętą twarz Lee. Ten nie czekając na nic wyskoczył z okna bezpiecznie lądując na jakimś krzewie. Płatki kwiatów, których nazwy nie znał, posypały się dookoła.
- Boże... co ci się stało maleńki? Kiedy znalazłem cię w labiryncie nie byłeś taki pokiereszowany. - powiedział ze zmartwieniem delikatnie ujmując twarz młodszego w dłonie - On ci to zrobił prawda? Niech ja go tylko...
- Nie! Proszę cię zostaw. - Taemin chwycił go drącymi rękami i przycisnął do siebie z całych sił  nie pozwalając mu odejść z obawy, że narobi głupot i wpakuje się w kłopoty. Choi oswobodził się z uścisku, żeby po chwili objąć go mocno.
- Zabiorę cię stąd, a potem wrócę po resztę twoich rzeczy. - powiedział i pociągnął Tae za sobą. Posadził go na miejscu pasażera w swoim samochodzie, a sam zasiadł za kierownicą. Jechali w milczeniu. Komunikowali się jedynie przelotnymi spojrzeniami. Po jakichś 10 minutach dotarli na miejsce. Zatrzymali się przed jednopiętrowym, uroczym domkiem, który swoim wyglądem zdawał się zapraszać gości do środka. Minho wziął Tae na ręce i zaniósł go do swojej sypialni. Chłopak ułożył się wygodnie. Choi dał mu torbę z lodem. Pogłaskał go po głowie, złożył pocałunek na jego czole, założył mu niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Czuj się jak u siebie w domu. Ja zaraz wracam. - rzucił na odchodne pewnym siebie głosem. Ani się obejrzał był  powrotem na miejscu, z którego jeszcze przed chwilą tak pospiesznie się wynosił. "Już ja pokażę temu rozpieszczonemu bokserowi od siedmiu boleści gdzie jego miejsce." myślał ze złością po drodze do drzwi frontowych luksusowej, trzypiętrowej willi z basenem. Nie obchodziło go czy straci pracę. Liczył się tylko jego ukochany. Zapukał grzecznie. Otworzył mu nie kto inny tylko Onew. Minho przywitał go prawym sierpowym, który powalił chłopaka na ziemię.
- Ja tylko po rzeczy Taemina. - rzucił do porzygu słodziutkim głosem. Kiedy wrócił na korytarz z tym, po co tu przyjechał Jinki dalej leżał na podłodze w kałuży swojej własnej krwi spływającej mu z nosa tyle tylko, że teraz klęczała przy nim pokojówka wykrzykująca: wezwijcie pogotowie, wezwijcie pogotowie! Choi uśmiechnął się triumfalnie rozbawiony całą sceną.
- Miłego dnia. - krzyknął wsiadając do samochodu. Rzucił torby na tylne siedzenie samochodu, zapiął pasy i ruszył.


wtorek, 28 maja 2013

Minho bohater :3

Mmmm... no .
Koleje dzieło stworzone w szkole.
Czymś się trzeba zająć co by się przypadkiem czegoś nowego nie nauczyć xD
Nie będę pisała długich, wyczerpujących wstępów.
Bo po co?
Powiem jeszcze tylko, że mam już plan na życie jeżeli chodzi o następne 'dzieło'.
Wena mnie nie opuszcza :3
Także no.
Miłej lektury <3
~ San


5 LAT Z SHINEE OBY WIĘCEJ TAKICH ROCZNIC PRZED WAMI CHŁOPCY! <3 ~


Od: Taemin
Do: Żabcia <3
Godz. 24:02

Hyung..? Co robiiiisz..?


Od: Minho
Do: Taeś :3
Godz. 24:04

Leżę i potwornie się nudzę. Chyba przywołałem cię myślami... :) Co jest?


Od: Taemin
Do: Żabcia <3
Godz. 24:05

Nie, nic takiego... ^-^


Od: Minho
Do: Taeś :3
Godz. 24:06

Minnie..?


Od: Taemin
Do: Żabcia <3
Godz. 24:09

Oj no dobrze... Oglądałem taki jeden film i... siedzę sam w tym pustym, ciemnym domu i... no... boję się ;___;


Od: Minho
Do: Taeś <3
Godz. 24:32

Puk, puk.


Od: Taemin
Do: Żabcia <3

Co..? >.<


Od: Minho
Do: Taeś <3

Otwórz drzwi <3

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

<Taemin>
Przez około pół minuty siedziałem i wpatrywałem się w ekran swojego telefonu zanim zdecydowałem się ruszyć. Szedłem powoli przebijając cię przez niemal egipskie ciemności mojego mieszkania. Co chwilę oglądałem się za siebie, rozglądałem na boki. Byłem jak małe, wystraszone dziecko. W końcu dotarłem do celu. Przekręciłem klucze we wszystkich, chyba jakichś pięciu, zamkach i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się Minho. Ten widok zaparł mi dech w piersiach. Chłopak miał na sobie śliwkowe, poprzecierane rurki i czarną koszulkę na ramiączkach przylegającą do jego umięśnionego, mokrego ciała. Wygląda na to, że na zewnątrz trochę padało. W tamtym momencie mój ukochany Żabol pociągał mnie trzy razy bardziej, niż normalnie. Zauważywszy jego sugestywny uśmiech spuściłem wzrok. 
- Dobry wieczór kociaku. - powiedział wchodząc do środka. Kiedy przechodził obok mnie delikatnie musnął mój podbródek dłonią. Pod wpływem jego dotyku moim ciałem wstrząsnął deszcz. Poszedłem za nim wkraczając w głąb oświetlonego nikłym światłem lampki salonu. 
- Mógłbyś dać mi jakiś ręcznik Minnie? - zapytał ściągając z siebie przemoczoną koszulkę. Z pożądaniem spojrzałem na jego nagi, pokryty kroplami deszczu tors. Tego było już dla mnie za wiele. 

<Minho>
- J-jasne... zaraz przyniosę. - wyjąkał Tae próbując ukryć pod uśmiechem swoje zakłopotanie. Na moją twarz również wstąpił uśmiech tyle tylko, że triumfalny. Jak mogłem do tej pory nie zauważyć co tu jest grane? Jestem jakiś ślepy czy jak? Po jakiejś minucie chłopak wrócił z ręcznikiem w dłoniach. Rzucił mi go. Przyglądał mi się ukradkiem z rumieńcem na policzkach. Poruszałem się najseksowniej jak umiałem bawiąc się trochę moim maknae. Koniec. Nie przyszedłem tu przecież, żeby go zruchać.

<Taemin>
Minho usiadł obok mnie na kanapie, bardzo blisko. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Cały czas się do mnie uśmiechał, aż nagle przestał. Spojrzał na mnie z taką... czułością.

<Minho>
Objąłem go ramieniem i złapałem za podbródek. Był taki piękny. Taki... uroczo niewinny. 
- Już się nie boisz, prawda? - spytałem cicho potrącając jego nos swoim.
- N-nie... Dziękuję,, że przyszedłeś. - odpowiedział nieśmiało.

<Taemin>
Przymknąłem oczy i wstrzymałem oddech. Moje serce chyba właśnie posuwało płuco, bo co chwile czułem jego agresywne, szybkie uderzenia. Dotyk warg Minho rozpalił mój policzek. Zjechał niżej, do mojej szyi.

<Minho>
Lizałem ją i podgryzałem. Zostawiłem po sobie kilka malinek. Zbliżyłem się do ucha Tae. 
- Bądź tylko mój, ukochany. - szepnąłem i przygryzłem jego płatek. Młodszy mruknął z zadowoleniem. Spojrzałem mu w oczy. Oddychałem dość szybko. Ogarnęło mnie zdenerwowanie. Chwyciłem go za dłonie splatając nasze palce.

<Taemin>
- Kocham cię - powiedział i wpił się w moje wargi. Muskał je z początku delikatnie i niepewni, potem już czulej i namiętniej. Położył dłonie na moich biodrach, a ja swoje wplotłem w jego ciemne włosy.

<Minho>
Osunęliśmy się na kanapę sprowadzając się do pozycji leżącej. Taemin położył się na mnie. Całowałem go bez opamiętania nie mogąc nacieszyć się smakiem jego słodkich usteczek. Chłopak mruczał z zadowoleniem. Zarzucił mi nogę na biodro. W końcu oderwaliśmy się od siebie.
- Mmm... Jestem śpiący. - wymamrotał wtulając twarz w zagłębienie w mojej szyi. 
- Śpij kochanie. Zostanę przy tobie. - pocałowałem go w głowę i zacząłem po niej głaskać.
- Minho..?
- Tak? - po jego tonie poznałem, że się waha, chce powiedzieć coś ważnego i wcale nie tak łatwego do powiedzenia. Na odpowiedz czekałem dosłownie chwilkę, ale zdawało się to trwać wieki.
- Też cię kocham. - powiedział i pocałował mnie w policzek po czym ponownie wtulił się w moją szyję. Zasnął z chwilą, w której zamknął oczy, a ja jeszcze długo leżałem gładząc jego lśniące włosy i myśląc o tym, jak dużo się teraz zmieni. 



Nie było seksów, a był do nich tak piękny wstęp. Ehh...  ;___; To specjalnie dla Saryrary <3 Pierwsze takie nie perwersyjne opowiadanie. Wow. Gratulacje dla mnie. Dziękuję. 

piątek, 24 maja 2013

Napalony Key.

Taaak... tytuł jest dość osobliwy xD
Nie ważne.
Tak wgl to ... JONGUŚ WRÓCIŁ!!
Czy wy też cieszycie się równie mocno, co ja? 
Podjara na 100%. 
No nie mogę.
Tak bardzo go brakowało.
Na jego cześć dodaję nowe opowiadanie.
kekekekeke
Mam nadzieję, że się wam spodoba. 
~San



Było grubo po północy. Key siedział na ziemi opierając głowę na łóżku. Kiwał się lekko na boki, już dawno nie był tak pijany. Jonghyun leżał na łóżku i patrzył na niego. "Jak on mógł się tak sponiewierać? Po co, dlaczego?" pomyślał.
- Kibummie chodź do łóżka, czas spać. - powiedział już na głos.
- Nie mogę... - odpowiedział mu zapity głos. 
- Dlaczego nie?
- Tak bardzo kręci mi się w głowie...
- Ehh... Spokojnie, pomogę ci. No, dalej... - Jong złapał Key za ręce. Ten wpełznął na łóżko i położył się na wokaliście. Starszy zaśmiał się i pogładził jego miękkie, jasne włosy. "Taki piękny, taki niewinny..." Leżeli tak przez chwilę kiedy młodszy nagle podniósł głowę i nachylił się do niego. Wplótł palce w jego włosy.
- Zerżnij mnie Jonghyun... - szepnął Kibum prosto do ucha swojego hyunga ocierając o nie wargami. 
- Co... co ty wygadujesz mały..? - starszy był w 'lekkim' szoku. Nie, żeby nie podobała mu się propozycja, ale... 
- Zerżnij mnie... bierz mnie przez całą noc. Chcę czuć i oglądać twoje wspaniałe ciało. Marzę o nim od tak dawna. - raper szeptał mu do ucha. Jego dłoń zaczęła błądzić po udzie Blinga niebezpiecznie zbliżając się do okolic jego męskości. Młodszy całował go po szyi, mruczał sprośne rzeczy. Jonghyun poczuł ciasnotę w spodniach. Tak bardzo miał ochotę na tego malucha. "Ale on jest pijany i pewnie nie wie co robi..." Wręcz przeciwnie - Key doskonale wiedział co się dzieje. Wyobrażał sobie tą sytuację tysiące razy, a alkohol jedynie dodał mu odwagi. Jong położył go na łóżku, a sam usiadł na jego brzegu. "Opanuj się chłopie, ogarnij." myślał, ale diva nie miał zamiaru ułatwiać mu zadania. Położył nogę na jego udach i pocierał nią męskość Jonghyuna. 
- Spójrz na mnie... - wymruczał - nie opieraj mi się... Sam najlepiej wiesz jak ciasno masz teraz w spodniach.
Tego już było za wiele. Jonghyun dopadł do niego. Związał mu ręce wstążką, którą ukradł firankom. 
- Mmm... zapowiada się ciekawi. - słowa Kibuma tylko zachęcały Jonga. Pocałował go. Ich języki ocierały się o siebie tak samo jak ich coraz twardsze przyrodzenia. Starszy zjechał do szyi młodszego. Lizał ją i przygryzał. Jego dłoń pieściła sutki Key, który jęczał cicho pod wpływem tej jakże pobudzającej pieszczoty. 
- Rozwiąż mnie... chce cię dotykać. - wymamrotał Key. Jonghyun zaśmiał się tylko.
- Nie skarbie. Tej nocy to ja będę dotykał ciebie. - powiedział po czym wsunął dłoń pod bieliznę młodszego. Złapał jego penisa. Pocierał go powoli i czule doprowadzając partnera do szaleństwa. 
- Błagam cię przyspiesz. - wyjęczał Kibum.
- Jak bardzo mnie błagasz?
- Mmm bardzo...
- Do kogo należysz?
- Tylko do ciebie, od zawsze...
- Z kim zostaniesz już na wieki?
- Z tobą Jonghyun, z tobą! A teraz zlituj się proszę, bo dłużej nie wytrzymam!
- Jeszcze tylko jedno... - zatrzymał się na moment. 
- Co takiego? 
- Kocham cię. - wyznał Jong. Pocałował Kibuma w czoło po czym zdjął z niego spodnie i bieliznę. Jego oczom ukazała się dość pokaźna stercząca męskość. Uśmiechnął się. Wziął ją do ust i zassał się mocno. Lizał ją i podgryzał. Key jęczał i wił się dostosowując ruchy bioder do ruchów głowy Jonghyuna. Dawno nie było mu tak dobrze. Jego wyobrażenia nie dorównywały rzeczywistości. 
- J-Jong ja... ahh! Też cię kocham. - wyjęczał Bum.
- Nie. Jesteś po prostu pijany, a ja właśnie robię ci loda - zaśmiał się Bling. W jego oczach pojawił się smutek. 
- Nie hyung, jestem w tobie zakochany od kilku miesięcy. - W tym momencie starszy zamarł. Spojrzał w oczy młodszego. 
- Mówisz prawdę..?
- Tak. - słysząc tą odpowiedź uśmiechnął się z ulgą i wpił się w usta rapera. Całował go z wielką czułością w końcu dając upust swoim uczuciom. Oswobodził jego ręce, które Kibum natychmiast wplótł w jego włosy. Objął Jonga nogami w pasie i przyległ do niego całym ciałem. Był rozgrzany i pobudzony, jego erekcja dawała o sobie znać. Przestali się całować i spojrzeli na siebie. Po policzkach Key zaczęły spływać łzy.
- Ejejej... dlaczego płaczesz księżniczko? - spytał zmartwiony Jonghyun ocierając mu twarz. 
- Ja... nie wiem... jestem po prostu szczęśliwy. - usłyszał w odpowiedzi. Uśmiech ponownie wstąpił na jego przystojną twarz. Położył się obok divy, przyciągnął go do siebie, ubrał mu spodenki i okrył kołdrą. 
- Na dzisiaj chyba wystarczy ci wrażeń... Śpij już malutki. - szepnął. Raper wtulił się w tors swojego hyunga. Prędko zasnął czując na skórze jego kojący dotyk.

*Ranek*
<Kibum>

Obudził mnie czuły pocałunek. Bałem się otworzyć oczy. Bałem się, że to wszystko to tylko jakieś moje chore, pijackie urojenia. 
- Otwórz oczy słoneczko, są takie piękne. - usłyszałem. Nie mogłem się nie uśmiechnąć. Spojrzałem na niego. Nachylał się nade mną i gładził moje włosy. 
- Jesteś śliczny. - powiedział - Kocham woje usteczka (pocałował mnie w usta), kocham twój zgrabny nosek (pocałował mnie w nos), kocham twoje policzki (pocałował mnie w oba policzki), kocham twoje dłonie (chwycił moje dłonie i pocałował je) i ogólnie to... jesteś idealny.
Rozpływałem się, byłem prze szczęśliwy.
- Pamiętasz jak się wczoraj zachowywałeś? Jesteś naprawdę dobry w uwodzeniu, nie znałem cię od tej strony... - powiedział Jonghyun i otarł się nosem o mój nos. Zarumieniłem się.
- Wiesz co teraz zrobię? - zapytał przygniatając mnie swoim ciałem. Pokiwałem przecząco głową.
 - Spełnię twoją wczorajszą prośbę... - polizał mnie po uchu. Jego ręka powoli wsunęła się pod moje bokserki...


Wyszło jakieś takie krótkie. No ale nic. Liczy się jakość, a nie długość jak to mówią nie? Mam nadzieję, że jakość jest dobra. 

WRÓCIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIŁ <3
(Kibum moją jedyną miłością, ale i tak... jeeej!)

Piękne włosy Dinuś.

czwartek, 16 maja 2013

Poświęcenie.

HUEHUEHUE
No dobra, to lecim z moim psycho opowiadaniem.
W sumie, to sama nie wiem czy mi się podoba.
No, ale nie ważne. 
Stworzyłam, to dodam nie? 
W KOŃCU mam na to czas.
Miłego czytania.
Saranghae <3
~San

 PARING: JongKey 


<Jonghyun>
Zaciągnąłem się mocno papierosem. Dym przyjemnie drażnił moje płuca. Czekałem na niego z utęsknieniem. Każda chwila dłużej na tym parszywym świecie sprawiała mi niemal fizyczny ból. Lubiłem to uczucie. Lubiłem cierpieć. Wiedziałem, że on czuje tak samo. Mieliśmy identyczne podejście do życia. Gardziliśmy nim jak najgorszym ścierwem. Nic dziwnego, że w końcu przyszło nam to do głowy, a było o tyle bardziej atrakcyjne, że mogliśmy to zrobić razem. Trwanie w rzeczywistości nie potrafiło nas już zaspokoić ani uszczęśliwić. Dlatego przeniesiemy się gdzie indziej.

<Kibum>
Szedłem szybkim krokiem przemierzając koleje ulice Seoulu. Krople deszczu spływały mi po twarzy, jakby świat płakał za mnie, bo moim oczom zabrakło już łez. Liczne tabletki w reklamówce, którą wesoło machałem, szeleściły wysoko nie pozwalając nawet na moment zapomnieć o swojej obecności. "Już niedaleko, jeszcze chwila..." myślałem. Najbardziej na świecie pragnąłem teraz znaleźć się w ramionach ukochanego razem ze mną oddającego ostatni oddech i śmiejącego się ze świata, bo go przechytrzyliśmy. "Nie tylko przed światem udajesz, co Key?" Ostatni zakręt i byłem na miejscu.

<Jonghyun>
Kiedy usłyszałem trzaśnięcie drzwi poczułem nagły przypływ adrenaliny. Zbliżała się ta chwila. Przez moment przestałem czuć się tak gotowy, jak dotychczas, jednak szybko zdusiłem w sobie wszelkie wątpliwości. Nie było czasu na zbędne zastanawianie się. Nie było potrzeby. Przecież to jest to, czego pragnę. Spełnienie marzeń. Naszych marzeń. Key wszedł do pokoju i rzucił na kanapę tuż obok mnie reklamówkę pełną leków. Odgasiłem papierosa na zewnętrznej stronie mojej dłoni. Skóra zasyczała i lekko zwęgliła się w miejscu gdzie przyłożyłem niedopałek. Przygryzłem wargę starając się przetrzymać ból w milczeniu. Uwielbiałem to. Delektować się cielesną torturą w milczeniu. Kibum podszedł do kanapy, na której siedziałem i usiadł mi na kolanach. Nie było na co czekać, od razu wpiłem się w jego słodziutkie usta. Całowałem go mocno i namiętnie, aż nam obojgu zabrakło tchu. 
- Może najpierw się pobawimy? - szepnąłem mu do ucha przygryzając jego płatek tak, aby  został ślad. Chłopak jęknął zaciskając dłoń na mojej koszulce. Podnieciło mnie to. Bardzo. 
- Naprawdę myślałeś, że zrezygnuję z ostatniej przyjemności ? - odpowiedział siadając na mnie okrakiem.

<Kibum>
Całowałem i gryzłem Jonghyuna w szyję wędrując dłońmi po jego torsie. Sprawnie pozbyłem się naszych zbędnych t-shirtów. Pocałowałem jego wydatne usta. Pocierałem swoim kroczem o krocze dinozaura sprawiając, że stawał się coraz twardszy. Chłopak zrzucił mnie z siebie i położył na podłodze przygniatając swoim rozgrzanym ciałem. Jego ręka błyskawicznie znalazła się przy moim rozporku. Rozebrał mnie do naga. Chwycił w dłoń moją męskość i zaczął ją pocierać.

<Jonghyun>
Pieściłem jego penisa najstaranniej jak potrafiłem. Chciałem, żeby te ostatni raz był wyjątkowy, najlepszy. Chciałem doprowadzić jego ciało do szaleństwa i sprawić, aby drgało z rozkoszy. I bólu. Z tylnej kieszeni spodni wyjąłem żyletkę. Była ostra jak brzytwa. Taka piękna. Taka zapraszająca. Nachyliłem się do Kibuma. 
- A teraz to, co lubisz najbardziej... - wymamrotałem ponętnym głosem i polizałem jego ucho. Chłopak uśmiechnął się na dźwięk moich słów, a w jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Spojrzałem na jego płaski brzuch. Całe podbrzusze miał pokryte bliznami, jedna na drugiej. Wyglądał pięknie. Chciałem sprawić, by był jeszcze piękniejszy. Wbiłem ostrze w okolicach pępka Key najgłębiej jak tylko mogłem. Jechałem nim w dół powoli i starannie, z precyzją zegarmistrza. Chłopak oddychał głęboko wbijając palce w dywan, na którym leżał. Powtórzyłem swoją czynność kilkakrotnie wycinając na jego brzuchu swoje imię. Krew spływała mu po bokach tworząc na podłodze plamę cudownej, kuszącej czerwieni. Zlizałem jedną ze strużek. Ciecz na moim języku była jeszcze ciepła. Metaliczny posmak drażnił moje kubki smakowe. Podniosłem Key do klęczków i stanąłem przed nim. 

<Kibum>
Nie czekając na jakiekolwiek słowa zsunąłem z bioder Jonga spodnie razem z bielizną. Moim oczom ukazał się sterczący członek. 
- Weź go do buzi kochanie - usłyszałem. Bez chwili zwłoki wykonałem polecenie. Objąłem całego penisa ustami, poczułem go w gardle. Zemdliło mnie, ale nie pozwoliłem aby słabość mojego ciała przejęła kontrolę. Poruszałem głową w przód i w tył włączając w to pracę języka. Wydawałem przy tym jęki i pomruki - Jonga zawsze strasznie to kręciło. Nie pozwoliłem mu dojść. Chciałem, żeby się spełnił, ale niech zrobi o we mnie. Odwróciłem się tyłem do kochanka i stając na czworaka zachęcająco wypinałem tyłek. Partner chwycił mnie za biodra. Ocierał się członkiem o mój tyłek. Po ciele przechodziły mi dreszcze. Drażnił się ze mną. Po ok. 15 sekundach poczułem, że dłużej nie wytrzymam. 
- No dalej, zrób to... Zrób to, bo zwariuję! - krzyknąłem zniecierpliwiony. Zaraz po rozbrzmieniu moich słów Jonghyun, bez zbędnych ceregieli, dosłownie wbił się we mnie. Wrzasnąłem zatapiając palce w miękkim dywanie. 

<Jonghyun>
Poruszałem się dość szybko i drapieżnie. Jęki przyjemności Kibuma mieszały się z okrzykami bólu. Po policzkach spłynęło mu kilka łez, jednak błogi uśmiech nie schodził z jego pięknej twarzy. Był w siódmym niebie, w swoim żywiole. 
- Twoja pupcia jest dla mnie stworzona słodziutki - powiedziałem czule gładząc plecy ukochanego. To najwspanialszy seks jaki mnie do tej pory spotkał. Chociaż z nim każdy jeden raz był cudowny. Nagle poczułem, że jestem blisko. Kilka szybkich ruchów u skończyłem. Wytrysnąłem proste we wnętrze Bummiego. Chłopak doszedł zaraz po mnie. Wyszedłem z niego. Złożyłem na jego karku delikatny, czuły pocałunek przelewając na ten drobny gest całe gorące uczucie do Key, które rozpalało moje serce. 

<Kibum>
Poleżeliśmy chwilę na podłodze uspokajając oddechy. Spojrzałem na Jonghyuna i musnąłem lekko jego ramię aby i on spojrzał na mnie.

<Jonghyun>
Jego oczy były poważne jak nigdy dotąd, ale - choć bardzo starał się to ukryć - widać w nich było także ogromny smutek i powątpiewanie. Nie chciałem tego zobaczyć. A może ja go zmuszam? Może to nie jest nasze pragnienie, ale tylko i wyłącznie moje..? 

<Kibum>
- Czas na finał najdroższy - wydusiłem i rzuciłem mu ubrania jednocześnie zakładając swoje. Oczy mi się zaszkliły. Tak bardzo chciałem teraz płakać. Czułem się zdezorientowany. Nie byłem pewien tego, co robię, ale tylko tego, że kocham Jonga i zrobię co będzie trzeba, żeby zostać z nim już na zawsze. Podszedłem do kanapy i stanąłem nad reklamówką z lekami. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku pokonując bariery, które - jak mi się wydawało - tak starannie postawiłem. Natychmiast strzeliłem sobie mocnego liścia w twarz. Pomogło. Dopiero gdy przestałem uświadomiłem sobie, że tuż przez chwilą cały dygotałem. 

<Jonghyun>
Uważnie obserwowałem Kibuma. Co się z nim dzieje? Serce zaczęło mi bić szybciej. 
- Bummie czy... jesteś pewien, że...
- Zamknij się! Milcz! Nawet nie próbuj! Chcę tego rozumiesz?! Gdzie ty, tam i ja! Nie ma innej opcji ani możliwości! Rozumiesz?! - wrzasnął ze łzami w oczach nim dokończyłem pytanie. Otworzyłem usta nie mogąc otrząsnąć się z szoku. Co się dzieje do cholery? Nie tracąc energii na kolejne bezsensowne słowa niemal doskoczyłem do niego. Objąłem go, a on wtulił głowę w mój tors. Poczułem jak mocno wbija paznokcie w moje nagie plecy, a następnie zjeżdża nimi w dół pozostawiając na skórze krwawe ślady. 
- Zróbmy to już... Chcę to... po prostu mieć... ja... proszę... - wyszeptał z trudem powstrzymując szloch. Nie chciałem, żeby płakał. Nie chciałem, żeby... I nagle wszystko stało się jasne.

<Kibum>
Musiałem szybko doprowadzić to do skutku zanim... Odsunąłem od siebie Jonghyuna. Ruszyłem w stronę kuchni.

<Jonghyun>
Odprowadziłem go wzrokiem. Kiedy zniknął z mojego pola widzenia zabrałem się za leki. Rozpakowałem dwa opakowania. Przede mną leżało sto tabletek. Rozdzieliłem je na dwie kupki po 70 i 30 tabletek. Szybko połknąłem większą część z jednej kupki tak, aby nie było widać, że są nierówne. Akurat skończyłem kiedy wrócił Key. 

<Kibum>
Postawiłem piwa koło rozdzielonych kupek tabletek. Usiadłem po turecku na przeciwko Jonghyuna. Moje myśli ścigały się jedna z drugą, a serce waliło jak szalone. Tak bardzo się boję. 

<Jonghyun>
Obserwowałem go uważnie, a on jeździł wzrokiem to po lekach to po piwach. Martwiłem się, że coś zauważy. Przełknął ślinę. Za wszelką cenę chciał zachować spokój, ale ja widziałem jak kurczowo zaciska pięści na materiale swoich spodni. Chwyciłem go za dłoń. 

<Kibum>
Poczuwszy jego kojący dotyk wypuściłem z płuc wstrzymywane do tej pory powietrze. Oczy mnie paliły. Czułem jak pod powiekami gromadzą się łzy. Nic nie rozumiałem, wszystko było niejasne i owiane tajemnicą. Nie potrafiłem określić jakie konkretnie uczucia mi towarzyszą. I wtedy w mojej głowie pojawiło się słowo: strach. Nie tyle bałem się śmierci, ale tego, że w ten sposób spełnię swój najgorszy koszmar: stracę Jonghyuna na zawsze. 

<Jonghyun>
- Kibum... - zacząłem nieśmiało obawiając się kolejnej wybuchowej reakcji - Czego się obawiasz?
Odpowiedziało mi milczenie. Smutny wzrok miał utkwiony w bliznach na swoim nadgarstku. Również na nie spojrzałem. Wśród jasnych, starych blizn zauważyłem nowe - ciemniejsze. Zastanawiałem się: dlaczego wcześniej ich nie zauważyłem? Dlaczego mi po prostu nie powiedział czy pokazał jak zawsze? Wtedy do głowy wpadła mi myśl, że może jednak nie wiem tak wiele, jak mi się wydawało? 

<Kibum>
Każda sekunda zwłoki pogarszała mój stan, dlatego, nie pozwalając sobie na kompletną panikę, wziąłem do ust pierwszych kilka tabletek. Szybko popiłem je alkoholem. Czułem jak jedna za drugą wędrują moim przełykiem prosto do żołądka. 

<Jonghyun>
Siedzieliśmy w milczeniu łykając tabletki, aż w końcu nie ostała się ani jedna. Dopiłem piwo i przysunąłem się do Kibuma. Chłopak splótł nasze dłonie ze sobą i wpił się w moje usta. 

<Kibum>
Całowałem go bawiąc się z jego językiem i pieszcząc podniebienie. Miał miękkie, przyjemnie chłodne od piwa wargi. Ich smak był mi doskonale znany, ale w tej chwili zdawało mi się jakbym odkrywał go na nowo. Odsunęliśmy się od siebie gdy zabrakło nam tchu. Spojrzałem mu głęboko w oczy. Były takie piękne. Niesamowite. Jak nie z tego świata. 

<Jonghyun>
- Kocham cię Jongie... - usłyszałem słaby szept zanim głowa Kibuma opadła na moje kolana. Czułem, że nie mam dużo czasu. Wstałem, wziąłem kartkę i zacząłem pisać. Kiedy tylko skończyłem długopis wysunął mi się z ręki. Moje ciało stało się takie słabe. Ostatkiem sił wybrałem numer. Zdążyłem podać jedynie nazwę leków i ulicę zanim oczy przesłonił mrok, a serce powoli się zatrzymało udając się na długo wyczekiwany odpoczynek.

<Kibum>
Z trudem uniosłem jakże ciężkie powieki. Rozejrzałem się po pomieszczeniu.Jasne ściany, puste łóżko obok tego, na którym leżałem, biała szafka na kółkach, kosz owoców z karteczką "Dla naszej kochanej divy. Onew, Tae, Min.". Szpital? Ale, jak to? Jak ja się tu znalazłem..? Przecież byliśmy sami, nikt o niczym nie wiedział. Przecież... Jong! Zanim zdąrzyłem cokolwiek jeszcze pomyśleć czy zrobić do pokoju weszła pielęgniarka. Nie tracąc czasu na zbędne pogaduchy zalałem ją falą pytań:
- Gdzie leży Kim Jonghyun? Czy wszystko z nim w porządku? Kiedy będę mógł go zobaczyć? Dlaczego nie jest ze mną na sali? 
Kobieta spojrzała na mnie ze smutkiem na twarzy. W dłoniach trzymała złożoną kartkę z moim imieniem i nazwiskiem. Położyła ją obok mnie i chwyciła moją dłoń.
- Przykro mi... - powiedziała i wyszła zostawiając mnie samego. Przykro jej? Przez chwilę nie mogłem tego ogarnąć. Spojrzałem na liścik. Rozłożyłem go. Pismo Jonghyuna? Zaczynał mnie ogarniać niepokój.
"Wiem, że zrobiłeś to dla mnie, ponieważ to było moje pragnienie. Ale ty nie chciałeś wybrać takiego wyjścia, dlatego podarowuję ci nowe, lepsze życie. Życie, którego ja nie będę ci już zaśmiecał całym tym smutkiem, bólem i rozgoryczeniem. Będę czekał aż nadejdzie dla ciebie ten właściwy czas. A póki co: po prostu śmiej się, żyj i nie zmarnuj tej szansy. Jeśli nie potrafisz już żyć dla siebie - żyj dla mnie. To moje ostatnie życzenie. Kocham cię księżniczko. Twój na zawsze Kim Jonghyun." przeczytałem. Mój oddech niesamowicie przyspieszył, a serce waliło jak szalone. Jeździłem wzrokiem po słowach próbując znaleźć jakiś błąd, jakikolwiek dowód na to, że to pomyłka albo jakiś chory, kompletnie nie śmieszny żart. Przeczesałem dłońmi włosy. Dlaczego go nie uratowali?! Dlaczego tylko mnie się udało?! Po sekundzie coś pękło. Zacząłem płakać. Wyć. Krzyczeć.  Ukryłem twarz w pościeli zostawiając na niej coraz większą mokrą plamę. Wylewałem z siebie morze łez dusząc się i dławiąc, wydając z siebie niekontrolowane, rozpaczliwe szlochy. Wpadłem w histerię. Do pokoju weszła piguła, a zaraz za nią wparował Onew. 
- Kibum! Co się dzieje? - zapytał wyraźnie przestraszony Jinki. Podniosłem wzrok i bez słowa podałem mu list. Przeczytał, odłożył kartkę na bok i spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Rozłożył ramiona, a ja rzuciłem się w nie płacząc jak małe dziecko.

*Wieczór*
Płakałem godzinami. Teraz siedziałem sam w ciemnej sali wpatrując się w ścianę. W środku czułem wszechogarniającą pustkę, zabrakło mi już łez, które mógłbym ponownie z siebie wylewać. Byłem wyczerpany. Przymknąłem moje czerwone, zapuchnięte oczy. Westchnąłem rozbijając panującą w pokoju grobową ciszę. Żaden inny dźwięk do mnie nie docierał. Byłem jak uwięziony w jakimś innym świecie, w którym zdecydowanie nie chciałem być. Może i jestem absurdalnie zdrowy. Ale moje serce przestało już bić... tak samo jak serce Jonghyuna.


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Listy do cz...ytelników xD

A-więc-tak.
Dzisiaj na niemieckim mnie natchnęło. W końcu. Czekałam na to z utęsknieniem, bo ostatnio moja wena, wyobraźnia i tajemnicza otchłań chorych pomysłów szwankowały i nie chciały nic z siebie wyrzucać. No w każdym razie zaczęłam tworzyć na tej nieszczęsnej lekcji niemieckiego. Postaram się skończyć jak najszybciej. Mam nadzieję, że do czasu aż napiszę i zamieszczę opowiadanie na blogu znajdzie się na nie kilka napaleńców. Byłoby miło xD Co by tu jeszcze... Zastanawiam się czy brnąć dalej w "Kumpli". W sumie mamy za sobą dopiero cztery części, ale nie bardzo wiem co dalej. Oczywiście jeżeli okaże się, że są osoby, które łakną ciągu dalszego, to coś się na pewno w mojej głowie wykluje. Ale. Muszę wiedzieć czy są takowe osoby. A więc zapytanie do Was:
Czy chcecie kolejnych części kumpli?
Fajnie by było gdybyście napisali w komentarzach. Jeśli komentarze się nie pojawią będę musiała sama zadecydować... ;^;  Jeśli jednak postanowicie zostawić dla mnie wiadomość, że chcecie ciąg dalszy obiecuję, że wyskrobię dla Was coś dłuższego i z jakimś zwrotem akcji co by nie było nudno. Także ten. Ode mnie to by było na tyle. Jak na ten raz. Zaglądajcie do mnie, komentujcie i czerpcie przyjemność z mojej twórczości. Ya.
~San


Totalnie nie ogarniam o co tu chodzi, ale to urocze xD
Ońju low forewer <3




wtorek, 16 kwietnia 2013

Kumple cz.4

Uhuhu lecimy z czwartą częścią.
Co prawda obiecałam, że napiszę coś w weekend, ale tak trochę mi nie wyszło, wybaczcie. :<
Nie wiem czy ktokolwiek oprócz moich znajomych to czyta.
W sumie, czy to aż takie ważne?
Zawsze mogę pisać dla samej siebie. 
Chociaż, miło byłoby pisać dla kogoś.
Mam nadzięję, że gdzieś tam jesteście. XDDD
Zawsze możecie mi dać znak, że tak i zostawić komentarz. ^-^
Byłabym wdzięczna ;^;
Miłego czytania Shawolsy <33
~San




<Minho>
Usiadłem koło Taemina. Spojrzał się na mnie rzucając mi przelotny uśmiech. To chyba dobry znak, prawda? Cały czas dręczyła mnie myśl, czy swoim ostatnim zachowaniem czegoś nie zaprzepaściłem. Czy stosunki między nami pozostaną takie same? Z jednej strony wolałbym, żeby coś się ruszyło, ale co będzie, jeśli ruszy się w tą złą stronę? Jeśli mój mały Tae zacznie mnie unikać albo... Nie zniósł bym tego. Poczułem nagły atak paniki. Przerażonym wzrokiem patrzyłem w swój talerz wyobrażając sobie coraz to czarniejsze scenariusze. 

<Taemin>
Wszyscy wokół stołu stale się uśmiechali, rozmawiali o... nawet nie wiem czym. Co jakiś czas ktoś próbował włączyć mnie do rozmowy, ale bez powodzenia. Przytakiwałem tylko co jakiś czas nie chcąc zachowywać się niegrzecznie i starałem się choć trochę śledzić tok rozmów. Nie było to łatwe, bo w mojej głowie toczyła się wojna. Wszystko o czym myślałem zdawało się być takie oczywiste i proste. Nie mogłem jednak uwierzyć, by w rzeczywistości mogło takie być. Bo czy nie byłoby to zbyt piękne? Miłość mojego życia, będąca jednocześnie jednym z moich najlepszych przyjaciół, wykonuje niespodziewanie pierwsze kroki w moją stronę. I to jakie kroki. Przecież każdy z tych kroków jest taki szczery i przejrzysty. Dlaczego więc ciągle szukałem sobie wymówek i problemów? Jakiejś dziury w tej wspaniałej całości? Spojrzałem na Minho. Wpatrywał się w jedzenie przed sobą, ale praktycznie nic z niego nie ruszył. Dziwne, przecież dostał to, co lubi najbardziej. Wyraz jego twarzy nie wskazywał na nic dobrego. Był wyraźnie zmartwiony, a może nawet przestraszony i coś go dręczyło. Zaniepokoiło mnie to. Poczułem nieodpartą chęć zaradzenia temu, co dzieje się teraz w jego głowie. Chciałem zobaczyć jego piękny uśmiech i chciałem, żeby był on tylko i wyłącznie moją zasługą. Przysunąłem się do niego niepozornie tak, aby nikt inny tego nie zauważył. Wziąłem głęboki oddech i położyłem dłoń na jego udzie. Zaczekałem, aż na mnie spojrzy, a kiedy to zrobił obdarzyłem go najpiękniejszym uśmiechem na jaki mnie było stać. Nachyliłem się do niego korzystając z nieuwagi reszty zespołu. 
- Co się dzieje Min? Chcesz pogadać? - szepnąłem mu do ucha ściskając lekko jego udo. 
- Bardzo chętnie, ale... może nie tutaj? - odpowiedział pytaniem na pytanie i wstał od stołu. Podziękował za posiłek i skierował się w stronę schodów. Wstałem zaraz po nim.
- Dzięki za śniadanie umma. - rzuciłem w stronę Key wdzięcznie się uśmiechając.
- Ale... ale prawie nic nie zjedliście..! - zdążył tylko kzyknąć Kibum zanim oboje z Minho zniknęliśmy na piętrze.

<Minho>
Wszedłem do swoje... ekhm naszego pokoju i usiadłem na łóżku czekając, aż Taemin do mnie dołączy. Chwilę potem chłopak pojawił się w drzwiach. Zamykając je za sobą wszedł do pomieszczenia. Wydawał się być nieco onieśmielony swoim położeniem, ale bardzo starał się, żebym tego nie zauważył. Urocze. 
- To... co się dzieje hyung? Byłeś jakiś dziwny przy śniadaniu... - zaczął rozmowę siadając obok mnie, bardzo blisko. 
- No więc... martwię się o... o nas. - Tae z początku siedział z opuszczoną głową, ale na dźwięk mojego głosu uniósł ją spoglądając mi w oczy. W jego oczach zabłysnął lekki niepokój. Patrzył na mnie jak dziecko obawiające się, że za chwilę zostanie za coś ukarane. Przejechałem dłonią po jego policzku wplatając mu ją w te piękne, rudawe włosy do ramion. Przełknął nerwowo ślinę, ale nie wyglądał jakby chciał uciec. Znowu siedział i był gotów poddać się moim decyzjom. Pytanie: czy podejmę właściwe? 
- Widzisz... ja... nie bardzo wiem jak powiedzieć ci to, co powinienem był ci powiedzieć już dawno. Boję się, że... zaszkodziłbym naszej przyjaźni, a to... to by mnie zabiło. Nie chcę cię stracić... - kontynuowałem ze strachem w sercu, które teraz waliło jak szalone. Tak długo odwlekałem tą rozmowę. Teraz już nie ma odwrotu. 
- Min... Co próbujesz mi powiedzieć? - zapytał łapiąc mnie za rękę. Bardzo starał się dodać mi otuchy niecierpliwie wyczekując mojej wypowiedzi. Był chyba równie przejęty, co ja, a to dobry znak. Prawda..?
- Ja... - przerwałem bojąc się tych jakże ostatecznych i nieodwracalnych słów, które mogły na zawsze odmienić moje życie - Kocham cię Minnie. Nie jak przyjaciela czy brata. Kocham cię jak osobę, z którą chce się spędzać każdą wolną chwilę, którą chce się całować i powtarzać jej jak bardzo jest dla nas ważna. I... jak bardzo nie potrafimy bez niej żyć. 
Chłopak patrzył na mnie w milczeniu. Chyba jeszcze nigdy dotąd nie bałem się tak, jak w tej chwili. W jego oczach pojawiły się łzy. Spływały mu po policzkach jedna po drugiej znacząc na nich mokre ścieżki. Matko boska, co ja narobiłem ?!
- Minnie przepraszam, ja... 

<Taemin>
Nie pozwoliłem mu skończyć. Przylgnąłem do niego całym ciałem zamykając mu usta swoimi. Tak długo na to czekałem, od tak dawna tego pragnąłem i tym właśnie pocałunkiem starałem się mu to pokazać. To, jak bardzo jego słowa były trafne również co do moich uczuć. To jak szalenie jestem w nim zakochany. Minho objął mnie w biodrach przyciągając do siebie jeszcze bliżej i kładąc się na łóżku. Wsunąłem mu ręce pod koszulkę czując pod palcami jego umięśniony brzuch. Chłopak obrócił się tak, że teraz to ja znajdowałem się pod nim. Oblewał moją szyję namiętnymi pocałunkami jednocześnie podsuwając mój top coraz wyżej i wyżej, aż w końcu całkowicie się go pozbył. Jęknąłem czując jego język na swoim brzuchu. Był tuż przy moim pasku kiedy nagle wrócił do mojej twarzy. Splótł palce naszych dłoni razem ograniczając nieco moją swobodę ruchów. Spojrzał mi głęboko w oczy. Z każdej komórki jego ciała promieniowała do mnie miłość. Cudowne uczucie. 
- Czy to jest to, czego pragniesz najdroższy? - zapytał składając delikatny, niewinny pocałunek na mojej szyji. 
- Pragnę tylko ciebie. - odpowiedziałem. 

<Minho>
Na to czekałem. Na pozwolenie. Zapewnienie, że jeśli w końcu przestanę się hamować nie zrobię nic złego. Zdjąłem koszulkę. Młody patrzał na mnie jak na smakowity kąsek. Dosłownie pożerał mnie wzrokiem pełnym pożądania. Przez myśl przemknęło mi pytanie: ile razy wyobrażał sobie wieczorami właśnie tą chwilę? Ale nie zadałem go na głos. Nie chciałem kazać dłużej czekać mojemu partnerowi. Pocałowałem go długo i namiętnie. Potem jego szyję... i klatkę piersiową... i umięsniony, płaski brzuch... aż dotarłem do jego spodni. Pozbyłem się ich prędko razem z bielizną. Teamin był już bardzo pobudzony. Uniosłem brew z uśmiechem mówiącym "not bad". Chłopak zarumienił się przykrywając twarz poduszką. 
- Jesteś piękny, nie zasłaniaj się. Pobudź mnie swoją twarzą kochanie.. - szepnąłem mu do ucha.
- Krępuję się.. - wymamrotał powoli odsuwając jaśka od swojej buzi. Chwyciłem go za brodę i pocałowałem, po czym obdażyłem go ciepłym uśmiechem, aby dodać mu otuchy. Podziałało.  Chłopak odzyskał trochę pewności siebie. Nachyliłem się nad jego, teraz już całkowicie sterczącą i nabrzmiałą, męskością. Wziąłem ją delikatnie do ust powoli zjeżdżając głową coraz niżej. 

<Taemin>
Z moich ust wymknął się jęk. Po całym ciele przebiegł mi dreszcz przyjemności. Minho zaczął szybciej poruszać głową. Jego język doprowadzał mnie do szaleństwa. 
Gdzie on się tego nauczył? - pomyślałem wydając z siebie kolejne jęki. Były coraz głośniejsze i częstsze. Nie mogłem się opanować. Było mi tak dobrze. A świadomość, że oddaję się osobie, którą kocham i, która kocha mnie dodawała przyjemności. Minho nie pozwolił mi dojść. Otarł kciukiem usta, po czym ściągnął swoje spodnie i bieliznę. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Kiwnąłem głową na tak. W tym momencie poczułem w sobie jego palec. Potem kolejny i kolejny. Poruszał nimi raz szybciej raz wolniej starając się jak najlepiej mnie przygotować i rozciągnąć. Po jakiejś minucie byłem gotowy. Żabol wszedł we mnie ostrożnie, starając się zadać mi jak najmniej bólu. Poruszał się we mnie gładko i rytmicznie. Próbowałem nie krzyczeć zbyt głośno, aby chłopcy nas nie usłyszeli. Ale to nie było takie proste. Moje ciało wiło się i wyginało, było poza moją kontrolą. Teraz to Minho nad nim panował i robił ze mną co tylko chciał. 

<Minho>

Czułem się wspaniale. Nie tylko na ciele, ale i na duchu. Szczerze? Wyobrażałem sobie to WIELE razy, ale żadne z moich marzeń nie dorasta do pięt rzeczywistości, w której się teraz znajdowałem. Jęki Taemina podniecały mnie jeszcze bardziej, niż zdążyło to już zrobić jego ciało. Miałem nadzieję, że jest mu równie dobrze, co mi albo nawet lepiej. Że nad bólem przeważa przyjemność. Tak bardzo nie chciałem sprawiać mu jakichkolwiek cierpień. Pragnąłem, aby to był jego najlepszy pierwszy raz jaki tylko mógł sobie wyobrazić. Kręcił mnie fakt, że jestem pierwszy, że to właśnie mnie zaufał i powierzył swoje ciało. 
- Min... jestem już blisko... - wymruczał między jękami Tae. Nie zdążyłem mu odpowiedzieć. Doszedłem pierwszy, a on zaraz po mnie. Opadłem na łóżko koło niego. Chłopak przysunął się do mnie dysząc i wtulił się w moje ramię. Objąłem go i ucałowałem w czoło. 
- Kocham cię maleńki - szepnąłem. Mimo, że powiedziałem mu to już wcześniej, wciąż odczuwałem delikatny niepokój. Przecież mi nie odpowiedział, czyż nie? Z drugiej strony zamiast odpowiedzi otrzymałem pocałunek, co powinno dać mi jasno do zrozumienia, że... on mnie też? Boże, dlaczego ja zawsze muszę mieć takie rozkminy? 
- Ja ciebie też. - usłyszawszy te trzy, wydawałoby się tak niepozorne, słowa odetchnąłem z ulgą. Pocałowałem go po raz kolejny delektując się smakiem jego pełnych, miękkich usteczek. Maknae mruknął z zadowoleniem. 
- To... co teraz z nami będzie..? - zapytał. 





~Tak Oliwciak w końcu ich przeruchałam! To espeszjali for ju <3 Pewnie i tak znowu dostanę zjebę typu "jak możesz kończyć w takim momencie skurwielu?!" XDDD loffffffffff

sobota, 13 kwietnia 2013

Gdzie się podziały misiaczki? :c

Hejoooo !
Z przykrością stwierdzam, że nikt nie wchodzi na mojego bloga. 
Jest mi przykro.
Smuteczek :cc
W ten weekend postaram się coś stworzyć.
Bądźcie cierpliwi proszę.
Mam nadzięję, że będzie Was przybywać koteczki.
Czekam na Was.
Ya <3
~San

Na zachętę piękna niunia: 


Taeś was kocha aw ^-^

wtorek, 2 kwietnia 2013

Wyjazd pod namioty.


Nasze piękne niunie <3
Bez zbędnych wstępów:
zaczynamy!
Miłego czytania :3
I pamiętajcie:
post przeczytany = komentarz zostawiony <3



Key z zadowoleniem na twarzy pakował rzeczy do torby. Mimo, iż chłopcy jechali pod namioty tylko na jedną noc lista "niezbędnych" do wyprawy rzeczy divy zdawała się nie mieć końca. Chłopak nareszcie skończył pakowanie kiedy usłyszał nieśmiałe pukanie do drzwi.
- Proszę! - niemal wyśpiewał melodyjnym głosem. Humor zdecydowanie mu dopisywał i odkąd tylko otworzył tego ranka oczy towarzyszyło mu przyjemne uczucie podekscytowania. Do pokoju, dziwnie niepewnym krokiem, wszedł Jonghyun. 
- Gotowy do wyprawy? - zapytał radośnie się uśmiechając. Raper nie od razu mu odpowiedział. Przez dłuższą chwilę stał i przyglądał się dinozaurowi. "Jest taki przystojny" przeszło mu przez myśl. Sekundę po wypowiedzeniu tych słów w głowie do chłopaka dotarło co właściwie one oznaczały. Zmieszał się, spuścił wzrok, a na policzki wypłynął mu rumieniec. 
-J-jasne, że jestem gotowy. - wyjąkał starając się zachować twarz. Podszedł do łóżka i z trudem dźwignął swoją wypchaną po brzegi torbę. Natychmiast ugiął się pod jej ciężarem. Widząc to Jong zaśmiał się uroczo i pomógł Kibumowi wyręczając go z niesienia bagażu. "Taki uroczy.." mruknął pod nosem mając złudną nadzieję, że chłopak tego nie usłyszał. Jednak młodszy słyszał doskonale i jeszcze bardziej się zaczerwienił. 
- Dzięki hyung.. - wymamrotał nieśmiało siląc się na czarujący uśmiech.
- Nie ma sprawy słodziaku. -odpowiedział Jonghyun stawiając szczególny akcent na ostatnie słowo po czym ruszył w stronę drzwi. Kibum stał jeszcze przez chwilę na środku pokoju z szeroko otwartą ze zdziwienia buzią, ale kiedy zorientował się jak głupio musi teraz wyglądać otrząsnął się i również wyszedł z domu. 

*
Podróż samochodem trwała jakieś dwie i pół godziny. Zniecierpliwiony Key co chwilę marudził i wymyślał coraz to nowe problemy. "Gorąco mi, otwórz okno; zamknij to okno, bo mi wieje; daleko jeszcze..?; pić mi się chce; zrobimy postój?" i tak w kółko. Jonghyunowi jednak ani trochę to nie przeszkadzało, a uśmiech nie schodził z jego ślicznej twarzy. Nie uszło to uwadze młodszego. "Co on taki wesoły" pytał się co jakiś czas w głowie, ale jakoś nie mógł wypowiedzieć tego na głos. Za każdym razem kiedy kierowca spoglądał w jego stronę nieśmiało spuszczał wzrok albo wpatrywał się w krajobraz za szybą. Nie mógł rozgryźć ani jego, ani siebie. 
- Tyyyyłek mnie boliiiii od tego siedzenia - zajęczał po raz kolejny Key.
- Hmm... to niedobrze... Chodź, usiądziesz mi na kolanach, obojgu nam będzie wygodniej. A może wolałbyś, żebym ci to i owo pomasował co..? - odrzekł Jonghyun z łobuzerskim uśmiechem na twarzy i prowokującym błyskiem w oczach. Widząc rumieniec na policzkach swojego rozmówcy dodał:
- Spoko Kibummie, żartowałem. Chociaż... - zakończył zwracając wzrok  z powrotem na drogę, od której przed momentem skutecznie odrywały go piękne oczy jego pasażera. Na myśl o nim westchnął jakby ze smutkiem i mocniej zacisnął ręce na kierownicy. 

*
Kiedy w końcu dojechali na miejsce reszta zespołu już na nich czekała. Podczas gdy Jonghyun męczył się z wypakowywaniem z bagażnika pięciu toreb  naraz, Key rozglądał się z zaciekawieniem po najbliższej okolicy. Na prawo od obozowiska, które powolii zaczynało powstawać znajdowała się mała plaża tuż obok jeziora. Nie daleko od namiotów wyrastał niewiadomej wielkości lasek. Kibum wzdrygął się na myśl o tym miejscu po zmierzchu. Jak okiem sięgnąć wokół nie było śladu żywego ducha. Idealnie.

*
Wieczór nastał dość szybko. Przy wesołych rozmowach, kilku piwach i ładnej pogodzie czas płynął nieubłaganie. Koło 1:30 Minho i Taemin pożegnali się ze wszystkimi i udali się do swojego namiotu pod pretekstem zmęczenia. Żabol szedł ramię w ramię z maknae trzymając dłoń na jego pośladku i szepcząc mu do ucha. Na ten widok Jonghyun uśmiechnął się zadziornie do Key. Chłopak odwzajemnił uśmiech delikatnie przygryzając wargę. 
- Może.. przeniesiemy się na plażę..? - zaproponował ponętnym głosem Jog chwytając Kibuma za rękę. Ten postanowił nie sprzeczać się dłużej ze sobą i całkowicie poddał się jego urokowi. Żadne z nich nie było pijane, ale mimo to po drodze lekko kołysało im się w głowach. Usiedli na miękkim piasku, bardzo blisko siebie. Rozmawiali przez kilka minut o jakiś pierdołach śmiejąc się i co chwilę niby przypadkiem dotykając się. W pewnym momencie nastała cisza. Nie była niezręczna, ale dało się w niej wyczuć rosnące seksualne napięcie. Chłopcy spojrzeli sobie w oczy. Raper nieśmiało położył dłoń na udzie swojego hyunga. Zbliżył się do niego jeszcze bardziej i spuścił wzrok nagle zawstydzony. Przypływ odwagi niestety prędko go opuścił. Jong spojrzał na niego oczami pełnymi dzikiego pożądania. Z trudem powstrzymywał się od rzucenia się na przyjaciela. Wciąż nie miał pewności czy mu wolno. Mometalnie przestało go to obchodzić. Ujął Key za podbródek zbliżając jego twarz do swojej. Zmniejszył odległość między nimi do zera muskając usta Kibuma. Z początku niepewnie i delikatnie, jednak kiedy tylko młodszy rozchylił wargi zaczęli namiętny taniec języków. Raper jechał dłonią w górę wzdłuż uda swojego partnera. Delikatnie musnął okolice jego przyrodzenia wsuwając mu dłoń pod koszulkę. 
- Bummie... - wysapał Jonhyun między pocałunkami czując, że w jego spodniach zrobiło się ciaśniej. Nie wytrzymał. Powalił divę na ziemię i zdarł z niego koszulkę. Pocałunkami zaznaczył drogę od jego szyji, przez brzuch, aż do spodenek młodego, których pozbył się razem z bielizną  używając jedynie zębów. Spojrzał na sterczącą przed nim nabrzmiałą męskość, która okazała się większa, niż się tego spodziewał. Nachylił się z uśmiechem spoglądając na Kibuma. Kiedy ten kiwnął mu przyzwalająco głową przejechał po jego członku językiem od dołu do góry na końcu biorąc do ust samą jego główkę. Jong droczył się tak trochę ze swoim partnerem po czym w końcu wziął jego całego penisa do buzi. Ssał go poruszając głową w górę i w dół. Przyspieszył słysząc narastające jęki Key. Były one muzyką dla jego uszu. Chłopak wplutł palce w jego ciemne włosy. 
- J-Jjongi ja.. zaraz chyba.. - nie dokończył. Jego ciało wygięło się w łuk. Wytrysnął prosto w usta swojego hyunga. Ten szybko połknął wszystko i usiadł okrakiem na Kibumie ocierając kciukiem pozostałości spermy ze swojej dolnej wargi. 
- Gotowy na dalszą zabawę? - zapytał dino prowokująco spoglądając na swojego partnera. 
- O tak.. - ponętnie szepnął mu do ucha Key i przygryzł je delikatnie. Po chwili chłopak został obrócony na brzuch. Stał na czworakach wypinając się zachęcająco do Jonga.(tak będzie go brał na pieska, a co! xD) 
- Dalej skarbie, pokaż mi co potrafisz! - niemal krzyknął nie mogąc się już doczekać tego, co miało nastąpić. Starszy chwycił młodszego za biodra i wszedł w niego bez żadnego przygotowania. Chłopak krzyknął z początku czując niesamowity ból, jednak już po kilku minutach wił się przed swoim hyungiem z rozkoszy. Jęczał coraz to bardziej i głośniej wbijając palce w piasek. Jonghyun posuwał go coraz szybciej i głębiej sapiąc przy tym ciężko. Nachylił się i, nie zaprzestając poprzedniej czynności, zaczął jeździć ręką po przyrodzeniu Key. Raper doszedł po raz kolejny nie mogąc wytrzymać takiego natężenia pieszczot. Jeszcze nigdy nie czuł się tak wspaniale. Widząc, że jego partner nie zdążył się spełnić pomógł mu dłonią. Oboje opadli w końcu na plecy wyczerpani swoją "zabawą". Kibum oparł głowę na klatce piersiowej dinozaura.
- Bummie..? - zaczął nieśmiało Jonghyun.
- Tak Jjongi..? - odprał chłopak spoglądając na niego.
- Ja... no wiesz... chciałem ci powiedzieć, że... kocham cię maleńki i... jesteś dla mnie wszystkim.. - dokończył Jong przymykając oczy jakby spodziewał się uderzenia. Zamiast tego poczuł ciepłe wargi divy na swoich. 
- Ja ciebie też kocham wiesz? Zdaje mi się, że zawsze tak było. - usłyszał cichy szept przy swoim uchu. Chłopcy leżeli na plaży dopóki Kibum nie zasnął w ramionach swojego ukochanego. Ten wziął go wtedy na ręce i zaniósł do ich wspólnego namiotu. 

*
Nazajutrz chłopcy postanowili, że będą razem. Wszyscy ucieszyli się na tą wiadomość, a Onew dorzucił: "Wiedziałem, że tak będzie! No wiedziałem!". Pod wieczór zadowoleni przyjaciele, i więcej niż przyjaciele, wrócili do swoich domów.